Znaj ryzyko - kampania społeczna

parentyfikacjaDzieci często uczestniczą w zadaniach wykonywanych przez rodziców. Bywa to sposobem na wspólne spędzenie czasu, nabywanie nowych umiejętności czy po prostu pomoc. Niejednokrotnie dzieci także wykonują zadania za rodziców. To natomiast przykład włączania dzieci w życie domowe i nauka obowiązkowości czy odpowiedzialności. Dostrzeganie i otwarte docenianie wysiłków dziecka może zapobiec negatywnym konsekwencjom sytuacji, gdy wysiłek był nadmierny, a nawet sytuacja taka może stać się rozwojowa. Pewnie większość z nas ma za sobą takie doświadczenia. Tyle, że to jeszcze nie parentyfikacja. Czym więc ona jest, jakie ma konsekwencje oraz czy można poddać ją leczeniu – o tym rozmawiamy z Magdaleną Pachciarek.

Redakcja: Chciałabym porozmawiać z Panią o zjawisku parentyfikacji. Zacznijmy więc od kwestii definicji. Co oznacza to pojęcie?

Magdalena Pachciarek: Określenie „parentyfikacja” opisuje zamianę ról między rodzicem i dzieckiem. Ta zamiana może mieć charakter emocjonalny bądź bazujący na zachowaniu. To co istotne, dziecko zaspokaja potrzeby rodzica i troszczy się o niego, kosztem zaspokajania własnych potrzeb. Robi to, żeby dostosować się do bieżącej sytuacji rodzinnej. Ową sytuacją może być konflikt między rodzicami, ich rozstanie lub śmierć któregoś z nich, ale również problemy finansowe, choroba somatyczna lub psychiczna rodzica czy jego uzależnienie.

Powiedziała Pani, że parentyfikacja może mieć charakter emocjonalny, ale nie tylko. Jak to rozumieć i jak to może się objawiać?

Zasadniczo można wyodrębnić dwa rodzaje parentyfikacji: emocjonalną i instrumentalną. Dziecko, którego dotyczy parentyfikacja emocjonalna staje się opiekunem dla swego rodzica, jego powiernikiem i pocieszycielem. Czasem także pełni rolę rozjemcy i sędziego w konfliktach pomiędzy rodzicami. Zdarza się, że terapeuci, ale nie tylko oni, bo zdarza się to również uważnym obserwatorom, mają wrażenie, jakby dziecko funkcjonowało w roli partnera rodzica. Natomiast parentyfikacja instrumentalna oznacza przejęcie odpowiedzialności za egzystencję rodziny. Dziecko może gotować posiłki, sprzątać, zajmować się rodzeństwem, poszukiwać sposobów na zarobkowanie. Tak jak mówiłam, wiele dzieci robi te czynności, ale gdy mówimy o parentyfikacji to dziecko robi to kosztem siebie, traci swoje dzieciństwo.

Zastanawiam się, czy każde z dzieci jest narażone na taką zamianę ról w podobnym stopniu. Czy bardziej to zjawisko dotyczy dziewczynek, czy częstsze jest w rodzinach z problemem uzależnienia i co w sytuacji gdy dzieci jest kilkoro?

Dzieci z rodzin z problemem uzależnienia bardziej są narażone na proces parentyfikacji. Ponadto, konsekwencje tego procesu są w ich przypadku poważniejsze niż gdy doszło do niego w rodzinie, w której nie występuje uzależnienie. W zrozumiały sposób bardziej narażeni są na parentyfikację jedynacy. Gdy dzieci jest więcej, to najbardziej prawdopodobne, że dotknie najstarsze z rodzeństwa bądź najstarszą córkę. Oczywiście w zależności od płci dziecka przejmuje ono różne zadania. Dziewczynki zwykle zajmują się domem i pełnią funkcje opiekuńcze, natomiast chłopcy angażowani są do zadbania o egzystencję rodziny i stają się wręcz partnerami matek. Niewątpliwie jest to związane ze stereotypowymi rolami kobiet i mężczyzn pełnionymi w rodzinie. Generalnie procesowi parentyfikacji zostaje poddane to z dzieci, które jest bardziej wrażliwe oraz receptywne na potrzeby rodziców.

