reklama alkoholu„Reklamy alkoholu oglądają dzieci, czyli osoby, które w ogólnie nie mogą pić alkoholu. Widzą w nich świetną zabawę i myślą „ja też chciałbym się bawić, chciałbym być tak akceptowany przez towarzystwo”. A młody człowiek, bez względu na to jak my – dorośli – to oceniamy, problemy swoje ma. W związku z tym, jaką dajemy mu receptę na rozwiązanie tychże problemów?” Jak wszechobecność i reklama alkoholu zmieniają nasze nastawienie? O tym mówi Krzysztof Brzózka, były dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA).

Redakcja: Wielokrotnie Pan mówił, że Polacy są zsocjalizowani z alkoholem. Jak to zsocjalizowanie się objawia?

Krzysztof Brzózka: Ogromne badania realizowane przez PARPA przy udziale innych krajów Unii Europejskiej pokazały, że ponad 67 proc. naszych rodaków uważa alkohol za coś bardzo normalnego, powszechnego – jak chleb, woda czy niezbędne do życia powietrze. W tej klasyfikacji różnimy się od innych narodowości UE, nawet tych, które de facto piją więcej. Potrafimy lekceważyć alkohol, traktujemy go bez szczególnej uwagi. To jest bardzo niebezpieczne.

Skąd się wzięło takie nasze podejście?

Wystarczy się rozejrzeć wokół – kiedy idziemy ulicą, jedziemy samochodem czy kiedy siedzimy przed telewizorem… Wszechobecność sklepów z alkoholem, obecność alkoholu na półkach na stacjach benzynowych – to jest ewenement w skali europejskiej. Poza Polską są jeszcze 2-3 kraje, gdzie taka sytuacja jest w ogóle możliwa. Ja nie stawiam tezy, że kierowca, który kupi alkohol na stacji, wsiądzie za kierownicę pod wpływem alkoholu. Natomiast pozwoliłem sobie kiedyś na takie określenie, że stacje paliw są najlepiej skomunikowanymi od strony dojazdu „melinami”. Poza tym na stacji paliw dokonuje się zakupów anonimowo, w porównaniu z kupowaniem np. w sklepie typu „alkohole 24h”, gdzie moglibyśmy się obawiać, czy przypadkiem nie zobaczy nas sąsiad.

Niedawno zapoznałem się z opublikowanymi danymi, zgodnie z którym w jednej z dzielnic Warszawy 1 punkt sprzedaży alkoholu przypada na 125 mieszkańców. To jest przekroczenie wszelkich zasad rozsądku, nie mówiąc o normach Światowej Organizacji Zdrowia.

Tak więc z alkoholem mamy do czynienia wszędzie wokół siebie. To jest jeden element.

Ale jesteśmy także mistrzami Europy, a może nawet mistrzami świata, pod względem liczby emitowanych reklam. W 2013 roku byliśmy na 2. miejscu, po Brytyjczykach, w kategorii „liczba emitowanych reklam alkoholu”. Od tego czasu liczba emitowanych reklam w Polsce wzrosła ponad dwukrotnie. Nie sądzę, aby w Anglii ta liczba wzrosła równie dramatycznie.

Ze względu na to, że reklamy są tak powszechne, nie zauważamy ważnej rzeczy: analizując same reklamy i porę ich emisji okazuje się, że w 50-60 proc. łamane jest prawo. Niewiele osób przy tym wie, że również reklamowanie piwa bezalkoholowego jest nielegalne – jest o tym wyraźny zapis w ustawie o wychowaniu w trzeźwości. W Polsce jest przecież zakaz reklamowania napojów bezalkoholowych, używających albo znaku firmowego, albo podobnych opakowań do tych alkoholowych.

A co na to prokuratura?

Niestety reklamy są lekceważone przez organy ściągania, a konkretne sprawy – umarzane. Przyczyny są dwie. Po pierwsze, znikoma społeczna szkodliwość czynu, tak jakby uczenie i przyzwyczajanie przyszłych pokoleń do wszechobecności alkoholu było czymś normalnym i nieszkodliwym. A po drugie – brak znamion przestępstwa. Nie zgadzam się z tym. Reklama alkoholu, w której piją wszyscy i jest to zestawiane z dobrą zabawą, kapitalnym wypoczynkiem, łamie prawo i zapisy ustawy o wychowaniu w trzeźwości.

