historia współuzależnienia„Zawsze ciągnęło mnie do mężczyzn problematycznych, pokrzywdzonych przez los. Rola opiekunki i wybawicielki bardzo mi odpowiadała, aż okazało się, że nie mam własnego życia, jestem nieszczęśliwa i brakuje mi już sił, żeby ratować kogoś, kto tak naprawdę jest nie do uratowania” – mówi Monika. Poniżej historia współuzależnienia.

Z bagażem emocjonalnym w życie

– Mam 40 lat, a czasem czuję się jak 60-latka. Niosę za sobą duży bagaż emocjonalny. Wychowywałam się w domu bez ojca. Nawet go nie znałam. Mama nigdy nie zdradziła jego imienia. Moje pytania zbywała wymownym milczeniem lub mówiła: „Masz mnie – to ci musi wystarczyć”. W związku z tym czułam wielki brak, choć moja mama dwoiła się i troiła, aby dać mi szczęśliwy i dostani dom. Analizując swoją przeszłość myślę, że brak ojca i tajemnice z nim związane sprawiły, że szukałam męskiego ciepła, kogoś do kochania. Wystarczyło, że ktoś okazał mi względy, a już byłam totalnie zakochana – wspomina Monika.

Romans w pracy

Monika w pracy poznała Jurka. Na pierwszy rzut oka wydawał się atrakcyjny, odpowiedzialny. Wyróżniał się na tle innych kolegów wspaniałym poczuciem humoru, był niezwykle czarujący. Lubił poflirtować z koleżankami, ale robił to w tzw. granicach dobrego smaku. Rozkręcał w pracy imprezy integracyjne. – Początkowo nie mieliśmy ze sobą za dużo do czynienia, ale w pewnym momencie zlecono nam wspólny projekt. I tak się zaczęło. Jurek zaczął mi się zwierzać z rodzinnych problemów. Okazało się, że jest żonaty i bardzo nieszczęśliwy. Żona go „tłamsiła”, wręcz terroryzowała, „złapała” na dziecko. Mówił, że jest z nim tylko dla pieniędzy. Było mi go żal i jednocześnie mnie pociągał. Zaczęliśmy ze sobą coraz więcej rozmawiać, wychodzić po pracy na piwo. Nigdy nie kończyło się na jednym. Jurek pił szybko i dużo – powinno mnie to zastanowić, ale zakochiwałam się w nim, chciałam wyciągnąć go z nieszczęśliwego małżeństwa. Snuliśmy plany na wspólną przyszłość. Chciał, żebym adoptowała jego syna, bo matka go zaniedbuje i Jurek nie chce, żeby po rozwodzie dostawała alimenty, które będzie wydawać tylko na siebieopowiada kobieta.

Ich romans rozkręcił się na dobre. Jurek obiecywał, że odejdzie od żony. Najpierw za miesiąc, potem za dwa. –  Generalnie miał tysiąc wymówek – a że to nie jest dobry czas, bo dziecko choruje, potem, że jej matka, etc. Każde nasze spotkanie i schadzka było okraszone pokaźną ilością alkoholu – wtedy też obiecywał mi najwięcej. Dzwonił w środku nocy, wysyłał mnóstwo smsów z zapewnieniem miłości. Jego żona w końcu się zorientowała i zadzwoniła do mnie. To było straszne, choć w pewnym sensie się ucieszyłam, bo perspektywa posiadania Jurka dla siebie w końcu zaczynała być realna. Powiedziała wtedy: „Chcesz go? To świetnie! Nawet nie wiesz w co się pakujesz, ale ja się cieszę – w końcu mogę się od niego uwolnić” – mówi Monika.

Uratuję Cię przed samym sobą

Sprawy potoczyły się bardzo szybko. Jurek wprowadził się do mieszkania Moniki. Pierwsze dni były sielanką. – W końcu byliśmy razem. Uwolniłam go od tamtej kobiety. To ona sprawiała, że pił, bo nie mógł przecież z nią wytrzymać. Ze mną będzie inaczej – wspomina swoje myśli dziewczyna.

Szybko okazało się, że Jurek musi pić, żeby być miły i czarujący. Kiedy nie pił stawał się agresywny, opryskliwy. – Kilka razy mnie uderzył. Byłam zakochana, więc wydawało mi się, że to chwilowy problem. A na „policzki” sobie zasłużyłam, wiercąc mu dziurę w brzuchu. – przyznaje Monika ze smutkiem w głosie.

W pracy Jurek coraz częściej zawalał różne projekty, Monika zaczęła więc pracować za dwoje, maskując jego zaniedbania. – Pamiętam, że jedna koleżanka, widząc mnie ślęczącą po godzinach nad prezentacją, którą on miał przygotować, skomentowała: „Wiesz, że nie jesteś pierwszą dziewczyną, która odwala za niego robotę i tak naprawdę nic z tego nie ma? Nie widzisz, że on za dużo pije i wykorzystuje ludzi?”. Niesamowicie się wtedy zdenerwowałam! Jak ona śmiała mi coś takiego powiedzieć? – mówi kobieta.

