Znaj ryzyko - kampania społeczna

Millenialsi„To są właśnie te sprzeczności w tych młodych dorosłych, którzy idą w dwóch kierunkach: albo załamania, braku umiejętności radzenia sobie z nowościami, do których często rodzice tego pokolenia ich nie przygotowali, bo sami nie byli wychowywania w takiej wolności wyborów. Albo wręcz przeciwnie – otwarcia na świat, wiary w swoje możliwości, braku zgody na „wpychanie” w stare schematy” – tłumaczy Anna Prokop, psycholog kliniczny i psychoterapeutka uzależnień. Jacy są Millenialsi w Polsce? Co ich łączy, a co dzieli?

Redakcja: Millenialsi lub Pokolenie Y nie są raczej jednorodną grupą. Dzielą ich lata różnicy…

Anna Prokop: Absolutnie. Jedni mówią, że Millenialsi to osoby urodzone w latach 80’- 90’ do roku 2000, inni – że to osoby z lat 1985-1997. To jest najbardziej zróżnicowana grupa spośród wszystkich pokoleń powojennych. Wydaje mi się, że pokolenia naszych rodziców czy dziadków były bardziej jednorodne.

Jednocześnie polscy Millenialsi to ludzie, którzy wychowywali się na przełomie „epok”. Z jednej strony pamiętają PRL, z drugiej – to oni jako pierwsi doświadczyli „zdobyczy” Zachodu. Widzę szanse, ale też zagrożenia. A Pani?

No niestety. To są właśnie te sprzeczności w tych młodych dorosłych, którzy idą w dwóch kierunkach: albo załamania, braku umiejętności radzenia sobie z nowościami, do których często rodzice tego pokolenia ich nie przygotowali, bo sami nie byli wychowywania w takiej wolności wyborów. Albo wręcz przeciwnie – otwarcia na świat, wiary w swoje możliwości, braku zgody na „wpychanie” w stare schematy.

Może to zabrzmi brutalnie, ale o pierwszej, starszej grupie Millenialsów, często się mówi jak o straconej młodzieży i „przegranych” młodych dorosłych. To są ludzie, którzy często niestety nie dostali pomocy, a wręcz przeciwnie – dzieciństwo spędzili z niedającymi sobie rady z trudnościami rodzicami, którzy sami byli ofiarami poprzednich pokoleń. To jest takie pokolenie „spadkobierców ofiar ofiar”, które na przestrzeni wielu lat doświadczają tych samych trudności. Są to np. zagubione Dorosłe Dzieci Alkoholików, które też uciekają w używki – alkohol i narkotyki. To osoby, które niestety często idą w radykalizm, bo tylko tam widzą to, co ich rodzice, dziadkowie, gubiąc się w wolności, krzyczeli wznosząc sztandary „komuno wróć”. Bo nie umieli się zaadoptować do wolności i te głosy niestety odżywają w tych starszych Millenialsach. To jest też ta część młodych dorosłych, którym – w szaleństwie inwencji twórczej lat 90’ – odebrano zawodówki i nie stworzono miejsca, gdzie mogliby się dalej kształcić. Od wszystkich zaczęto wymagać studiów wyższych, a nie każdy ma na to ochotę. Cześć osób chce pracować w usługach. I tak zawsze przez pokolenia było. A w tym przypadku zaniedbano tę sferę edukacji i te osoby zostały bez swojego miejsca, kierunku, pomocy. Ta część Millenialsów to też osoby bardziej zależne, którymi trochę trzeba było pokierować, ale na to wówczas absolutnie nie było przestrzeni.

Z drugiej strony, młodsi Millenialsi to – paradoksalnie – często otwarci, chłonni, chcący poznawać świat młodzi ludzie. To kosmopolici, którzy są częścią świata, a nie tylko częścią Polski. I mają ku temu zasoby. Dostali wykształcenie, uczą się języków, są wszędzie i są inaczej traktowani. Ciężko im wmówić to stare przywiązanie do narodu, nacjonalizm.