Co również istotne, reklamy te są kierowane bezpośrednio do dzieci. I tu ponownie przytoczę zdarzenie, które mną wstrząsnęło. Rozmowa z 10-latkiem podczas spotkania w jednej ze szkół, który na pytanie: „z czym wam się kojarzy piwo?” odparł „piwo daje siłę!”. Zastanawiam się, szukam w myślach, o którą reklamę chodzi… On mówi: „no jak to: żubr ratuje jeżyka”… No więc czy reklama alkoholu, w której żubr ratuje jeżyka jest skierowana do dorosłych? No nie, nie jest. Jest skierowana do dzieci. To one widzą bohaterskiego żubra, który w konwencji bajki pokazuje swoją siłę.

Jak bardzo taka reklama zmienia nasze nastawienie do alkoholu?

Myślę, że dla osób, które piją alkohol, czyli dla dorosłych, szczególnie panów, reklama alkoholu nie ma szczególnego znaczenia. Jeśli ktoś pije daną markę piwa to raczej przy niej pozostaje. Natomiast obecnie reklamy nowych smaków, nowych „osiągnięć” przemysłu alkoholowego są kierowane do pań. A to dlatego, że kobiety nie piją tak powszechnie jak mężczyźni, w związku z tym – jest to segment rynku do zagospodarowania. I w tym pomaga reklama alkoholu, szczególnie ta pokazująca świetną zabawę, te piękne panie, które piją piwo, czasem młodych, którzy „przy piwku” bratają się ze starszymi.

To co szczególnie groźne, a ja to nazywam zbrodnią na wychowaniu młodzieży, to fakt, że reklamy z alkoholem oglądają dzieci, czyli osoby, które w ogólnie nie mogą pić alkoholu. Widzą w nich świetną zabawę i myślą „ja też chciałbym się bawić, chciałbym być tak akceptowany przez towarzystwo”. A młody człowiek, bez względu na to jak my – dorośli – to oceniamy, problemy swoje ma. W związku z tym, jaką dajemy mu receptę na rozwiązanie tych problemów? Sięgnij po kufel piwa, będziesz się świetnie bawił, będziesz towarzyski, rozmowny, inni będą ciebie szanować, bo będą z tobą po imieniu. To jest wyjątkowo wredne działanie przemysłu alkoholowego, czyli wychowywanie przyszłych pokoleń użytkowników alkoholu. I to się dzieje z pokolenia na pokolenie.

Jest cała seria artykułów i badań naukowych pokazujących, że reklama alkoholu ma ogromny wpływ na tych, którzy jeszcze dziś pić nie mogą, ale mają zakodowane: „będę pił piwo, będę równym człowiekiem”. I z jednej strony chcemy od tych młodych, aby oni naśladowali rodziców, powielali pozytywne wzorce, a wszystko to rujnujemy właśnie tą ogromną liczbą reklam. Bo przecież, nie oszukujmy się, dziś dzieciaki nie idą spać po „dobranocce”. Siedzą przed telewizorem czy w Internecie, a brutalna prawda jest taka, że reklama szampana bezalkoholowego jest emitowana pomiędzy bajkami.

Nie tak dawno media trąbiły o milionach sprzedawanych „małpek” dziennie. Skąd taka popularność „małpek” w naszym kraju?

„Małpki” to jest domena Polski, sztucznie wykreowana moda. Afera z „małpkami” zaczęła się o jednego z byłych prezydentów RP, który zamówił do swojej kancelarii 500 szt. małpek, po czym dziennikarze zaczęli się zastanawiać, czy Prezydent nie ma przypadkiem problemu z alkoholem… No i świetnie wykorzystał to jeden z parlamentarzystów, a jednocześnie producent alkoholu, który przed Sejmem, w miejscu publicznym, wypił właśnie z „małpki”, pokazując przy tym, jakie to wygodne urządzenie. Zapłacił za to wprawdzie 1200 zł kary, ale taka reklama, za raptem 1200 zł, to pomysł rzeczywiście przedni!

