Znaj ryzyko - kampania społeczna

asertywnośćAsertywność, zgodnie ze słownikową definicją, to umiejętność jednoznacznego wyrażania swoich potrzeb, uczuć i opinii oraz egzekwowania swoich praw przy poszanowaniu praw innych ludzi. Bliżej ten termin psychologiczny tłumaczy Beata Pawlikowska-Ludwisiak, specjalistka psychoterapii uzależnień.

Redakcja: Czym według Pani jest asertywność?
Beata Pawlikowska-Ludwisiak: Gdy kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu w Polsce zaczął być popularny termin asertywność, wyjaśniano to zjawisko jako „mówienie NIE”, z czym nie do końca się zgadzam. Asertywność, według mnie, to stanowcze i w zgodzie ze sobą samym prezentowanie swoich poglądów, opinii, uczuć, wyrażenie niezgody czy aprobaty w sposób respektujący takie samo prawo drugiej osoby. „Mówienie NIE” było pewnym skrótem myślowym, określającym niezgodę na naruszanie swoich granic. Przy czym, nie samym „NIE”  człowiek żyje.

Mowa jest o granicach – jak je wyznaczać?
No właśnie, wyznaczać granice, to mówić „nie” w sytuacjach, gdy nie mam zgody na postawę drugiej osoby. To mówić „nie”, gdy ktoś chce stanowić o nas. Ale to również mówienie „TAK”,  gdy z czymś się zgadzam, pokrywa się to z moimi poglądami, potrzebami.

Warto wspomnieć, o jakich granicach w ogóle mowa. Każdy z nas ma terytorium fizyczne, naruszenia którego nie lubi. Eksperyment. Wystarczy stanąć, wyprostować ramiona i zatoczyć krąg wokół siebie.  To jest terytorium fizyczne. Nie czujemy komfortu, gdy ktoś nieproszony wkracza nam na ten teren. Mamy podobne terytorium psychologiczne – przestrzeń w naszej emocjonalności, intymności, prawach, potrzebach, czuciu samego siebie, do której tylko my możemy kogoś zaprosić lub z tego „terenu” wyprosić. Nazywam to roboczo „pizzą”.  Postaw tak granice, aby nikt bez Twojej zgody nie nadgryzł twojej pizzy.

Co w sytuacji, gdy u każdego z nas te granice przebiegają inaczej?
Fakt, granice mogą przebiegać inaczej u każdego człowieka. Czasami są zbyt sztywne i ustawione daleko od nas, a niekiedy są nieszczelne. Warto zwrócić uwagę, że każdy z nas ma także obszary, w których granice są zdrowo ustawione – służą nam, a w innych przestrzeniach są rozciągnięte lub duszą nas samych. Spotykamy na swojej drodze ludzi, którzy w zdrowy czy mniej zdrowy sposób zarysowują swoje terytorium psychologiczne. Nie mamy na to wpływu. Mamy natomiast wpływ na to, jak zareagujemy na zastaną sytuację. A najzdrowszym rozwiązaniem jest postawa asertywna. Czyli przyjmuję postawę stanowczą, świadomą, a nie taką, do której zaprasza mnie postawa drugiego człowieka. Nie wykorzystuję uległości, nie uginam się pod agresją, ale świadomy siebie, swoich praw, potrzeb, uczuć jasno siebie prezentuję, komunikuję.

Jak uczyć się / ćwiczyć asertywność?
Organizacyjnie służą do tego warsztaty asertywności, treningi asertywności, na których – w bezpiecznych warunkach treningowych – można pooglądać siebie, stworzyć swoją mapę asertywności, czyli zobaczyć, w których płaszczyznach funkcjonowania, myślenia, odczuwania nie mam problemu z asertywnością, a które płaszczyzny wymagają przećwiczenia. I te wprawki, ćwiczenia, wykonujemy. Od kilkunastu lat prowadzę treningi asertywności, ich popularność nie słabnie. To oznacza, że nie do końca potrafimy tę postawę asertywną przyjmować naturalnie.

A wszystko zaczyna się od praw. Jestem świadomy swoich praw. Informuję otaczający świat i dbam, aby te moje prawa były szanowane i respektowane – oczywiście w postawie wzajemności, czyli szanuję i respektuję prawa drugiej osoby. Dochodzimy tutaj do wzajemnego poszanowania terytorium psychologicznego. Trening daje schemat, a asertywna postawa wymaga ćwiczeń w codziennym życiu, w sytuacjach społecznych, rzeczywistych.