Mówi się o nich, że to są osoby roszczeniowe, jednak często takie poglądy mają osoby wychowane w reżimie, które niekoniecznie radzą sobie ze sprzeciwem podwładnego albo kogoś młodszego. I najlepiej wtedy powiedzieć o nich „roszczeniowi”. A jednak, w moim przekonaniu, to są osoby, które nareszcie mówią głośno, że coś im się nie podoba, że coś im się należy, że nie można ich zapędzić, jak stado owiec, i mają się cieszyć w firmie ze złotego jabłka, bo się zarobili prawie na śmierć. Ja uważam, że to nie jest roszczeniowość. To nareszcie wolność wypowiedzi i wolność słowa. Coś, czego my przez lata nie mieliśmy.

Wychowywani przez rodziców, którzy żyli w zupełnie innym świecie, a do tego byli wychowywani przez rodziców, którzy znów żyli w zupełnie innej rzeczywistości… Jakie mogą być tego konsekwencje? Czy dzisiejsi młodzi dorośli mieli się od kogo czerpać wzorce? Jak żyć w związku? Jak wychowywać dzieci?

Nie, nie mieli się od kogo uczyć. Mało tego – mieli bardzo sprzeczne informacje. Z domu wynosili coś zupełnie innego. A rodzice, chcąc zachować swoją tożsamość i pewien poziom poczucia własnej wartości, mówili, że to, co oni robili było dobre. I walczyli o to, aby nie uznać wyższości innych metod nad własnymi, bo musieliby się przyznać do porażki. Więc z jednej strony, rodzice Millenialsów, którzy mówili „my żeśmy robili najlepiej”, z drugiej strony – nowości, otwarty świat, mówienie totalnie nowych rzeczy.

Tych sprzeczności było naprawdę wiele. Choćby to, że moje pokolenie, czyli rodziców Millenialsów, dostawało „wciry” – jak to się potocznie mówiło. To była absolutnie norma, nie że „przemoc”. Po prostu – „daj klapa i tyle”. W latach 80’ to było normalne i często rodzice Millenialsów mówią do tej pory „oj tam, bez przesady”. Gdzie ich dzieciom takie postępowanie już nie mieści się w głowach.

Proszę zauważyć, że rodzice Millenialsów to były osoby żyjące w czasach chińskiego wręcz reżimu, gdzie wszyscy mieli po równo, wstawali o 6 rano, wracali o 16 do domu, oglądali dziennik i szli spać. Ewentualnie raz na miesiąc szli do cioci na imieniny. I to wyglądało prawie u wszystkich tak samo. Natomiast nasze dzieci, bo to są też moje dzieci, córka ma 25 lat, syn – 23 lata, całkowicie wpisują się w ten schemat młodszych Millenialsów. Ci młodzi są już chowani przez nas często w zupełnie inny sposób, dopieszczani, ponieważ chcieliśmy dać im wszystko, czego my nie mieliśmy. Chcieliśmy im odbić nasze dzieciństwo, a jednocześnie – poprzez dzieci – zrekompensować sobie to nasze zamknięcie na świat. Dopiero w latach 90’ pojawiły się w Polsce publikacje o tym, jak wychowywać, dzięki którym zaczęliśmy traktować dziecko jak człowieka, a nie jako nieświadome niczego niemowlę.

Powracając do pytania, tak sprzeczne informacje mogą na początku wchodzenia w nowe sytuacje – relacje, pracę, małżeństwo, rodzicielstwo – bardzo przyczyniać się do pogubienia, pogłębiać trudności w adaptacji. Wcześniejsze pokolenia miały troszeczkę łatwiej, bo wchodziły w utarte schematy, w pewne ramy. Nie musiały się głowić, nie musiały się aż tak dostosowywać. Polscy Millenialsi to jest pokolenie, które po raz pierwszy, od dwóch pokoleń, musiało poradzić sobie z wolnością. A na to – jak mówiłam – nie dostali gotowych schematów i sami musieli sobie je wypracować. Są trochę takim koniem, który ciągnie młodsze pokolenia, i przebija się przez wypracowanie sobie standardów życia w wolności. Bo osoby, które wcześniej miały tę możliwość, żyły przed wojną, a z nimi Millenialsi często nie mieli bezpośredniego kontaktu.

