Znaj ryzyko - kampania społeczna

uzależnienie siostry„Do tej pory, gdy patrzyłam z boku na związki, w których kobieta „trwa” przy mężczyźnie alkoholiku, to nie mogłam uwierzyć. Przede wszystkim w to, że wybiera życie w strachu, obciążenie związane z przejęciem odpowiedzialności za jego czyny, a przede wszystkim, że woli czuć permanentny smutek, zamiast wybrać czasowe cierpienie, żałobę po rozstaniu i nowe, lepsze życie. Teraz znam ten mechanizm. Wiem, jak trudno jest zostawić – mimo, że często dla dobra osoby pijącej – kogoś, kogo się kocha. Czuję też, że odejście od faceta to nic w obliczu sytuacji, w której widzisz, jak po równi pochyłej zsuwa się własna siostra, którą kocham nad życie”.

Magda o współuzależnieniu mówi od niedawna. Sama przyznaje, że wcześniej nie miała pojęcia o chorobie alkoholowej, o schematach, jakie jej towarzyszą, ani o tym, co dzieje się nie tylko z osobą uzależnioną, ale i z jej bliskimi. Nikt w jej rodzinie ani najbliższym otoczeniu nie pił szkodliwie, ani nie opowiadał o problemach, jakie napotyka w tym temacie.

– Mam poczucie, jakbym do niedawna żyła w jakiejś bańce, kloszu, pod którym jest bezpiecznie. Zawsze byliśmy fajną, zgraną rodziną. Mam wrażenie, że moi rodzice powiedzieliby „dziewczyny nigdy nie sprawiały problemów wychowawczych” i to byłoby uczciwe. A potem przyszła dorosłość, każda z nas poszła w swoją stronę i idealny, bezpieczny świat jakoś zaczął się sypać…

Beztroskie dzieciństwo

Magda jest niecałe dwa lata starsza od Gabrysi i – co podkreśla – tak niewielka różnica wieku sprawia, że dziewczyny zawsze były blisko siebie.

– Rodzice często o swoich dzieciach opowiadają historie, jak rodzeństwo się kłóciło, zabierało sobie zabawki, wywijało psikusy. U nas tak nie było. Zawsze byłyśmy zgodne, bawiłyśmy się razem. Mam poczucie, że niezależnie od tego, jak by między nami było, szukano by uzasadnienia danego stanu rzeczy. No więc skoro się nie kłóciłyśmy, to dlatego, że jedna z nas była starsza, obie byłyśmy dziewczynkami, dzieliła nas nieduża różnica wieku. To, co wyniosłam z domu, to właśnie racjonalizowanie i tłumaczenie. Wiedzę, że każda sytuacja musi być w jakiś sposób wyjaśniona. Dlatego tak trudno mi teraz przyjąć, że jestem współuzależniona. Bo nie rozumiem, nie ma wytłumaczenia, uczę się to przyjąć… – opowiada Magda.

Magda i Gabrysia wychowywały się w średniej wielkości miasteczku. Gdy skończyły szkołę średnią, aby iść na studia musiały wyjechać z miasta. Gabrysia podążyła śladami Magdy i wybrała to samo miasto wojewódzkie. Rozminęły się co prawda w kierunkach, ale wspólnie mieszkały w akademiku.

– To był dla nas obu – myślę – niezwykły czas. Nauka połączona z dorywczymi pracami, odkrywaniem miasta, poznawaniem ludzi, czerpaniem z kultury. Totalna beztroska. A jednocześnie poczucie bezpieczeństwa. Dogadywałyśmy się doskonale. To się zresztą nie zmieniło.

Każda w swoją stronę

Dziewczyny wcześniej nie skupiały się na budowaniu żadnych poważnych relacji. Z opowieści Magdy wynika, że związki, owszem, były, ale zazwyczaj kończyły się spokojnie, żaden nie „rokował na dłużej”

– Przyszedł jednak moment, w którym każda z nas poczuła, że na swój sposób jest gotowa wejść w jakąś poważniejszą relację. Każda miała swoje doświadczenia, przepłakane w poduszkę noce i posklejane serducho. Wiadomo – to naturalny etap. I każda w końcu „zakotwiczyła”, ale w tym temacie rozjechałyśmy się w zupełnie inne strony. Ja potrzebowałam spokoju i ten spokój znalazłam w ramionach mojego obecnego męża. Oboje znaliśmy się przez cały czas studiów, bardzo się lubiliśmy i wreszcie zbliżyliśmy do siebie, mając własne bagaże doświadczeń. Moja siostra jednak wciąż „szalała”.