Podejrzewam, że parentyfikacja nie odnosi się tylko do okresu dzieciństwa, lecz jej skutki wpływają na teraźniejszość takich „dorosłych dzieci”. Jakie mogą być owe konsekwencje?

Taką bieżącą konsekwencją dla owych dzieci jest utrata dzieciństwa. Co to oznacza? Upośledzenie (o różnym nasileniu) zdolności do zabawy, spontaniczności w zachowaniach i okazywaniu uczuć, czasem osoby te w ogóle mają trudność w rozpoznawaniu własnych uczuć. Kolejnymi konsekwencjami są nadodpowiedzialność, nieumiejętność stawiania granic i rozpoznawania własnych potrzeb. Osoby te szybciej odczytają stan innych osób niż własny. Stąd wiele z nich podejmuje pracę w rolach osób udzielających pomocy innym. Proces separacji od rodzica, dla którego stało się rodzicem, jest ograniczony a czasem nie następuje. Młody dorosły, chcąc w naturalny sposób opuścić swoją rodzinę pochodzenia i zacząć żyć „na swoim”, często jest obarczany poczuciem winy za te plany i wikłany w kolejne rodzinne dramaty. Sposoby poradzenia sobie z obciążeniem, jakim jest bycie rodzicem dla swojego rodzica, bywają różne, także autodestrukcyjne.

Co ma Pani na myśli mówiąc o autodestrukcji?

Dzieci odreagowują to napięcie między rówieśnikami, w szkole. Mogą także zacząć izolować się od nich z poczucia inności. W późniejszym wieku sposobem na poradzenie sobie z sytuacją domową może być sięganie po różne używki, popadanie w konflikty. Gdy osoba ta dorośnie, sposobem może być także zerwanie kontaktu z rodziną. Czasem konsekwencją są też zaburzenia emocjonalne, np. depresja. Wyrastają z nich też bardzo, za bardzo, odpowiedzialne osoby, sumienne i opiekuńcze. Niestety kosztem siebie. Oczywiście nie wszystkie dzieci doświadczają tak negatywnych skutków.

Rzeczywiście to złożona sytuacja. Można ją uporządkować, naprawić?

Warto podjąć takie próby. Pomocna jest w tym psychoterapia. Dzięki niej taki dorosły może zmierzyć się ze swoim dzieciństwem, dostrzec w ogóle, że pewne sytuacje, które miały wtedy miejsce i zdarzają się w teraźniejszości, pomiędzy nim a jego rodzicami, nie są konstruktywne. Zdarza się, że to bolesna konfrontacja. Natomiast pozwala na pracę nad rozpoznawaniem własnych uczuć, potrzeb, stawianiem granic. Dzieje się to poprzez wyodrębnienie siebie od rodzica, uzmysłowienie sobie i przeżycie tego, że jest się kimś innym niż on. Nie mam na myśli tych stanów jedynie w relacji z rodzicami, ale w relacjach z innymi, np. znajomymi, kolegami z pracy, partnerami i własnymi dziećmi. To długotrwały proces, ale umożliwiający rozpoczęcie życia swoim życiem i bardziej świadome podejmowanie decyzji w sytuacjach interpersonalnych.

Dziękuję za rozmowę.

Magdalena Pachciarek – psycholog, specjalista psychoterapii uzależnień, w trakcje szkolenia psychoterapeutycznego w Instytucje Analizy Grupowej „Rasztów”. Zawodowo związana z ośrodkiem stacjonarnym NZOZ „Cisowa” w Czarnym Lesie pod Grodziskiem Mazowieckim. Pracowała także w poradni, gdzie prowadziła m.in. grupę zapobiegania nawrotom.

Fot. Alicia Petresc, Unsplash.com

Skomentuj

Skip to content