Mówi się też ostatnio o tzw. parentyfikacji – rodzice Millenialsów stają się dziś zagubionymi dziećmi. To jest specyficzne dla tego pokolenia, że muszą brać odpowiedzialność za swoich rodziców, bo oni w dzisiejszej rzeczywistości często się nie odnajdują, gubią, bardziej niż ci dwudziestoparo-trzydziestoparolatkowie.

I niestety – jak zawsze – coś za coś. Ta otwartość, różnorodność, powiew Zachodu, nowości, wielokulturowość – im więcej możliwości, tym może być większe zagubienie. Za swój sukces Millenialsi często płacą wysoką cenę. Przypłacają go często bardzo dużymi zaburzeniami psychicznymi, uzależnieniami, depresjami. Widać w tym pokoleniu bardzo dużo tego typu zaburzeń i problemów.

No właśnie, często się dziś słyszy, że wielu młodych dorosłych ma problemy, trudności, z którymi nie potrafią sobie sami poradzić. Są pod opieką psychiatrów, ze zdiagnozowaną depresją i receptą na leki psychotropowe…

Jestem przeciwnikiem skrajnych poglądów, a w tym przypadku nie wiadomo co było pierwsze: jajko czy kura? Z pewnością obciążenie na pokoleniu Millenialsów jest dużo większe. Paradoksalnie branie odpowiedzialności jest najcięższą rzeczą, choć przynosi największą satysfakcję. A tu dochodzi jeszcze nieprzygotowanie do brania tej odpowiedzialności, mało tego – wręcz wzmacnianie w zależności, ponieważ wiemy już, że to jest pokolenie osób, które najdłużej pozostają w domach rodzinnych.

Z drugiej strony, jest to też pokolenie, które jest bardziej świadome, samoświadome, które już się nie wstydzi chodzenia na psychoterapię. Wręcz przeciwnie. Nie tylko upatrują w tym możliwość pomocy, ale wręcz nie wyobrażają sobie pójścia dalej, kroczenia ponad swoich rodziców, bez pogłębiania samoświadomości. Widzę to na co dzień w moim gabinecie – przychodzą koleżanki, koledzy moich pacjentów, bo dostrzegają, jak dużo można osiągnąć przy pomocy pracy nad sobą i jak bardzo stoi się w miejscu, gdy nie skorzysta się z psychoterapii.

Jeżeli chodzi o psychiatrię, też zaczyna być już inne podejście, bo w Polsce, niestety – jak za króla Ćwieczka – długo obowiązywał trend, że tylko wariaci chodzą do psychiatry, a wszystkie właściwie leki nazywano potocznie „prochami”, „psychotropami”. Tak już nie jest. Psychiatra to naprawdę bardzo wyspecjalizowana dziedzina medycyny, w której co roku są nowości i powstają bardziej wyspecjalizowane leki, działające punktowo. Pomagają one w jakości życia, a nie uzależniają, nie osłabiają instynktu samozachowawczego i motywacji do tego, aby przełamywać swoje ograniczenia. Wręcz przeciwnie – pomagają. Myślę, że to też może mieć wpływ na to, że tak dużo ludzi bierze tego typu leki. Choć nie zaprzeczam: częściej się młodzi ludzie diagnozują, ale też częściej zapadają na depresję i inne zaburzenia.

Dziękuję za rozmowę.

II część rozmowy: https://stopuzaleznieniom.pl/artykuly/czy-pije-ryzykownie/jaka-cene-za-sukces-placi-pokolenie-y/

Anna Prokop – psycholog kliniczny, specjalistka terapii uzależnień i współuzależnienia. Zajmuje się terapią indywidualną i grupową DDA/DDD/DDRR, depresjami, nerwicami, stresem, fobiami, uzależnieniami, pracą nad najważniejszymi problemami osobistymi, złagodzeniem objawów, poczuciem własnej wartości, uzyskaniem świadomości siebie, swoich zachowań i emocji. Zawodowo była związana z Centrum Zdrowia Psychicznego Wola-Śródmieście przy ul. Mariańskiej 1 w Warszawie. Aktualnie prowadzi Ogólnopolskie Centrum Psychoterapii i Coachingu.

Fot. Sharon McCutcheon, Unsplash.com

Skomentuj

Skip to content