
Przez lata pojęcie „współuzależnienie” brzmiało jak zarzut. Partnerzy, rodzice i bliscy osób z
uzależnieniem słyszeli, że „za bardzo kontrolują”, „za bardzo ratują”, „podtrzymują problem”.
Tymczasem za większością tych zachowań stoi nie manipulacja, lecz lęk, miłość i próba przetrwania
w chaosie, jaki niesie uzależnienie. Czy można mówić o współuzależnieniu bez obwiniania? Jak
oddzielić troskę od nadmiernej odpowiedzialności i odzyskać wpływ bez poczucia winy?
Terapeutka uzależnień pracująca w nurcie Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach proponuje
spojrzenie, które zamiast szukać winnych, koncentruje się na zasobach, granicach i realnej zmianie
w systemie rodzinnym.
Redakcja: Pojęcie współuzależnienia bywa odbierane przez bliskich jako oskarżenie. Dlaczego tak się dzieje i skąd wzięło się to obciążające rozumienie?
Dorota Bąk: Wiele osób, które trafiają do gabinetu jako bliscy osób z uzależnieniem, reaguje na słowo
„współuzależnienie” bardzo emocjonalnie. Często słyszę: „To ja jeszcze jestem winna?”, „Czyli to
przeze mnie on pije albo bierze?”. To pokazuje, że pojęcie to przez lata funkcjonowało w sposób,
który bardziej przypominał etykietę niż narzędzie rozumienia. W tradycyjnym ujęciu
współuzależnienie bywało opisywane jako zestaw „nieprawidłowych” cech lub zachowań, co łatwo
było odebrać jako zarzut wobec bliskich: że kontrolują, nadmiernie pomagają, nie potrafią odejść.
To obciążające rozumienie wzięło się z dobrych intencji, ale uproszczonego języka. Próbowano
nazwać zjawiska, które rzeczywiście utrudniają zmianę w systemie rodzinnym, jednak zabrakło
podkreślenia kontekstu: że te zachowania nie wzięły się znikąd. Z perspektywy TSR mówimy jasno –
ludzie zawsze reagują najlepiej, jak potrafią, w danych okolicznościach. Jeśli ktoś żyje latami w
napięciu, lęku i nieprzewidywalności, to próby kontroli, ratowania czy poświęcania siebie są logiczną
odpowiedzią na chaos, a nie dowodem „zaburzenia”.
Kiedy pojęcie współuzależnienia jest używane bez empatii i kontekstu, staje się kolejnym źródłem
wstydu. A wstyd, zamiast pomagać, zamyka ludzi na zmianę. Dlatego w TSR skupiamy się na
zrozumieniu funkcji tych zachowań – po co one były i co dawały w tamtym momencie.
Jak TSR patrzy na zachowania określane jako „współuzależnienie”? Co zmienia perspektywa „to
miało sens w tamtym momencie”?
TSR patrzy na zachowania określane jako współuzależnienie nie przez pryzmat patologii, ale
adaptacji. Kiedy mówimy „to miało sens w tamtym momencie”, zdejmujemy z bliskich ogromny
ciężar winy. Przestajemy pytać „co z tobą nie tak?”, a zaczynamy pytać „jak próbowałeś sobie
poradzić?”. To zasadnicza zmiana optyki.
W praktyce oznacza to, że kontrolowanie, sprawdzanie, ratowanie finansowe czy branie
odpowiedzialności za osobę z uzależnieniem nie są postrzegane jako „błędy”, tylko jako strategie
przetrwania w sytuacji długotrwałego stresu. One często chroniły rodzinę przed rozpadem, eskalacją
przemocy albo całkowitym chaosem. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy te strategie przestają
działać, a ich koszt emocjonalny staje się zbyt wysoki.
Perspektywa TSR pozwala powiedzieć: „Skoro to kiedyś miało sens, to dziś możemy poszukać czegoś,
co będzie działało lepiej”. Bez zawstydzania, bez rozliczania przeszłości. To daje bliskim poczucie
bezpieczeństwa i otwiera ich na zmianę, zamiast stawiać w pozycji obronnej.
