Znaj ryzyko - kampania społeczna

alkohol i narkotykiKażdego z rodziców znacznie bardziej przerazi myśl, że jego dziecko na imprezie mogłoby pić alkohol i brać narkotyki niż fakt, że dziecko naprawdę pierwszą inicjację alkoholową ma już za sobą. Obawiamy się konsekwencji łącznia alkoholu z innymi substancjami psychoaktywnymi, a o tym, że to coraz powszechniejsze wśród młodzieży alarmują specjaliści. Dlaczego, skoro nasza świadomość o szkodliwości substancji psychoaktywnych jest coraz większa, młodzi ludzie coraz mniej boją się tego typu toksycznych połączeń? Jakie są konsekwencje? Odpowiada Robert Banasiewicz, pedagog i certyfikowany specjalista terapii uzależnień.

Redakcja: W raporcie ESPAD 2019 czytamy, że nasz niepokój powinny budzić odsetki młodzieży eksperymentującej z alkoholem w połączeniu z lekami (4,5% w grupie młodszej i 6,4% w starszej). Jeszcze bardziej rozpowszechnione jest łączenie alkoholu z marihuaną lub haszyszem (9,2% w młodszej i 26,1% w starszej grupie). To Pana zdaniem alarmujące dane?

Robert Banasiewicz: Z pewnością, jednak te wyniki badań w ogóle mnie nie dziwią. Chyba nie znam osoby, która ma tylko jedno uzależnienie, a jeśli nawet to z punktu widzenia terapeuty nie ma to większego znaczenia.

Jak to? Sporo się mówi o efekcie synergicznym, jaki pojawia się przy łączeniu alkoholu z innymi substancjami psychoaktywnymi.

Efekt synergiczny, o którym pani mówi, dotyczy głównie zdrowia fizycznego. Łączenie alkoholu i narkotyków częściej prowadzi wprost do śmierci niż do uzależnienia. Na przykład wspomniana przez Panią marihuana z alkoholem. Te dwie substancje wzajemnie się wzmacniają. Udowodniono, że wypity alkohol podwyższa stężenie THC we krwi nawet o 50 proc. Im więcej wypijemy, tym silniej działa na nas marihuana. To sprawia, że tak zwany haj w danej chwili jest o wiele większy, a organizm dostaje o wiele mocniej w kość. Mogą pojawić się stany lękowe, a nawet psychoza, zawroty głowy i wiele innych objawów. Tego typu konsekwencji przy łączeniu alkoholu z narkotykami jest wiele. Jednak, jak wspomniałem, z mojej perspektywy na terapii to nie ma większego znaczenia. Może niektórym trudniej jest się wydostać z uzależnienia, kiedy muszą walczyć z wieloma pokusami. Tak czy inaczej, uzależnienie jest jedno, a sama substancje i czynności, które nas uzależniły, są drugorzędne.

A nie dziwi Pana bezmyślność i brawura, z jaką młodzi ludzie sięgają po alkohol i narkotyki?

Nie dziwi. Nie tylko w Polsce, lecz na całym świecie panuje powszechne przyzwolenie na łączenie substancji psychoaktywnych, i co więcej, większość z nas nie widzi w tym nic złego, nie widzi w tym zagrożenia. Proszę pomyśleć, ile zna Pani osób, które palą papierosy „tylko do alkoholu”. Nie wydaje nam się to dziwne i niebezpieczne. Myślimy, że niektórym tak po prostu smakuje.

Tymczasem nikotyna jest narkotykiem inicjującym, o którym zapomnieliśmy. Mówimy, że to alkohol otwiera drogę do używek, czasami tak jest, ale nikotyna bardzo często idzie w parze z alkoholem, lub go wyprzedza i to jest pierwsza szkodliwa uzależniająca substancja, na jaką sobie pozwalamy, nie widząc w tym nic złego.

