Znaj ryzyko - kampania społeczna

jak przetrwać świętaŚwięta to szczególny czas w roku. Dla wielu osób nie jest to jednak spokojny czas spotkań i odpoczynku. Okres nerwowych przygotowań w wielu domach kończy się co najmniej nieprzyjemnymi sytuacjami. W innych natomiast stałym sposobem na nerwy jest alkohol. Jak wyglądają Święta w domu, w którym jest problem z alkoholem? Jakie są dalekofalowe konsekwencje? Jak przetrwać Święta w takiej rodzinie? O tym rozmawiamy z terapeutką Magdaleną Pachciarek.

Redakcja: Zbliżają się Święta, powoli następują przygotowania do nich. Zastanawiam się jak ten czas wygląda w rodzinach z problemem alkoholowym?

Magdalena Pachciarek: Przewrotnie można by powiedzieć, że w tych rodzinach również jest to „szczególny czas”. Niestety ten zwrot ma pejoratywny wydźwięk. Świąteczne przygotowania i nerwówka wokół nich niejednokrotnie kończą się intensywnym okresem picia, a w zależności od osobowości i temperamentu danej osoby skutkuje to różnymi zachowaniami. W wielu polskich domach nadal jest tak, że osoby pijące podczas adwentu czy Wielkiego Postu utrzymują abstynencję. Tyle, że nie jest to decyzja o trzeźwieniu, więc czekają na moment, kiedy ponownie będą mogły się napić. Ostatnie godziny tego wyczekiwania mogą być dla nich trudne. A tym samym odbijać się na bliskich. Czas poprzedzający okres przerwy w piciu, jak i następujący po nim, mogą być okresami znacznego nasilenia używania alkoholu. Najpierw, aby nasycić się przed zbliżającą się przerwą, później – by „odbić sobie” okres niepicia.

Jak to wygląda z perspektywy bliskich, a zwłaszcza dzieci żyjących w domu z takim problemem?

Dzieci przez długi czas swego życia funkcjonują opierając się na wyczuwanych emocjach. Ich umysły nie są jeszcze na tyle rozwinięte, by posiadać bardziej rozbudowane mechanizmy obronne. Wyczuwają więc, że owo napięcie i przedświąteczna nerwówka podszyte są znaczną dozą niepokoju, strachu czy wręcz lęku. A w miarę upływu lat coraz mniej zrozumiałe są dla nich sytuacje, gdy po awanturach czy agresywnych zachowaniach wynikających z wypitego alkoholu rodzina siada do świątecznego stołu, odświętnie ubrana i składa sobie życzenia. Tak jakby nic się nie stało. Trudno to pomieścić w jednym umyśle. Z czasem więc Święta kojarzą się z hipokryzją i awanturami. Bywa też, że świąteczne posiłki są pełne napięcia i „chodzenia na palcach”, by nie zezłościć osoby uzależnionej, bo wtedy pójdzie pić. Tyle, że choćby nie wiadomo jak było by dobrze, to osoba ta i tak się napije… Wiele też zależy od nieuzależnionego rodzica, na ile on wchodzi w mechanizmy zachowania osoby pijącej.

Później jeszcze te wyjazdy do innych członków rodziny i stwarzanie pozorów „dobrej” rodziny…

Zdecydowanie tak. Dzieci, które są zmuszane do tych wyjazdów, bycia grzecznymi, uśmiechającymi się, niezależnie od tego, co wcześniej stało się w domu. To trudne i nieprzyjemne doświadczenie.

Jakie to ma długofalowe skutki dla tych dzieci? Pytam w kontekście Świąt.

Najprościej można powiedzieć, że Święta kojarzą się z ogromem zakłamania, fałszu, napięcia i poczucia bycia zmuszanym do różnych rzeczy oraz bezsilności. Oczywiście, że w każdej z rodzin przygotowania i okres świąteczny wiąże się z nerwówką, ale w rodzinach z problemem alkoholowym osiąga to znaczące rozmiary. W związku z tym również osoby dorosłe, które wychowywały się w rodzinach z problemem alkoholowym, często darzą Święta niechęcią i uczestniczą w nich niejednokrotnie z poczucia obowiązku. Bywa, że kwestie te ulegają stopniowej i powolnej zmianie, gdy wyprowadzają się, wchodzą w związki pozbawione problemu uzależnienia. Obie te kwestie pozwalają choćby na to, by znaleźć wystarczająco dobrą wymówkę, by nie pojawić się na uroczystościach rodzinnych bądź skrócić czas bycia na nich. Oczywiście możliwa jest zmiana w podejściu do tego okresu nadal mieszkając w domu, ale wymaga to dużo poczucia autonomii i odwagi.