Jakie reakcje bliskich osób z uzależnieniem najczęściej są błędnie uznawane za „problem”, a w rzeczywistości były próbą radzenia sobie z kryzysem?
Jedną z najczęściej błędnie ocenianych reakcji jest nadmierna czujność i kontrola. Z zewnątrz wygląda
to jak brak zaufania czy potrzeba dominacji, ale w rzeczywistości bardzo często jest efektem życia w
ciągłej niepewności. Gdy ktoś nie wie, w jakim stanie wróci bliska osoba, czy będzie agresywna, czy
bezpieczna, naturalnym krokiem jest próbowanie przewidywania i zabezpieczania rzeczywistości.
Podobnie bywa z ratowaniem: spłacaniem długów, tłumaczeniem w pracy, chronieniem przed
konsekwencjami. Choć długofalowo może to podtrzymywać problem, krótkoterminowo często było
jedynym sposobem, by utrzymać względną stabilność rodziny. Z perspektywy TSR ważne jest, by
zobaczyć intencję: chęć ochrony, a nie chęć kontroli.
Błędnie oceniane bywa też „trwanie w relacji”. Bliscy słyszą czasem: „Dlaczego po prostu nie
odejdziesz?”. Tymczasem pozostawanie w relacji często wynika z odpowiedzialności, miłości,
posiadania wspólnych dzieci czy braku realnych alternatyw. Nazwanie tego „współuzależnieniem”
bez zrozumienia kontekstu, jest uproszczeniem, które zamyka drogę do realnej pomocy.
W jaki sposób odejście od obwiniania wpływa na gotowość rodzin do szukania pomocy i pracy nad
zmianą?
Odejście od obwiniania działa jak otwarcie drzwi. Kiedy bliscy przestają czuć, że ktoś ich osądza,
bardzo szybko rośnie ich gotowość do rozmowy i refleksji. Zamiast bronić się przed zarzutami, mogą
zacząć przyglądać się temu, co faktycznie chcieliby zmienić w swoim życiu.
W TSR zakładamy, że zmiana jest możliwa tylko wtedy, gdy ludzie czują się bezpiecznie. Obwinianie
wzmacnia wstyd i lęk, a te emocje prowadzą raczej do zamknięcia niż do działania. Kiedy mówimy:
„To, co robiłeś, było zrozumiałe”, pojawia się przestrzeń na pytanie: „A co chciałbyś robić inaczej od
teraz?”.
Rodziny, które nie czują się oceniane, znacznie częściej decydują się na wsparcie terapeutyczne, bo
przestaje ono być kolejnym miejscem, gdzie trzeba się tłumaczyć. Staje się przestrzenią poszukiwania
rozwiązań.
TSR skupia się na zasobach. Jakie kompetencje i siły bliskich osób z uzależnieniem są najczęściej niedostrzegane?
Jednym z najbardziej niedocenianych zasobów jest wytrwałość. Bliscy osób z uzależnieniem często
przez lata funkcjonują w bardzo trudnych warunkach, a mimo to pracują, wychowują dzieci, dbają o
codzienne sprawy. To ogromna kompetencja adaptacyjna, która w terapii bywa dopiero odkrywana.
Kolejnym zasobem jest zdolność do organizacji i odpowiedzialności. Osoby określane jako
współuzależnione bardzo często są tymi, które „trzymają wszystko w całości”. Problem pojawia się
nie dlatego, że mają te kompetencje, ale dlatego, że używają ich kosztem siebie.
W TSR pomagamy zobaczyć, że te same zasoby, które kiedyś służyły przetrwaniu, mogą dziś posłużyć
zmianie – tylko w inny sposób, bardziej wspierający także dla nich samych.
Jak w praktyce terapeutycznej pracuje się nad stawianiem granic, nie wzmacniając poczucia winy u partnerów czy rodziców?
