ChemseksChemseks to termin, który w literaturze fachowej pojawił się w 2001 roku, jednak w ostatnich miesiącach stał się bardzo popularny. Stoją za tym polskie badania, które pozwoliły po raz pierwszy poznać skalę tego zjawiska w naszym kraju. Najprościej mówiąc, chemseks to uprawianie seksu pod wpływem substancji psychoaktywnych, które zażywamy celowo, by poprawić nasze doznania erotyczne i pokonać nieśmiałość. Choć nazwa „chemseks” brzmi egzotycznie i wydaje się niszowym zjawiskiem w jej definicji tak naprawdę mieści się powszechny seks po pijanemu.

Dlaczego chemsex zyskuje na popularności, a alkohol przed stosunkiem to codzienność tysięcy Polaków? Jak smakuje seks pod wpływem i czy można się od niego uzależnić? Odpowiada Andrzej Gryżewski, psycholog i seksuolog z gabinetu CBT Seksuolog.

Redakcja: Kto i dlaczego chce się kochać „pod wpływem”?

Andrzej Gryżewski: Po chemseks oraz po alkohol przed stosunkiem najczęściej sięgają osoby, dla których zbliżenia kojarzą się ze wstydem, lękiem, obawami. Mężczyźni boją się przedwczesnych wytrysków lub niepełnych wzwodów i za pomocą różnych substancji, zwłaszcza alkoholu, regulują to. Alkohol działa na organizm znieczulająco, zatem stosunek może być dłuższy, trudniej o orgazm. Poza tym alkohol działa na wiele osób ośmielająco i pobudzająco. Choć fizjologiczne reakcje organizmu na to nie wskazują, emocjonalnie jesteśmy gotowi zrobić więcej, czujemy większe pożądanie i jesteśmy bardziej namiętni.

Z kolei kobiety po alkoholu zapominają o kompleksach, mniej wstydzą się swojego ciała. Polacy są w ogóle bardzo pruderyjni, a alkohol to eliminuje, dlatego seks po pijanemu jest tak popularny wśród naszych rodaków. Kiedy zrobimy w łóżku pod wpływem alkoholu coś bardzo wyuzdanego, zawsze możemy to „zrzucić” na alkohol. Pozbywamy się wyrzutów sumienia i niechlubnej etykiety.

Czy sięganie po alkohol i narkotyki przed seksem rzeczywiście ma wyłącznie podłoże emocjonalne? Seks na haju nie jest fizjologicznie przyjemniejszy?

Niektóre substancje psychoaktywne rzeczywiście mogą powodować, że odczucia z ciała będą silniejsze. Jednak w znakomitej większości przypadków i w każdym przypadku seksu po alkoholu jest odwrotnie. Pod wpływem alkoholu mogą wystąpić problemy, takie jak niewystarczające nawilżenie pochwy, słabe ukrwienie okolic intymnych, co obniża jakość doznań, niepełny wzwód, problemy z osiągnięciem orgazmu. Im więcej alkoholu wypijemy, tym gorszy będzie nasz seks. Mimo że to dość oczywisty wniosek, wielu osobom wydaje się, że skoro alkohol tak dobrze działa na libido przed stosunkiem, to później również będzie naszym sprzymierzeńcem. To pułapka.

Czy picie alkoholu przed seksem, „na rozruch”, „ na wyższe libido” niesie za sobą jakieś poważniejsze konsekwencje?

Alkohol przed seksem to miecz obosieczny – najpierw dużo daje, a chwilę później – jeszcze więcej odbiera. W sensie zdrowotnym u mężczyzn skutki to przede wszystkim znieczynnienie jąder. W wyniku nałogowego picia alkoholu jądra zmniejszają się i przestają produkować testosteron. To z kolei wywołuje problemy z erekcją, a nawet trwałe jej zaburzenia. U kobiet to brak orgazmów, skurczenie się mięśni pochwy, co uniemożliwia przyjemność podczas stosunku oraz silny ból podczas zbliżenia.

Mówi pan o osobach uzależnionych. A czy konsekwencje zdrowotne ponoszą też osoby nadużywające alkoholu, lecz nieuzależnione?

Wśród moich pacjentów jest masa alkoholików i alkoholiczek niezdiagnozowanych. Picie weekendowe, picie, by uprawiać seks to też uzależnienie, choć nie prezentuje się tak stereotypowo i może nie mieć pełnego spektrum objawów uzależnienia od alkoholu. Dla takich osób wizja seksu na trzeźwo jest przerażająca. Muszą się napić, by doszło do zbliżenia. Bez alkoholu nie funkcjonują w tej sferze życia. Czy to nie jest uzależnienie?

Rzeczywiście, brzmi jak nałogowe regulowanie pożądania i odczuć seksualnych.