To naprawdę spektakularny sukces marketingowy koncernów tytoniowych, że tak łatwo wszyscy przymykamy oko na zażywanie substancji, która – jeśli weźmiemy pod uwagę liczby zgonów i chorób – jest najniebezpieczniejszą substancją psychoaktywną na świecie. Alkohol jest obok. Narkotyki są dużo dalej.

To, że nie widzimy nic złego w „dymku do piwa”, nie traktujemy tego, jak łączenie, choć łączeniem jest, sprawia, że takie wzorce przekazujemy młodzieży, a reagujemy, dopiero gdy padnie hasło „narkotyki”. Dopiero ono wydaje nam się groźne. A alkohol i papierosy? Przecież to biorą wszyscy…

Myślę, że do społecznego przyzwolenia na palenie papierosów i picia alkoholu przyczynia się m.in. to, że przyjemność tuż po zażyciu nie jest tak silna, wielka i obezwładniająca, jak w przypadku innych substancji, których boimy się o wiele bardziej. W 2007 roku eksperci z Royal College of Psychiatrists oraz Imperial College London stworzyli ranking najbardziej uzależniających substancji, a wzięli pod uwagę trzy czynniki: przyjemność, jaką odczuwa się po zażyciu, uzależnienie fizyczne oraz psychiczne. Wygrała heroina, drugie miejsce ma kokaina, trzecie nikotyna.

Zgoda, jednak jako terapeuta widzę wielką potrzebę skupienia się na tym, co było, zanim konkretna osoba sięgnęła po heroinę i kokainę. Jaka jest przyczyna tego, że zwracamy się w kierunku narkotyków? Młodzież eksperymentuje i tak zostanie na zawsze, ale nie możemy wszystkiego zrzucić na młodzieńczy bunt. Tu chodzi o edukację i to niekoniecznie z zakresu biologii, choć rzeczywiście narkotyki plus alkohol mogą trwale uszkodzić mózg.

Chodzi o edukację emocjonalną – ktoś, kto próbuje narkotyków dla zabawy, ale ma wokół siebie miłość, wsparcie, akceptację, zna swoje potrzeby, ma swój system wartości, ma znacznie mniejsze szanse, by się uzależnić. Taka osoba nie ma emocjonalnych powodów, by się odurzać, chcieć odlecieć, co po narkotykach w połączeniu z alkoholem jest bardzo skuteczne.

Nie wierzę w straszenie ludzi koszmarnymi konsekwencjami. W grożenie ludziom palcem, że jak się napijesz i weźmiesz kokainę, to poczujesz się tak trzeźwo i dobrze, że będziesz miał wrażenie, że możesz pić i brać więcej, co stwarza poważne ryzyko przedawkowania. Z kolei połączenie alkoholu z amfetaminą to przepis na agresję i utratę kontroli nad sobą. Taki mix mocno obciąża organizm, odwadnia, nierzadko kończy się zapaścią. To wszystko prawda, tylko czy na pewno strachem chcemy młodzież odciągać od pomysłu ćpania i picia?

Moim zdaniem nie tego potrzebujemy i powtarzam to w każdym moim publicznym wystąpieniu. Jasne, konsekwencje łączenia różnych substancji dla organizmu są straszne, ale nasza uwaga powinna być skupiona na źródle, nie na skutkach i objawach. Skupiając się na skutkach, niczego nie zmienimy.

W takim razie, w jaki sposób powinniśmy działać, by wspomniane na początku odsetki były niższe?