Przemysł alkoholowy wskazuje sprzedaż dobową na poziomie ok. 1,5 mln „małpek”, ale co bardzo istotne – znaczna część tychże „małpek” jest kupowana w godzinach porannych, co oznacza, że alkohol jest spożywany przed pracą, w pracy i tuż po pracy!

Jaki jest sens kupowania „małpki”? To jest jakby zamiennik piersiówki?

Dokładnie – to jest zamiennik piersiówki. Przy czym, żeby pić z piersiówki to trzeba zadać sobie trochę trudu – kupić większe opakowanie i przelać. „Małpka” to jest ułatwienie i umożliwienie ciągłego dostępu do alkoholu. Ja w marynarce dam radę pewnie schować około 0,5 litra alkoholu i nikt tego nawet nie zauważy. W damskiej torebce taka „małpka” to produkt całkowicie niezauważalny. Przy czym przemysł alkoholowy wydaje ogromne pieniądze na badania nad tym, jak „małpka” powinna wyglądać, ile ma mieścić alkoholu i jak ten alkohol powinien smakować. A wszystko oczywiście po to, aby zwiększyć sprzedaż.

Dane wskazują, że osób uzależnionych w Polsce jest 600-800 tys. Skoro „małpkę” kupuje się po to, aby mieć stały dostęp do alkoholu, to czy osoba, która ma taką potrzebę, zwyczajnie nie ma poważnego problemu z alkoholem? Biorąc po uwagę sprzedaż na poziomie 1,5 mln „małpek” dziennie to wygląda na to, że sytuacja w Polsce jest bardzo poważna…

Tak, ale musimy pamiętać, że osoby uzależnione nie są w Polsce problemem. Mamy świetny system lecznictwa odwykowego, więc osoba, która jest zdiagnozowana i ma chęć zmienić swój stosunek do alkoholu, ma na to szansę. To nic nie kosztuje.

Natomiast naszym problemem jest 3-3,5 mln osób, które piją nadmiernie i szkodliwie. Wśród nich są oczywiście osoby, które nigdy nie spełnią kryteriów uzależnienia. Warto pamiętać, że właśnie ze względu na to zjawisko, że nie każdy pijący w nadmiarze uzależnia się, Amerykanie w swoim DSM-V zmienili definicję – nie mówią o granicy uzależnienia, ale o piciu szkodliwym czy o uzależnieniu w stopniu małym, średnim i ciężkim. Czyli wszyscy ci, którzy mają problem z alkoholem, piją za dużo, mogą być zaopiekowani przez system.

Przyzwyczailiśmy się do określania: ten jest uzależniony, a te nie jest. Obecnie ogromna liczba badań pokazuje, że nie ma bezpiecznej dawki alkoholu, która nie zostawiałaby żadnych śladów w zdrowiu somatycznym. I to właśnie te osoby, które nie są uzależnione, powodują największe straty dla systemu.

Na leczenie osób uzależnionych wydaje się w Polsce ok. 700 mln zł rocznie. Ale na leczenie tych, którzy nie są uzależnieni, ale alkohol spowodował spustoszenie w ich organizmie, NFZ wydaje 8-10 proc. swojego budżetu, czyli 8-10 mld zł rocznie. Alkohol jest „współtwórcą” ponad 60 jednostek chorobowych, w tym kilkunastu rodzajów chorób onkologicznych. Jesteśmy z alkoholem zsocjalizowani, ale pamiętajmy, że – po pierwsze – alkohol jest trucizną, po drugie – jest narkotykiem, po trzecie – jest fantastycznym rozpuszczalnikiem chemicznym. Alkohol potrafi uszkodzić łańcuch DNA, a jeśli trafi i uszkodzi część łańcucha odpowiedzialną za namnażanie komórek, to nieszczęście gotowe. Rozwija się choroba onkologiczna, komórki narastają w sposób absolutnie niekontrolowany. Dlatego powtórzę – osoby uzależnione nie są naszym problemem. Znacznie większe starty powodują osoby pijące ryzykownie i szkodliwie.

Dziękuję za rozmowę.

Krzysztof Brzózka – Dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA) w latach 2007-2019.

Przeczytaj II część wywiadu.

Fot. Scott Warman, Unsplash.com

Skomentuj

Skip to content