DDA historiaNa terapię trafiła po ponad dwuletnim związku z alkoholikiem, który był dla niej niezwykle wyniszczający. Tam dowiedziała się, że musi sięgnąć dalej i głębiej, cofnąć się do czasów dzieciństwa. Teraz sama przyznaje, że mimo oporów, cieszy się, że podjęła terapię DDA. Dzięki niej pozbyła się demonów przeszłości i wspomnień pijącego ojca. Weszła też w nowy, dobrze rokujący związek. Oto historia Magdy.

„Kiedy na terapii miałam opowiedzieć o dzieciństwie, nie miałam świadomości, jak wielkie piętno odcisnęło na moim dorosłym życiu picie ojca. Wtedy po prostu powiedziałam, że pił. Teraz wiem, że wypowiedzenie tego zdania głośno było jak otwarcie wrót do przeszłości, z która musiałam się rozliczyć. I wciąż to robię, tyle tylko, że już bez żalu.” – opowiada Magda.

Dzieciństwo

Magda wychowywała się w dużym domu z ogrodem, który rodzice pewnego dnia po prostu postanowili sprzedać.

„Teraz wiem, że nie mieli wyboru. Ale gdy o tym myślę, to było to jedno z najbardziej traumatycznych wydarzeń mojego dzieciństwa. Wiem, że brzmi to dość próżnie, ale miałam własny pokój, do którego mogłam zapraszać koleżanki i nagle, nie wiedzieć czemu musiałam zamieszkać wspólnie z bratem. Miałam 13 lat i czułam się dorosła. Na szczęście Szymon też źle to znosił. Jest ode mnie 4 lata starszy i gdy tylko osiągnął pełnoletniość, znalazł pracę i się wyprowadził. Może dzięki temu wszedł w dorosłość bez traumy? Albo ja nie widzę tego, że i jemu nie zaszkodziłby terapia? Na razie skupiam się na sobie, choć nasza relacja od jakiegoś czasu – po latach prawie całkowitego milczenia – wygląda całkiem nieźle”. – przyznaje kobieta.

Wspomnienia Magdy związane z piciem ojca zaczynają się właśnie wtedy, po przeprowadzce. Wcześniej był w jej oczach duszą towarzystwa. W domu często bywali goście, rodzice nie stronili w jej oczach od spotkań towarzyskich. Sama przyznaje, że pamięta głównie ilość wynoszonych przez mamę w workach butelek, ale tak – jak mówi –„pewnie wygląda dorosłość”.

Była córeczką tatusia – ojciec ją rozpieszczał, wyróżniał i chwalił, ale jednocześnie wymagał bezwzględnego podporządkowania i posłuszeństwa.

„Dopiero terapia uświadomiła mi, że byłam tak samo podporządkowana ojcu, jak moja mama. Tak samo, choć w zupełnie inny sposób. Nawet jako dorosła osoba żyłam w przekonaniu, że dorastałam w normalnym domu. Tata ot, był despotyczny, a mama nie chciała wchodzić w konflikty. Gdy teraz myślę o jej współuzależnieniu, czuję smutek i złość na cały świat. Że nikt jej nie pomógł. Wiem, że to tak nie działa, ale serce mi pęka. Przepracowałam już żal, że nic nie zrobiła, stąd chyba ta fala miłości połączona z przykrością za minionym czasem”. – tłumaczy Magda.

Dojrzewanie

Dopiero mieszkając na małym metrażu (albo – jak mówi – wraz z momentem, w którym przybyło jej lat i świadomości) Magda zrozumiała, że „coś nie gra”. Że w relacji jej rodziców jest coś niepokojącego. Moment, w którym ojciec stracił pracę był przełomowy. Wtedy zrozumiała, że alkohol nie jest sporadycznym towarzyszem wieczornych posiedzeń z przyjaciółmi, a stał się widoczny o każdej porze dnia i nocy.

To był dla niej trudny czas. Wchodziła w dorosłość, zaczynał się okres imprez i wieczornych wyjść ze znajomymi, a dziewczyna czuła, że ojciec śledzi każdy jej ruch. Wpadał w furie, a następnego dnia obsypywał ją prezentami. Magda – jak opowiada – nie „widziała” mamy. Dostrzegła ją dopiero, gdy ojca zabrakło… Ojciec Magdy zginął w wypadku samochodowym. Jechał pod wpływem alkoholu i zjechał z drogi.

„Miałam pretensje do całego świata, a najbardziej do mamy, że nic nie zrobiła. Byłam na nią wściekła, że nie przeżywa tej straty tak, jak ja. Dopiero później zauważyłam, że ją to uwolniło.” – przyznaje kobieta.

Magda określa tamten czas jako „jakimś tam byle dożyciem do pełnoletniości”. Jej celem było unikanie mamy, do której żywiła pretensje, i jak najszybsza wyprowadzka z domu. Znalazła pracę przy sprzątaniu pokoi hotelowych i wspólnie z koleżanką wynajęła pokój.