Orgazm działa jak pieczęć. Jeśli raz nas coś podnieci, jakiś obraz, sytuacja, fantazja raz na nas zadziała, a my pójdziemy za tym pożądaniem i „przypieczętujemy” to orgazmem, może być tak, że już nie uwolnimy się od tej fantazji. Że już zawsze będziemy jej potrzebować, by osiągnąć ten sam efekt pożądania. Na tym polega mechanizm kształtowania się uzależnienia od pornografii. W przypadku picia i seksu jest tak samo. Jeśli raz, dwa, dziesięć razy przeżyjemy dobry seks po alkoholu, będzie nam bardzo trudno przeżyć równie dobry seks na trzeźwo. Jednak to uzależnienie, więc prędzej czy później pociągnie nas w dół.

Taki alkoholowy chemseks może zaczynać się bardzo niewinnie. Jesteśmy zdrowi, nic nam nie dolega, nie mamy lęków ani kompleksów. Jednak raz czy dwa razy odkryjemy, że po kieliszku wina jest fajniej, więc korzystamy z tego. Po jakimś czasie odkryjemy, że bez wina w ogóle się nie da, bo pojawia się lęk i wstyd. Mimo że nie pijemy alkoholu w innych okolicznościach, uzależniliśmy naszą przyjemność i nasze uczucia związane z seksem od alkoholu.

Czy z takiego nałogu można wyjść i nauczyć się satysfakcji z seksu na trzeźwo?

Można, ale trzeba dać sobie szansę. Trzeba pogodzić się z tym, że pierwsze zbliżenia będą mniej przyjemne i bardziej stresujące. Mniej będzie wyuzdania, odwagi i eksperymentów. To będzie seks skoncentrowany na uczuciach i partnerze, bo nie będzie między dwojgiem alkoholowej bariery. Bardzo ważne w takiej sytuacji jest poczucie bezpieczeństwa i regularne spotykanie się w łóżku, zawsze na trzeźwo. Przełamanie wstydu i wyuczonych schematów będzie skutkowało ciepłem i bliskością, a to sprzyja wychodzeniu z uzależnienia seksu od picia alkoholu. Tym bardziej, że seks na trzeźwo jest bardziej zmysłowy, więc nie trudno jest się do niego przekonać. Niestety jest sporo osób, które w ogóle nie znają seksu na trzeźwo, albo go nie pamiętają, bo było to zbyt dawno.

A co z substancjami, które rzeczywiście uprzyjemniają seks? Badania udowodniły, że właściwości marihuany mogą wzmacniać kobiecy orgazm. Czy jeśli okazjonalnie ktoś używa tej substancji, by seks był inny niż zwykle, też jest narażony na uzależnienie?

Tak jak wspomniałem, orgazm działa jak pieczęć. Może tak być, że raz posmakowany seks pod wpływem marihuany sprawi, że seks na trzeźwo będzie nas rozczarowywał. Jednak to nie oznacza, że już nigdy nie przeżyjemy dobrego seksu na trzeźwo, albo że już zawsze będzie nam czegoś brakowało. Ogólnie rzecz biorąc, są osoby, które uzależniają się szybciej i łatwiej niż inne. Również od marihuany. Wśród moich pacjentów są osoby, które bez niej nie funkcjonują, także w łóżku. Poza tym marihuana znacząco obniża libido i w ogóle nie potrafią się podniecić – czy to na trzeźwo czy po joincie. Do mojego gabinetu przychodzą osoby, które mają przez marihuanę elementarne kłopoty w łóżku.

Co więcej, eksperymentowanie z chemseksem powoduje, że rosną oczekiwania wobec doznań. Jeśli jest do wyboru seks zwyczajny lub seks podkręcony – zawsze wybiorą ten drugi. Przestaje zanikać zainteresowanie zbliżeniem, a rośnie zainteresowanie ekstremalnymi przeżyciami. To są podwaliny również do seksoholizmu.

Ponadto takie podejście do seksu z pewnością wpływa na związki.

Oczywiście. Seks pod wpływem alkoholu czy narkotyków nie buduje więzi między dwojgiem ludzi. Bo wystarczy, że zabraknie danej substancje i już pożądania nie ma… Oczekiwania, że za każdym razem seks musi być doznaniem ekstremalnym też nie zbliża. To niesamowite, jak ważny jest taki zwykły seks w środku tygodnia. Nieplanowany, niewyczekiwany, lecz spontaniczny i regularny, nie zawsze wymyślny. To niezwykle scalające. Chemseks stoi w opozycji.

Dziękujemy za rozmowę.

Andrzej Gryżewski – seksuolog i psychoterapeuta gabinetu CBTseksuolog. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego i Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej. Współautor m.in. książki „Sztuka obsługi penisa”.

Fot. Becca Tapert, Unsplash.com

 

 

 

Skomentuj

Skip to content