alkoholizm kobietJak podają statystyki, Polki piją coraz więcej i coraz częściej. Po alkohol sięgają coraz młodsze kobiety i dziewczęta. Według PARPA poziom ich picia zbliża się do poziomu picia mężczyzn. A przecież alkohol działa na kobiety inaczej i w tym aspekcie o równości nie ma mowy. O tym, dlaczego kobiety trudniej jest leczyć, choć są zdecydowanie bardziej zdyscyplinowane, i dlaczego grupy koedukacyjne są bardziej skuteczne od terapii w gronie samych pań mówi psychoterapeuta uzależnień Małgorzata Rożniata.

Redakcja: Proces uzależniania od alkoholu przebiega inaczej u kobiet i mężczyzn. Dlaczego?

Małgorzata Rożniata: Kobiety uzależniają się szybciej w związku z tym, że mają więcej tłuszczu w organizmie niż wody, a w tłuszczu alkohol się nie rozpuszcza. Dodatkowo mają mniej enzymów w żołądku odpowiedzialnych za metabolizowanie alkoholu i więcej estrogenów, które sprzyjają intensywniejszemu wchłanianiu alkoholu, dlatego ta sama dawka alkoholu wypita przez mężczyznę i kobietę o tej samej wadze i tak będzie powodowała wyższe stężenie alkoholu w ciele kobiety. Skoki nastroju spowodowane m.in. miesiączką czy menopauzą, duży stres związany z wymaganiami współczesnego świata i wiele obowiązków sprzyjają szukaniu „ulgi” w alkoholu. Dodatkowo, wszechobecna reklama i łatwa dostępność do alkoholu sprawiają, że staje się on antidotum na problemy. Niestety świadomość kobiet, że uzależnią się szybko i „niepostrzeżenie”, jest niewielka.

Wśród uczestników terapii kobiety zwykle stanowią niewielki procent. A może te statystyki się zmieniają?

Gdy zaczynałam pracę w Poradni Leczenia Uzależnień w latach 90-tych, kobiet zgłaszających się na  leczenie było niewiele, a te, które przychodziły, najczęściej były kierowane przez ośrodki pomocy społecznej lub sądy. Z czasem zaczęło się to zmieniać. Kobiety coraz częściej same szukały pomocy,  bądź zgłaszały się pod wpływem rodziny, pracodawców, lekarzy, jeszcze nim destrukcja społeczna czy zdrowotna nie były zbyt głębokie. Obecnie pacjentki leczące się z uzależnienia to często panie, które dobrze funkcjonują społecznie, pracują zawodowo, mają rodziny, niejednokrotnie są tzw. wysokofunkcjonujące, pełniące kierownicze stanowiska, z wyższym wykształceniem, mające spory dorobek życiowy, grono przyjaciół i zestaw zainteresowań.

To, co je mobilizuje do leczenia, to przede wszystkim jakieś szczególne wydarzenie, kryzys, np. spowodowanie kolizji samochodowej pod wpływem alkoholu, zaniedbania w pracy, interwencja policji podczas awantury domowej, kłopoty szkolne lub z zachowaniem dzieci i – wreszcie -interwencja rodziny.

Jakie bariery najczęściej widzą uzależnione kobiety, które szukają pomocy? Jakie mają obawy?

To, co blokuje kobiety, to przede wszystkim wstyd. W naszym społeczeństwie łatwiej usprawiedliwia się picie mężczyzn niż kobiet. Dla Polaków – niestety – to, że kobieta ma problem z alkoholem, jest równoznaczne z „niewyrabianiem się” w ważnych rolach życiowych: matki, żony i niejednokrotnie  jest równoznaczne ze „swobodnymi” zachowaniami seksualnymi…

Drugim czynnikiem jest poczucie winy i pytanie „jak ja mogłam do tego doprowadzić?”. Fakt, że mogą zostać ocenione i skrytykowane stwarza też często barierę do bycia szczerą i proszenia o pomoc.

Czy na początkowym etapie terapii, widać różnicę w motywacji, podejściu, śmiałości do mówienia?

Nie ma różnicy pomiędzy płciami. To, jak ktoś podchodzi do leczenia, jest indywidualne i w dużej mierze uzależnione od siły działania mechanizmów obronnych oraz stopnia zaawansowania choroby. Właściwie zawsze osoba zgłaszająca się po raz pierwszy minimalizuje problem i stara się obwinić kogoś za swoje picie. Wielokrotnie zgłaszają się pacjentki, które pomimo wielu szkód spowodowanych przez alkohol „nie widzą problemu”, albo widzą inne problemy, a picie marginalizują.  Kobiety, podobnie jak mężczyźni, mają mechanizmy – zaprzeczenia, minimalizowania, obwiniania innych itd.

Co przede wszystkim różni kobiety i mężczyzn będących w terapii?