Praca nad stawianiem granic w TSR zaczyna się od pytania: „Co jest dla ciebie ważne?”. Każdy z nas
ma granice. Mówimy, że je stawiamy, ale w rzeczywistości one już są, a my jedynie pokazujemy, że
jakieś zachowanie coś nam robi. Często wydaje nam się, że stawiając granice ranimy tę drugą osobę.
Ale w rzeczywistości granica to narzędzie ochrony własnych wartości i potrzeb. Kiedy ktoś rozumie,
po co stawia granicę, znacznie rzadziej towarzyszy temu poczucie winy.
Bardzo ważne jest też tempo. Granice wprowadzane zbyt gwałtownie mogą budzić lęk i opór. Dlatego
skupiamy się na małych, realnych krokach – takich, które dana osoba faktycznie jest w stanie
utrzymać. Granica, której nie da się utrzymać, wzmacnia poczucie porażki.
Czy zmiana po stronie bliskich ma sens, jeśli osoba z uzależnieniem nie chce się leczyć? Co TSR
mówi o wpływie jednej osoby na cały system rodzinny?
Z perspektywy TSR zmiana jednej osoby ma ogromne znaczenie dla całego systemu. Rodzina
funkcjonuje jak układ naczyń połączonych – jeśli jeden element zaczyna działać inaczej, całość musi
się do tego dostosować. Bliscy często nie doceniają swojej sprawczości, czekając, aż osoba z
uzależnieniem podejmie leczenie.
Zmiana po stronie bliskich nie polega na manipulacji ani presji, ale na odzyskaniu wpływu na własne
życie. Bardzo często to właśnie ta zmiana staje się impulsem dla osoby z uzależnieniem, by przyjrzeć
się sobie. A nawet jeśli tak się nie stanie, poprawia się jakość życia całej rodziny.
Jakie małe zmiany w codziennych zachowaniach bliskich najczęściej przynoszą realną ulgę i poprawę funkcjonowania rodziny?
Najczęściej są to zmiany w komunikacji: mówienie wprost o swoich potrzebach, bez oskarżeń i
moralizowania. Ulgę przynosi też rezygnacja z ciągłego monitorowania i pozwolenie sobie na
odpoczynek psychiczny. Małą, ale bardzo znaczącą zmianą bywa też oddzielenie odpowiedzialności: „To są twoje decyzje i twoje konsekwencje”. To nie jest brak miłości, tylko przywracanie równowagi.
Jak pracować z lękiem bliskich, że „jeśli przestanę ratować, stanie się coś złego”?
Ten lęk traktujemy bardzo serio. Nie próbujemy go racjonalizować ani bagatelizować, bo dla osoby,
która latami żyła w napięciu, ten strach jest bardzo realny. Często za tym zdaniem kryje się
doświadczenie konkretnych sytuacji, agresji, zniknięcia na kilka dni, problemów z prawem. Ratowanie
nie jest wtedy nadgorliwością – jest próbą zapobiegania katastrofie.
Pierwszym krokiem jest więc oddzielenie dwóch rzeczy: realnego zagrożenia i poczucia
odpowiedzialności za wszystko. W TSR pytamy: „Za co naprawdę masz wpływ, a za co
odpowiedzialność ponosi druga osoba?”. To nie jest pytanie oskarżające, tylko porządkujące. Bardzo
często bliscy biorą na siebie odpowiedzialność nie tylko za swoje reakcje, ale za cudze decyzje i ich
skutki. A to rodzi chroniczne napięcie.
Pracujemy też poprzez analizę wyjątków. Pytam: „Czy były sytuacje, kiedy nie udało ci się zareagować
od razu, a mimo to nic najgorszego się nie stało?” albo „Czy zdarzyło się, że ratowałeś, a mimo to coś
złego i tak się wydarzyło?”. Te pytania nie mają podważyć troski, ale pomóc zobaczyć, że ratowanie
nie daje pełnej kontroli nad rzeczywistością. Ono daje poczucie wpływu – ale nie gwarancję
bezpieczeństwa.
Co jeszcze?