Czy w kontekście alkoholu istnieją jakieś dodatkowe zasady? Może pojawiać się presja społeczna – jak ją odpierać?
Tak, oczywiście, uzależnienie znacząco odkształca nasze granice oraz sposób ich zarysowywania. Poza tym, w terapii uzależnienia mamy do czynienia z dwoma elementami: abstynencją i trzeźwieniem. Aby budować trwałą abstynencję osoba uzależniona potrzebuje nauczyć się stwarzać sobie komfort do niepicia, czyli nauczyć się wprost i uczciwie mówić o swoim dbaniu o abstynencję, o woli zakończenia picia, o terapii. Służy do tego TAZA, czyli trening asertywnych zachowań abstynenckich. Osoba w terapii uczy się, jak stawiać granice w trosce o swoją trzeźwość, jak odmawiać, jak odnajdywać się w sytuacjach kontaktu z alkoholem, ogólnie – jak reagować na wyzwalacze w sposób asertywny. Im bardziej wprost i konkretnie, tym łatwiej. Książkowo: „Nie, dziękuję, nie piję”, „Dziękuję, dbam o swoją trzeźwość”, „Jestem na terapii” lub jak moi młodzi klienci  kolokwialnie: „Nie stary, odbiłem od tego”. Często hamulcem postawy asertywnej jest u osób uzależnionych wstyd, lęk przed odrzuceniem.

A jak z asertywnością jest u osób identyfikujących się jako DDA? Czy Dorosłe Dzieci Alkoholików mogą mieć z nią dodatkowy problem?
Tak, często obserwuję taką sytuację i myślę, że ta nieumiejętność w stawianiu granic jest wpisana w tzw. syndrom Dorosłego Dziecka. W dysfunkcyjnej rodzinie, w której często terytorium jednej osoby (osoby uzależnionej lub współzależnego rodzica) jest za bardzo rozrośnięte, siłą rzeczy terytorium dziecka się zawęża. Dziecko, młody człowiek, nie ma przestrzeni do nauki kontaktowania się ze swoimi potrzebami, uczuciami, do wyrażania siebie. W dorosłym życiu taka osoba w standardzie funkcjonowania będzie miała zachowanie uległe, agresywne lub manipulacyjne. Dorosłe Dziecko po prostu nie wie, co to norma. A jeśli na poziomie myśli ma wątpliwości, wyraża się to w uczuciach, tworząc blokadę dla postawy asertywnej. Zaburzony, często zaniżony obraz własnej osoby, też nie ułatwia stanowczego dbania o swoje granice: „Pewnie głupio myślę”, „Jestem zerem, to nie będę się odzywał”. A nawet jeśli Dorosłe Dziecko na poziomie myśli wie, co jest normą – ma trud emocjonalny w wyrażaniu tego. Poczucie winy, lęk przed oceną i odrzuceniem lub szukanie akceptacji, pragnienie bycia kochanym, przynależnym, często determinują postawę Dorosłego Dziecka.

Podsumowując – jak zatem skutecznie odmawiać?
No właśnie moim zdaniem nie tylko o odmowę tu chodzi. Asertywność jest dla mnie stanowczym wyrażaniem siebie: swoich myśli, opinii, przekonań, uczuć, w poszanowaniu tego prawa u drugiej osoby. To, co zewnętrznie możemy nazwać postawą asertywną – to efekt, taka wisienka na torcie. Rozmawiając z uczestnikami treningów asertywności, które prowadzę, zauważyłam, że stanowcze zachowanie to dla nich taka nagroda, informacja, że proces stanowienia o sobie, dojrzewania do stawiania granic, przebiegł prawidłowo. Asertywność zaczyna się na poziomie naszych myśli – od świadomości tego, co dla mnie ważne, od dawania sobie prawa np. do rozwoju, odpoczynku, do kochania siebie, do mówienia o swoich potrzebach, co nie jest takie oczywiste, bo: „na tapczanie leży leń”, bo „dzieci i ryby głosu nie mają” czy „pokorne ciele dwie matki ssie”.

Następnie, asertywna myśl konfrontuje się z naszymi emocjami: „A jak mnie znienawidzi?”, „Wstydzę się”. Pojawia się również poczucie winy po próbie odmówienia czy samej świadomości, że miałem inne zdanie niż osoba dla mnie znacząca.

I dopiero przechodzimy do zachowania – już jako efektu. A zachowanie, to nic innego jak postawienie zdrowych, skutecznych granic: „TAK, zapraszam. NIE, nie zgadzam się”.

Dziękuję za rozmowę.

Beata Pawlikowska-Ludwisiak – absolwentka Akademii Pedagogiki Specjalnej im. M. Grzegorzewskiej w Warszawie, pedagog specjalny-resocjalizator. Od 1993 r. pracowała jako wolontariusz, a później była współpracownikiem wielu instytucji oświatowych, leczniczych. Jest Certyfikowanym Specjalistą Terapii Uzależnień, praktykiem w pomocy stacjonarnej i ambulatoryjnej osobom uzależnionym i ich bliskim, osobom w kryzysie życiowym i innych problemach psychologicznych. Posiada II stopień Reiki. Jest Certyfikowanym Regreserem Reinkarnacyjnym.

Fot. Christian Lue, Unsplash.com

Napisz komentarz

Przejdź do treści