Przejdź do treści głównej
Kobieta o długich blond włosach siedzi przy barze, odwrócona tyłem, podczas gdy barman pracuje za ladą z półkami butelek w tle. Przed nią na barze stoją dwa drinki.
5 marca 2025

Marta ma 36 lat i od kilku miesięcy jest trzeźwa. Dorastała w domu, w którym alkohol był stałym elementem codzienności, a cisza – sposobem przetrwania. Jako jedynaczka szybko nauczyła się radzić sobie sama. Myślała, że ucieczka do dużego miasta pozwoli jej zacząć od nowa. Nie wiedziała jeszcze, że uzależnienie potrafi zmieniać adres, ale nie znika.

Alkohol był zawsze

W życiu Marty alkohol nie pojawił się nagle. On po prostu był. Najpierw pił ojciec – regularnie, przewidywalnie, wieczorami. Potem – coraz częściej – dołączała matka. Nie było spektakularnych awantur ani przemocy, ale była nieobecność. Emocjonalna, cicha, rozciągnięta na lata.

– „Wiedziałam, w jakim są stanie po sposobie, w jaki zamykali drzwi albo odkładali torby” – wspomina Marta. – „Nauczyłam się czytać między wierszami.”

Jako jedynaczka nie miała z kim dzielić odpowiedzialności ani strachu. Szybko dorosła. Sama pilnowała lekcji, sama radziła sobie z problemami, sama uspokajała siebie, kiedy w domu robiło się zbyt cicho.

Ucieczka do miasta

Wyjazd do większego miasta był dla Marty obietnicą wolności. Chciała zacząć od zera, bez etykiet, bez przeszłości, bez zapachu alkoholu unoszącego się w kuchni. Początki były trudne. Praca dorywcza, wynajmowany pokój, ciągłe liczenie pieniędzy.

– „Byłam zmęczona, ale dumna. Pierwszy raz wszystko było moje.”

W nowym mieście poznała mężczyznę. Starszy, charyzmatyczny, uważny. Szybko stał się centrum jej świata. Marta, wychowana w emocjonalnym niedosycie, zatraciła się w tej relacji. Chciała być blisko, za bardzo, za intensywnie.

On pił. Na początku „towarzysko”. Potem coraz częściej. Ona zaczęła pić z nim – najpierw, aby nie odstawać, potem, aby być razem, w końcu po to, aby nie czuć.

Relacja, która prowadziła w dół

Związek trwał dwa lata, choć Marta coraz częściej miała wrażenie, że czas w nim płynie inaczej – szybciej i jednocześnie w miejscu. Alkohol był stałym elementem ich codzienności: pretekstem do spotkań, sposobem na bliskość, narzędziem łagodzenia napięć. Na początku piła „dla towarzystwa”, potem po to, aby nie być tą jedyną trzeźwą, w końcu – aby nie czuć rozczarowania, złości i samotności, które narastały między kolejnymi wieczorami.

Relacja coraz bardziej przypominała schemat znany jej z domu rodzinnego. Były momenty intensywnej bliskości, po których przychodziło oddalenie. Były obietnice poprawy i dni, w których wszystko miało się „ułożyć”. Alkohol sklejał to, co na trzeźwo nie miało już solidnych podstaw.

– „Zaczęłam znikać” – mówi Marta. – „Rezygnowałam z siebie, swoich potrzeb i swoich granic.”

Ciągi alkoholowe wydłużały się. Po nich przychodziły luki w pamięci, wstyd i fizyczne wyczerpanie. Marta coraz rzadziej miała kontakt z ludźmi spoza tej relacji. Świat kurczył się do kilku ulic, mieszkania i sklepu z alkoholem. Coraz wyraźniej widziała, że pije nie dlatego, że chce, ale dlatego, że nie umie przestać. I że ten związek prowadzi ją dokładnie tam, skąd kiedyś uciekała.

Dość” wypowiedziane na trzeźwo

Moment przełomowy nie był dramatyczny ani widowiskowy. Nie było karetki, awantury ani spektakularnego zerwania. Było zmęczenie – głębokie, fizyczne i psychiczne. Po długim ciągu alkoholowym Marta obudziła się w ciszy, która nie dawała ukojenia. Czuła pustkę, wstyd i paraliżującą świadomość, że jeśli nic nie zmieni, jej życie będzie wyglądać dokładnie tak samo za rok, za pięć lat, za dekadę.

– „Pierwszy raz nie miałam już siły oszukiwać samej siebie.”

To wtedy, jeszcze niepewnie, bez patosu, powiedziała „dość”. Najpierw w myślach, potem na głos. Nie jako obietnicę poprawy, ale jako granicę. Zrozumiała, że dalsze picie oznacza rezygnację z siebie – całkowitą i ostateczną.