Kolejnym elementem jest wprowadzanie bardzo małych eksperymentów zamiast radykalnych decyzji.
Nie mówimy: „Od dziś przestajesz pomagać”. Raczej: „Co byłoby najmniejszą zmianą, którą mógłbyś
przetestować przez tydzień, żeby trochę bardziej zadbać o siebie?”. To może być nieodbieranie
telefonu w środku nocy, jeśli nie ma realnego zagrożenia życia. To może być odmowa spłaty
kolejnego długu. Chodzi o stopniowe odzyskiwanie przestrzeni, a nie o gwałtowne odcięcie.
Bardzo ważne jest też budowanie planu bezpieczeństwa. Lęk maleje, gdy pojawia się konkret: „Jeśli
wydarzy się X, zrobię Y”. Na przykład: „Jeśli bliski będzie pod wpływem i agresywny, wychodzę z domu”. To pozwala odróżnić realne reagowanie na zagrożenie od chronicznego ratowania każdej
trudnej sytuacji.
W TSR często pracujemy nad zmianą pytania z: „Co złego się stanie, jeśli przestanę ratować?” na „Co
dobrego może się wydarzyć, jeśli zacznę inaczej reagować?”. Bliscy rzadko pozwalają sobie pomyśleć
o pozytywnym scenariuszu – o tym, że osoba z uzależnieniem może w końcu poczuć konsekwencje
swoich decyzji, że zacznie brać większą odpowiedzialność, że relacja stanie się bardziej autentyczna.
Ostatecznie chodzi o przywrócenie proporcji między troską o drugą osobę a troską o siebie. Lęk nie
znika z dnia na dzień, ale może stać się mniej paraliżujący, gdy bliscy zobaczą, że mają wpływ na
swoje reakcje, nawet jeśli nie mają pełnej kontroli nad cudzym życiem. A to jest jeden z kluczowych
elementów zdrowienia całego systemu rodzinnego.
Gdyby miała Pani przekazać jedną myśl osobom, które słyszą o współuzależnieniu i czują wstyd lub
złość – co naprawdę warto, aby usłyszeli?
To, co nazywa się współuzależnieniem, było próbą poradzenia sobie w sytuacji, która była ponad siły.
Nie jest dowodem słabości ani winy. Jeśli coś dziś nie działa, to nie znaczy, że było błędem – znaczy
tylko, że czas poszukać nowego rozwiązania.
Dziękuję za rozmowę.
Dorota Bąk – certyfikowana specjalistka psychoterapii uzależnień, absolwentka Studium Terapii
Uzależnień Instytutu Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Z Klientami
pracuje w nurcie Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach. Jest realizatorką Programu CANDIS,
który jest ambulatoryjnym programem terapeutycznym skierowanym do osób z uzależnieniem od
przetworów konopi, realizatorką programu wcześniej interwencji FreD Goes Net skierowanego do
młodzieży używającej substancji psychoaktywnych. Ukończyła także szkolenie przygotowujące do
prowadzenia Programu Ograniczania Picia (POP) zgodnie z wymogami PARPA oraz szkolenie
Psychoterapia Uzależnień Dzieci i Młodzieży współfinansowane przez Krajowe Centrum
Przeciwdziałania Uzależnieniom. W latach 2021-2023 pracowała z młodzieżą używającą substancji
psychoaktywnych w Poradni Leczenia Uzależnień dla Dzieci i Młodzieży Mazowieckiego Centrum
Neuropsychiatrii w Warszawie. Aktualnie związana z Fundacją UNA, gdzie prowadzi terapię
indywidualną i grupową dla osób dorosłych i młodzieży zmagających się z uzależnieniem, grupy
wsparciowo-warsztatowe, warsztaty psychoedukacyjne oraz koordynuje projekty dotyczące
uzależnień.
Mogą Cię zainteresować:

Wczesna interwencja zamiast nałogu. Fundacja Dzieci Rodzice Szkoła rusza z warsztatami dla młodzieży Fred goes net





Dodaj komentarz