Coraz gorzej

Jurek nie przestawał pić. Pił w zasadzie coraz więcej. Mówił, że życie go przytłacza, tęskni za synem. W rzeczywistości w ogóle się nim nie interesował. – To ja kupowałam mu prezenty na urodziny, zmuszałam go do dzwonienia do niego i interesowania się jego sprawami. Kiedy Jurek był pijany i nie mógł spotkać się z synem, to dzwoniłam do jego żony i go usprawiedliwiałam. Ona się tylko szyderczo śmiała i mówiła: „Byłabym zaskoczona, gdyby się pojawił” – opowiada Monika.

Pewnego dnia wyrzucili Jurka z pracy. Był zdruzgotany, podobnie jak Monika. Jej starania i praca za dwie osoby okazały się bez sensu. Miał do niej o to pretensje, wyżywał się na niej. – Pomyślałam, że pójdę do szefa i poproszę o przywrócenie go do pracy. Wymyśliłam sobie, że powiem, że Jurek ma depresję i ostatnio choroba się nasiliła, co odbiło się na jego pracy. Szef mnie przyjął, wysłuchał i wylał mi na głowę kubeł zimnej wody. Powiedział: „Monika, nie mogę przyjąć Jurka do pracy, ponieważ wyprowadzał pieniądze z firmy – po prostu kradł, przychodził pijany do pracy. Takich rzeczy nie można tolerować. Tak po znajomości, radzę Ci się od niego odciąć, bo to toksyczny facet. Wszyscy widzieliśmy Twoje starania, maskowanie jego niekompetencji i lenistwa, ale już koniec”. Byłam zdruzgotana. Wracałam do domu z duszą na ramieniu, nie mogłam uwierzyć, że ukradł firmowe pieniądze. Zastanawiałam się na co je przeznaczył, bo przecież nie na nasze wspólne życie. Za większość rzeczy płaciłam ja. W zasadzie go utrzymywałam, ale wcześniej sobie tego nie uświadamiałam – tłumaczy Monika.

W domu doszło do konfrontacji. Jurek przepraszał, obiecywał poprawę, wmawiał, że szef kłamie, że wszyscy chcą go zniszczyć.

Czas zadbać o siebie

W ciągu kilku następnych miesięcy problemy się pogłębiały, choć Monika starała się tego nie zauważać. Dobre dni przeplatały się ze złymi, dlatego tak trudno było jej się od Jurka odciąć. On nie szukał pracy, jego oszczędności szybko topniały, nie mógł dawać pieniędzy swojemu synowi, więc robiłam to Monika. – Nie dość, że pokrywałam jego wydatki, kupowałam jedzenie, to jeszcze płaciłam jego zobowiązania. Okazało się, że ma długi. Dużo długów. Mój partner był uzależniony nie tylko od alkoholu, ale także od hazardu. Przepuszczał mnóstwo pieniędzy na automatach. Próbowałam go zachęcić do leczenia. Umawiałam do terapeutów, ale nie poszedł na żadne spotkanie. Przed rodziną i znajomymi udawałam, że wszystko jest ok. Zaczęłam się sypać – wspomina Monika.

Żyła w ciągłym stresie, bała się jego powrotów do domu, kolejnych zawiadomień o zaciągniętych „chwilówkach”. Stres zaczął ją zjadać. Któregoś dnia wróciła do domu i znowu zaczęli się kłócić. – Jurek zaczął mnie szturchać, mocniej niż zwykle. Nie byłam mu dłużna, więc podbił mi oko. Nie mogłam pójść do pracy, przez kilka dni unikałam wychodzenia z domu. Poszłam do warzywniaka w okularach przeciwsłonecznych. W warzywniaku natknęłam się na dawno niewidzianą znajomą z liceum. Ona spontanicznie ściągnęła mi je z nosa i aż krzyknęła. Stanowczo powiedziała: Idziemy na kawę. Musimy porozmawiać. Byłam wtedy taka bezbronna, spragniona rozmowy, że potulnie za nią poszłam i coś we mnie pękło. Opowiedziałam jej co się działo i dzieje w moim życiu w ostatnim czasie. Zabawne, bo ta niewidziana od lat znajoma okazała się psychoterapeutką. Uświadomiła mi, że to ja potrzebuję pomocy i muszę się sobą zająć, że jestem współuzależniona. – kontynuuje kobieta.

Ta rozmowa otworzyła nowy rozdział w jej życiu. Postanowiła zawalczyć o siebie. Monika poszła na terapię, rozstał się z Jurkiem, choć kosztowało ją to bardzo wiele. Z tego co wie on nadal pije. Ma nową dziewczynę, która pewnie tak jak ona próbuje go ochronić przed nim samym. – Współczuję jej. Tak naprawdę jeszcze nie otrząsnęłam się z tego związku choć minęły już dwa lata. Nadal jestem sama, pracuję nad tym, żeby komuś zaufać i nie powielić błędów z przeszłości – opowiada Monika.

Skomentuj

Skip to content