Dorosłość

„Nie musiałam iść do pracy, ale nie chciałam mieszkać i przebywać dłużej obok mamy. Mogłam iść na dzienne studia, ale wybrałam samodzielność. Myślałam sobie w duchu, że ojciec byłby ze mnie dumny. Choć musiałam zmieniać pościel i sprzątać toalety po obcych osobach czułam, że nikt nie stoi za mną i mnie nie pilnuje. Zachłysnęłam się tym, a potem zaczęłam się bać tego, że jestem sama”. – wspomina.

Wtedy rozpoczęło się pasmo nieudanych związków. Magda opowiada, że miała wrażenie, że trafia na same „ciepłe kluchy”. Zaszła w ciążę, ale po dwóch latach rozstała się z ojcem Adasia.

„Nie rozumiałam, że ktoś może troszczyć się o mnie bezinteresownie, martwić, być czułym. Nie znałam tego i broniłam się przed tym, jednocześnie tak bardzo chcąc mieć kogoś obok. Dziś myślę, że było to bardzo wartościowi mężczyźni, zwłaszcza tato Adasia, ale wtedy szukałam „Bad Boysa”, który dostarczy mi emocji i podniesie poziom adrenaliny”.

„Miśka” poznała na urlopie, ale okazało się, że zgodnie z tym, co mówi przysłowie – świat jest mały i mieszkają w tym samym mieście.

„To było jak strzał pioruna i totalnie oszalałam. Szybko zamieszkaliśmy razem. Deklarował, że Adaś jest jego oczkiem w głowie i będzie chciał powiększyć rodzinę. A ja zachowywałam się jak podlotek. Gdy stracił pracę podskórnie czułam, że coś jest nie tak, ale zupełnie to wyparłam. Utrzymywałam go i pozwalałam na coraz więcej. Dziś wiem, że chodzi o stawianie granic i jestem mądra po szkodzie”. – kontynuuje Magda.

Magda przyznaje, że nie chciała słuchać mamy, która widziała analogię w zachowaniu Miśka i jej ojca. Dlatego zerwała z nią kontakt. Dopiero, kiedy Misiek pod wpływem alkoholu ją uderzył, otrzeźwiała i wyrzuciła go z domu. Z dnia na dzień. Na terapię trafiła sparaliżowana strachem i dręczona jego wiadomościami. Zostawiała je bez odpowiedzi, co napędzało machinę, ponieważ dostawała ich jeszcze więcej.

Dojrzałość

„Terapia dała mi siłę, choć zbierałam się z kolan dość długo. Najtrudniejsze chyba było spojrzenie w oczy tacie Adasia i mojej mamie. Kiedy przeprosiłam te dwie osoby, poczułam się wolnym i dobrym człowiekiem. Tak, jakby ktoś zdjął ze mnie niewidzialny ciężar. Teraz czuję, że żyję. I choć wciąż biorę udział w spotkaniach terapeutycznych czuję, że teraz wreszcie pracuję nad sobą i idę do przodu, a nie zamykam przeszłość. 43 lata musiały minąć, bym stanęła samodzielnie na nogi i zamiast jakoś tam przesmyknąć przez życie poczuła, że mogę brać pełnymi garściami”. – tłumaczy.

Obecnie Magda jest dyrektorem marketingu w jednej z sieci hoteli. Podkreśla, że to stanowisko jest po prostu kolejnym etapem w jej zawodowej pracy – bo od czasu, gdy zaczynała jako room-service, nie zmieniła pracodawcy.

„Kocham moją pracę. Dzięki niej sporo podróżuję, zwiedzam, poznaję nowych ludzi. Stałam się bardziej pewna siebie życiowo, co sprawiło, że praca daje mi jeszcze więcej frajdy”. – dodaje Magda.

Podczas jednego ze szkoleń poznała Radka, swojego obecnego partnera.

„Oboje jesteśmy po przejściach. Ja mam Adasia, Radek ma dwoje dzieci z małżeństwa, które zakończyło się w bardzo niefajny sposób. Oboje zmagamy się ze światem zewnętrznym i swoimi zmorami, ale w naszej relacji jest spokój, wzajemne wsparcie i zrozumienie. Czuję, że dostaję to, czego tak naprawdę potrzebowałam zawsze, ale widocznie musiałam dostać po tyłku, żeby umieć to docenić. W związku z Radkiem też wiele daję, a to dla mnie nowe i niezwykle satysfakcjonujące. Nasze życie nigdy nie będzie usłane różami i nie mamy szansy zaczynać tak, jak niejedno młode małżeństwo – bez zobowiązań i bagażu doświadczeń. Czasem myślę, że mi tego szkoda. Ale może tak po prostu miało być”.

Fot. Molly Belle, Unsplash.com

Skomentuj

Skip to content