Magda opowiada, że, choć Gabrysia nie zmieniała mężczyzn jak rękawiczek, sporo się w jej życiu działo. Zaczęła dobrze zarabiać, kupiła więc mieszkanie w centrum miasta, ale wciąż miały ze sobą dobre relacje.

– Kiedy z narzeczonym zdecydowaliśmy się na zakup małego szeregowca na obrzeżach, czułam, że każda z nas dojrzała, ukształtowała się, wybrała dobrą dla siebie drogę i choć ten sposób na życie był zupełnie inny, mogłyśmy na siebie liczyć, wspierać się i inspirować. To było cudowne.

Kiedy ta bańka pękła? W ocenie Magdy kryzys, z którym przyszło się mierzyć Gabrysi, był wielowarstwowy, ale rozwiązywalny. I wciąż zastanawia się, dlaczego siostra trwała w nim sama.

– Na świat przyszła moja Maja, niecałe dwa lata później Basia. Synek Gabrysi jest właściwie równolatkiem mojej młodszej córeczki. Zastanawiam się do tej pory, czy zamroczona macierzyństwem nie widziałam, co dzieje się z moją siostrą, czy może ona tak świetnie chowała swoje problemy, że dopiero gdy sama została mamą, zabrakło jej sił, by je kryć…

Walka z nałogiem

Magda twierdzi, że zawsze stała za siostrą murem i choć partner Gabrysi nie przypadł jej do gustu, starała się nie oceniać i nie krytykować wyborów siostry.

– Wybrała inaczej niż ja. Wierzyłam, że inny typ mężczyzny da jej szczęście i sama najlepiej wie, czego potrzebuje. Nie chciałam być zrzędliwą starszą siostrą. Nie jest tak, że teraz czekam, aż po latach przyzna mi rację, ale naprawdę czułam, że coś jest nie tak. Może to ją blokowało, żeby dzielić się ze mną swoimi koszmarami? Świadomość, że mogłam coś widzieć i wiedzieć wcześniej?

Magda zauważyła problem Gabrysi z nadużywaniem alkoholu, gdy ta odstawiła synka od piersi. Mały miał mniej więcej rok, kiedy jego mama zaczęła „imprezować”.

– Trudno mi było uwierzyć, w to, co widzę. Myślałam, że studenckie czasy wolności i swobody mamy za sobą i jest nam dobrze w miejscu, w jakim jesteśmy. Ale moja siostra całkiem się zagubiła. Próbując z nią rozmawiać, odbijałam się od ściany. Stała się totalnie zamknięta na mnie. Wtedy, kiedy tego chciała. Kiedy jednak potrzebowała pomocy, potrafiła mnie zmanipulować. Zostawałam więc z trójką dzieci, gdy ona szła „odreagować” macierzyństwo. Niedługo potem rozstała się ze swoim partnerem i ojcem Mikołaja, popadając w czarną rozpacz i zapijając problemy. Na nic były tłumaczenia, obietnice, prośby i groźby. Moja siostra nie widziała problemu albo udawała, że go nie ma. A ja wytrwale próbowałam różnych metod.

Magda wspomina, że do momentu, kiedy w grę wchodziły tylko emocje, jej mąż trwał przy niej bez mrugnięcia okiem. Kiedy jednak na tapecie pojawiły się kwestie finansowe, wziął sprawy w swoje ręce.

– Teraz go rozumiem. Znosił wiele, patrzył z boku i widział więcej niż ja. Wtedy byłam zła i kłóciliśmy się o to, teraz jestem mu wdzięczna, że tak naprawdę zadbał o nas wszystkich.

Magda mówi, że trafiła na terapię dzięki Marcinowi. Który czule i z miłością, ale bardzo stanowczo, zadbał o siebie i ich, jako rodzinę.

– Uczęszczam na terapię dla osób współuzależnionych. Wiem, że przepracowałam już sporo, ale dużo przede mną. Uczę się dbać o siebie, choć długo przychodziłam na spotkania z przekonaniem, że wyniosę z nich coś, co pomoże mojej siostrze. Jest mi niezwykle trudno. Widzę, jak Gabrysia się mota, jak jest pogubiona i jak cierpi. Chciałabym zabrać z niej część cierpienia, wytłumaczyć jej, że to jest złe. Uczę się, że nie mogę. Od faceta mogłabym odejść, ale siostry nie zostawię. I pozostaje mi wierzyć, że będzie dobrze.

Fot. Matthew Henry, Unsplash.com

Skomentuj

Skip to content