Kobiety częściej niż mężczyźni cierpią na choroby psychiczne będące konsekwencją nadużywania alkoholu. Takie jak depresja i nerwice, a to wiąże się z braniem leków. Panie wielokrotnie zamieniają jedno uzależnienie na drugie.

Jednocześnie, znacznie szybciej chcą rekompensować rodzinie czas picia. Wpadają więc w pułapkę „zadośćuczyniania”, co może  prowadzić do zaniedbywania programu HALT i zaleceń dla trzeźwiejących alkoholików.

Jeśli chodzi właśnie o skuteczność leczenia – czy u kobiet częściej widoczne są nawroty?

Nie zauważyłam takiej prawidłowości. To, czy ktoś wróci do picia jest związane z jego motywacją do trzeźwego życia, przestrzeganiem wielu zasad i zaleceń oraz dalszą pracą nad sobą. Uzależnienie to choroba chroniczna, nie da się jej wyleczyć. Można z nią żyć, ale trzeba cały czas być ostrożnym i pamiętać o ograniczeniach. Tymczasem pokutuje przekonanie, „że skoro nie pijesz już rok, dwa, to przecież jeden kieliszek Ci nie zaszkodzi”. Dlatego przestrzegam moje pacjentki przed wchodzeniem w trudne sytuacje towarzyskie np. przyjęcia, integracje w pracy, zabawy. Namawiam też do chodzenia na mityngi AA czy udziału w warsztatach terapeutycznych. I tu pojawia się  problem: obowiązki zawodowe i domowe, które kobietom jest trudniej pogodzić z dalszym trzeźwieniem.

Drugi problem to hormony, które powodują zmiany nastrojów i częstsze głody alkoholowe.

Chciałabym zapytać o grupy mieszane i jednopłciowe – dostrzega Pani różnicę w wynikach leczenia w zależności od „towarzystwa” i składu grupy terapeutycznej?

Trudno jest mi wyciągać głębsze wnioski na temat skuteczności, ponieważ prowadzę grupy mieszane i uważam, że dobrze wpływają one na przebieg terapii. U Pań obniża się poczucie wstydu, bo przekonują się, że mężczyźni również, albo i bardziej, zaniedbywali swoje rodziny, dzieci i wyrządzili równie wielkie albo i znacznie większe szkody. Fakt, że na grupie jest kilka kobiet obniża również lęk przed oceną. Grupy jednopłciowe sprawdzają się w terapii pogłębionej, na której częściej poruszane są specyficzne dla danej płci problemy lub na tzw. grupach wsparcia.

Na koniec – czy kobiety rzeczywiście trudniej leczyć?

Moim zdaniem kobiety mają zazwyczaj większy bagaż traumatycznych doświadczeń niż mężczyźni. Wiele moich pacjentek pochodzi z rodzin z problemem alkoholowym, były ofiarami przemocy, molestowania seksualnego, doświadczały mobbingu lub przemocy w związkach.

Na początku terapii nad tym się nie pracuje. Skupiamy się na objawach uzależnienia, pracą nad utrzymaniem abstynencji i motywacją do zmiany. A poczucie wstydu i krzywdy jest w nich głęboko. Ono ciągle daje o sobie znać, zwłaszcza, że społeczeństwo – jeszcze raz podkreślam – znacznie gorzej postrzega kobiety uzależnione niż mężczyzn. Niepijący mężczyzna jest podziwiany, jest bohaterem. Kobiecie wciąż wypomina się to, jak zaniedbała dzieci, współczując, że partner musiał np. zajmować się domem. Dlatego tak ważne jest nawiązanie więzi terapeutycznej i zaufania, a na to potrzeba czasu. A w tym czasie kobietom cały czas towarzyszy to obciążenie.

Kobiety nadal są bardziej zaangażowane w życie rodzinne i wychowywanie dzieci. Myślę, że to niesie najwięcej stresujących sytuacji, w których są same. A to dość charakterystyczne, że kobiety częściej piją w samotności, nie potrzebują towarzystwa. Wiele z moich pacjentek to kobiety, których mężowie pracują za granicą lub bardzo dużo pracują. Samotność jest dla nich największym wyzwalaczem.

Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Rożniata – certyfikowana specjalistka psychoterapii uzależnień, specjalistka psychoterapii w dziedzinie pomocy osobom doznającym przemocy, terapeuta rodzinny, również dla Dorosłych Dzieci Alkoholików. Od ponad 20 lat pracuje w Poradni Leczenia Uzależnień w Głownie, a od 6 lat prowadzi własną Poradnię Leczenia Uzależnień w Strykowie. Współpracuje z Centrum Praw Kobiet, pomagając rodzinom osób uzależnionych.

Fot. Arzu Cengiz, Unsplash.com

Skomentuj

Skip to content