Kiedy miewam w szkołach zajęcia z młodzieżą, pytam ich, jak się czują. I rozmawiamy o tym. Gdy stworzymy przestrzeń, w której dzieci czują się słuchane i akceptowane, one niezwykle się otwierają. Uwalniają się lęki, wychodzą na wierzch potrzeby. Z mojego doświadczenia wynika, że to właśnie brak umiejętności radzenia sobie ze swoimi potrzebami, nieznajomość swoich potrzeb, nieumiejętność asertywnego wyrażania uczuć, brak kontaktu ze sobą, brak zrozumienia i bliskości rodziców, sprawiają, że pojawia się potrzeba „zapicia”. A łączenie alkoholu z innymi substancjami „wychodzi w praniu”. Potem pojawia się złość rodziców, negatywne wnioski na swój temat, na łeb na szyję leci samoocena, a sposób na ukojenie (alkohol, narkotyki, hazard, kompulsywny seks, zakupy) jest zawsze pod ręką. Powtarzam: czy to będzie jeden sposób, dwa czy trzy, nie ma to znaczenia. Uzależnienie buduje się tak czy siak.

Jeśli chcemy chronić młodzież przed tragicznymi skutkami uzależnień i przed konsekwencjami łączenia różnych substancji działajmy, zanim do tego dojdzie. W tym procesie powinniśmy zacząć od siebie. Jeśli palimy papierosy, to dla dziecka komunikat: „zobacz, robię sobie krzywdę”. Przykład zawsze idzie z góry… Taką postawę sprzedajemy dzieciom.

Większość palaczy w tym momencie pomyśli, że Pan przesadza.

Pali pani?

Tak.

Być może dlatego tak się Pani wydaje. Działa mechanizm iluzji i zaprzeczeń. Wypiera Pani coś, co wie Pani doskonale – truje się Pani i wydaje się to nieszkodliwe, bo pewnie nie ma Pani przez papierosy długów, ani żadnych odczuwalnych objawów zdrowotnych. Więc co tam jeden papieros, prawda? Taka sytuacja to już otwarta furtka do przyzwolenia, by robić sobie krzywdę.

Widok rodzica z kieliszkiem alkoholu działa tak samo? Lekarze w przypadku alkoholu często mówią, że „wszystko jest dla ludzi”. Rzeczywiście na papierosy nie ma żadnego usprawiedliwienia…

Niestety my, jako rodzice pokazujemy też inne „wzorce” łączenia. Myślę, że niedoceniane ciągle połączenie alkoholu i napojów energetycznych. Popularne i niestety mające poważne konsekwencje.

Natomiast konsekwencje łączenie alkoholu i narkotyków to bardzo chwytna fraza, w którą ludzie będą klikać. Wywołuje niepokój, wydaje nam się, że to nowe zagrożenie. Tymczasem jest to skutek, nie przyczyna problemów. Największym zagrożeniem dla nas i naszych dzieci jest powszechne przyzwolenie na robienie krzywdy sobie i drugiemu człowiekowi. Bo to zawsze działa w dwie strony. Ludzie, którzy nie szanują innych, przede wszystkim nie szanują siebie samych, tylko prawdopodobnie o tym nie wiedzą, i próbują to czymś zakryć. Nie ma mowy o miłości do siebie czy innych, gdy wstrzykujemy sobie w żyły truciznę. Niestety.

Ja nie dzielę ludzi ze względu na choroby, zbyt często tak się dzieje i, zbyt często, ludzi przesłaniają diagnozy. Jednak mnie nie interesują diagnozy, tylko człowiek i jego problem. Jego tożsamość.

To, że łączymy coś z czymś ma znaczenie w kontekście zdrowia fizycznego, ale w kontekście uzależnienia nie ma żadnego. Alkohol, narkotyki, hazard nie są problemem. Problemem są deficyty, które próbujemy nimi przykryć. Kiedy się je odkryje i zmierzymy się z nimi świadomie, będziemy wolni tak samo, bez względu na to, ile przy okazji rzuciliśmy używek.

Czytaj też: Niska wiek inicjacji alkoholowej w Polsce

Dziękuję za rozmowę.

Robert Banasiewicz – pedagog i certyfikowany specjalista terapii uzależnień, właściciel Ośrodka Terapii Uzależnień dom-REHAB.

Fot. Mishal Ibrahim, Unsplash.com

Skomentuj

Skip to content