Zadam więc kluczowe pytanie – jak przetrwać Święta w rodzinie z problemem alkoholowym?

Myślę, że poza wcześniej wymienionymi kwestiami, które umożliwiają inne spędzanie Świąt, w obecnych czasach pozwala na to również pandemia. Przeróżne obostrzenia stają się dobrym argumentem, z którym też trudno dyskutować, do nie pojawienia się na spotkaniach rodzinnych. Ale wracając do odpowiedzi na Pani pytanie. Warto dążyć do maksymalizowania czasu spędzanego z osobami, z którymi dana osoba czuje się dobrze i swobodnie. Przyjaciele i znajomi mają oczywiście swoje rodziny, ale szczera rozmowa na temat uczuć związanych ze Świętami i potrzeby spotkania może być pomocna. Także zacieśniająca więzi. Stereotypowo mówi się, że to smutne doświadczenie spędzanie Świąt samemu. Natomiast dla niektórych DDA może być to uwalniające doświadczenie. Uwalniająca w nim jest możliwość urządzenia ich całkowicie po swojemu i w spokoju, o czym wiele z tych osób marzy. Oczywiście niektórzy stosują takie uniki (jeśli w ich przypadku są możliwe) jak bycie w pracy w tym okresie, zwłaszcza w Pierwsze Dni Świąt, kiedy to czas tradycyjnie spędzany jest z najbliższymi członkami rodziny. Inną możliwością jest też po prostu wyjazd. Obecnie jest to opcja zdecydowanie ograniczona bądź niemożliwa. Rozwiązania te nie powodują, że Święta nie niosą ze sobą negatywnych skojarzeń, ale pozwalają na budowanie nowych doświadczeń i nowych skojarzeń.

Część z tych sposobów, o których Pani mówi wiąże się ze spędzaniem Świąt poza domem. A jak funkcjonować i radzić sobie wtedy, kiedy jednak dana osoba musi pozostać w domu?

Wiele DDA dąży często do najszybszego wyprowadzenia się z domu, ale fakt, czasem nie ma takiej możliwości. Część z tych wyżej wymienionych, jak spotkanie z przyjaciółmi czy wyjazd, nadal mogą być zastosowane. O ile na dłuższy wyjazd obecnie są małe szanse, to wyjście na spacer czy przejażdżka do lasu itp. nadal wchodzi w grę. Bycie w domu w takim czasie wymaga mocnego skupienia się na tych kwestiach, na które ma się realny wpływ. Łatwo ulec pokusie powtórzenia schematu zadbania, by było tak dobrze, żeby osoba uzależniona się nie napiła. Warto sięgnąć do własnych doświadczeń, niestety mało przyjemnych, ale urealniających, na ile wcześniejsze zabiegi powstrzymywały daną osobę od picia. Często okazuje się, że w znikomym stopniu miały na to wpływ. Nieuczestniczenie w „tańcu” wokół osoby pijącej i jej funkcjonowania może zapobiec odczuwaniu bezsilności, zwiększać poczucia sprawstwa dotyczącego własnej osoby. Niemniej jednak z pewnością nie będzie to w pełni swobodny czas.

Dziękuję za rozmowę.

Magdalena Pachciarek – psycholog, specjalista psychoterapii uzależnień, w trakcje szkolenia psychoterapeutycznego w Instytucje Analizy Grupowej „Rasztów”. Zawodowo związana z ośrodkiem stacjonarnym NZOZ „Cisowa” w Czarnym Lesie pod Grodziskiem Mazowieckim. Pracowała także w poradni, gdzie prowadziła m.in. grupę zapobiegania nawrotom.

Skomentuj

Skip to content