Rozstanie z partnerem było bolesne, ale nieuniknione. Alkohol i ta relacja były ze sobą nierozerwalnie związane. Marta została sama, bez planu, bez pewności, ale po raz pierwszy od dawna w pełnej świadomości. Trzeźwa, przestraszona i zdecydowana.

Kilka dni później zapisała się na terapię. Nie dlatego, że wierzyła w szybkie rozwiązania, ale dlatego, że wiedziała jedno: sama już nie chce i nie potrafi przez to przechodzić.

Terapia jako spotkanie z prawdą

Terapia od początku nie była dla Marty bezpieczną przystanią, lecz miejscem bolesnego spotkania z prawdą o sobie i swoim życiu. Już na pierwszych sesjach zrozumiała, że jej problem z alkoholem nie jest oderwanym epizodem dorosłości, lecz logiczną kontynuacją dzieciństwa spędzonego w domu, w którym emocje były tłumione, a napięcie rozładowywane alkoholem. To, co przez lata wydawało jej się „normalne”, na terapii zaczęło nabierać właściwych nazw.

Praca terapeutyczna odsłaniała kolejne warstwy mechanizmów, które nią kierowały: lęk przed odrzuceniem, chroniczne poczucie winy, potrzebę bycia potrzebną za wszelką cenę. Marta zobaczyła, jak bardzo była przyzwyczajona do chaosu i jak nieufnie reagowała na spokój. Alkohol pomagał jej znosić napięcie, ale jednocześnie odbierał możliwość realnego kontaktu ze sobą i innymi.

– „Zrozumiałam, że całe życie próbowałam zasłużyć na miłość” – mówi. – „A terapia pokazała mi, że nie muszę.”

Jednym z najtrudniejszych momentów było uświadomienie sobie, że nie ponosi odpowiedzialności za uzależnienie rodziców, za atmosferę domu ani za role, które musiała tam pełnić. Terapia pozwoliła jej oddzielić własną tożsamość od rodzinnych schematów i po raz pierwszy spojrzeć na siebie nie jak na „tę, która musi sobie radzić”, ale jak na osobę, która ma prawo do słabości i wsparcia.

Kilka miesięcy trzeźwości

Marta od kilku miesięcy nie pije. Nie mówi o sobie „wyzdrowiała” ani „wolna od problemu”. Mówi raczej: jestem w procesie. Każdy trzeźwy dzień to dla niej świadoma decyzja, a nie automatyczny stan. Są momenty spokoju, ale są też dni, w których wracają stare napięcia, lęk i potrzeba ucieczki. Różnica polega na tym, że dziś Marta je zauważa i nie próbuje ich zagłuszyć.

– „Trzeźwość jest niewygodna” – przyznaje. – „Ale po raz pierwszy jest prawdziwa.”

Nadal uczestniczy w terapii, która stała się dla niej stałym punktem odniesienia. To tam uczy się rozpoznawać sygnały ostrzegawcze: przemęczenie, izolację, nadmierne skupienie na innych kosztem siebie. Coraz lepiej rozumie, że powrót do picia nie zaczyna się od kieliszka, lecz od myśli i emocji, które długo pozostają niezauważone.

W trzeźwości Marta odbudowuje relację z samą sobą. Uczy się odpoczywać bez poczucia winy, odczuwać radość bez nadmiaru, przeżywać smutek bez wstydu. Powoli nawiązuje zdrowsze relacje, oparte na rozmowie, a nie na wspólnym piciu. Jej życie nie stało się nagle łatwe ani idealne, ale stało się jej własne.

– „Nie wiem, jaka będę za kilka lat” – mówi. – „Ale wiem, że chcę być obecna.”

Podczas terapii Marta została skierowana także na grupę dla osób, które identyfikują się jako Dorosłe Dzieci Alkoholików. To dziecko wciąż w niej tkwi, ale dziś nie rządzi jej życiem. Marta uczy się być dorosła inaczej – spokojniej, uważniej, z większą czułością dla siebie.

Zostaw swój komentarz:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mogą Cię zainteresować:

grupa DDA

Trening Komunikacji i Bliskości w Fundacji „Możliwości i szanse” – jak budować trwałe relacje

Grupa osób terapia w białym pomieszczeniu

Saskie Centrum Rodziny: nabór do grupy wsparcia DDA/DDD

sala wykładowa

Fundacja „Możliwości i szanse” zaprasza na cykl wykładów „Nałogowy człowiek”

wsparcie dla osób uzależnionych

Trening Wzmacniania Samokontroli – bezpłatny program rozwoju osobistego Fundacji „Możliwości i Szanse”

The owner of this website has made a commitment to accessibility and inclusion, please report any problems that you encounter using the contact form on this website. This site uses the WP ADA Compliance Check plugin to enhance accessibility.