
Dla większości osób pierwsze kontakty z alkoholem wiążą się z przyjemnością. Towarzyszy spotkaniom z bliskimi, świętowaniu, odprężeniu po ciężkim dniu czy wspólnemu spędzaniu czasu. Z perspektywy psychologicznej nie samo sięganie po alkohol jest jednak najważniejsze, ale odpowiedź na pytanie: po co to robię? Właśnie motywacja do picia często stanowi jeden z pierwszych sygnałów ostrzegawczych rozwijającego się problemu.
W pewnym momencie u części osób dochodzi do subtelnej, ale niezwykle istotnej zmiany. Alkohol przestaje być sposobem na przeżywanie przyjemnych chwil, a zaczyna pełnić funkcję środka znieczulającego. Nie jest już wybierany po to, by było lepiej, ale po to, by było mniej źle. To właśnie ten moment często wyznacza początek znacznie poważniejszych trudności.
Dwie różne motywacje, ten sam kieliszek
Na pierwszy rzut oka zachowanie może wyglądać identycznie. Dwie osoby wypijają wieczorem lampkę wina. Jedna robi to, ponieważ lubi smak trunku i chce celebrować kolację z partnerem. Druga od rana odczuwa narastające napięcie, niepokój i zmęczenie. Alkohol ma sprawić, że choć na chwilę przestanie myśleć o problemach.
Choć z zewnątrz sytuacje wydają się podobne, psychologicznie dzieli je bardzo wiele. W pierwszym przypadku alkohol jest dodatkiem do przyjemnego doświadczenia. W drugim staje się narzędziem regulowania emocji. To rozróżnienie ma ogromne znaczenie, ponieważ właśnie funkcja alkoholu zaczyna decydować o ryzyku rozwoju uzależnienia.
Moment, w którym alkohol przestaje być sposobem na świętowanie czy relaks, a zaczyna służyć przede wszystkim zmniejszaniu cierpienia psychicznego, jest jednym z najważniejszych sygnałów ostrzegawczych. W gabinecie bardzo często słyszymy od pacjentów, że początkowo pili dla towarzystwa, a po kilku latach orientują się, że sięgają po alkohol przede wszystkim wtedy, gdy czują napięcie, lęk, złość czy samotność – komentuje Katarzyna Andrzejewska.
Alkohol jako środek przeciw emocjom
Każdy człowiek doświadcza trudnych emocji. Smutek, rozczarowanie, stres czy poczucie przeciążenia są naturalną częścią życia. Problem pojawia się wtedy, gdy jedynym lub głównym sposobem radzenia sobie z nimi staje się alkohol.
Osoba stopniowo uczy się, że wypicie kilku drinków przynosi szybką ulgę. Zmniejsza napięcie, wycisza gonitwę myśli, ułatwia zasypianie albo pozwala na chwilę zapomnieć o problemach. Mózg bardzo szybko zapamiętuje taki mechanizm. Jeżeli określone zachowanie prowadzi do zmniejszenia dyskomfortu, rośnie prawdopodobieństwo, że zostanie powtórzone.
Człowiek nie pije dlatego, że jest mu wyjątkowo dobrze, ale dlatego, że chce przestać czuć coś trudnego. Z czasem właśnie ten mechanizm zaczyna dominować.
Wiele osób jest przekonanych, że uzależnienie rozwija się dlatego, że ktoś lubi alkohol. W praktyce terapeutycznej znacznie częściej obserwujemy sytuację odwrotną. Pacjenci mówią, że od dawna picie nie sprawia im szczególnej przyjemności. Piją, ponieważ przez chwilę czują mniejsze napięcie albo łatwiej jest im poradzić sobie z emocjami. To bardzo istotna różnica – uważa Katarzyna Andrzejewska.
Granica, której często się nie zauważa
Przejście od picia nastawionego na przyjemność do picia pełniącego funkcję znieczulenia rzadko następuje nagle. Najczęściej jest to proces rozłożony na miesiące lub lata.
Na początku alkohol pojawia się głównie podczas spotkań towarzyskich. Z czasem coraz częściej towarzyszy trudniejszym sytuacjom – stresowi w pracy, konfliktom w związku czy poczuciu przeciążenia. Później zaczyna pojawiać się także wtedy, gdy nie wydarzyło się nic szczególnego. Wystarczy zwykły dyskomfort, nuda albo zmęczenie.
To właśnie dlatego wiele osób przez długi czas nie dostrzega rozwijającego się problemu. Nadal piją podobne ilości alkoholu, ale zupełnie zmienia się psychologiczna funkcja picia.
Warto zwrócić uwagę na kilka pytań:
- Czy coraz częściej piję po to, żeby się uspokoić?
- Czy alkohol pomaga mi zasnąć lub przestać myśleć?
- Czy trudno mi wyobrazić sobie poradzenie sobie z trudnym dniem bez alkoholu?
- Czy odczuwam rozczarowanie, gdy wiem, że dziś nie będę mógł się napić?
Im częściej odpowiedź brzmi „tak”, tym większe prawdopodobieństwo, że alkohol zaczął pełnić funkcję regulatora emocji.
Dlaczego ten moment jest tak ważny?
W terapii uzależnień mówi się często, że największym zagrożeniem nie jest sam alkohol, ale przekonanie, że bez niego nie da się poradzić sobie z życiem.
Kiedy człowiek zaczyna wierzyć, że tylko alkohol pozwala mu się uspokoić, zasnąć, rozluźnić lub zapomnieć o problemach, stopniowo rezygnuje z rozwijania innych sposobów radzenia sobie z emocjami. Nie uczy się rozpoznawania własnych potrzeb, proszenia o wsparcie, odpoczynku czy konstruktywnego rozwiązywania konfliktów. Cała odpowiedzialność za poprawę samopoczucia zostaje przeniesiona na substancję. W efekcie repertuar strategii radzenia sobie z trudnościami staje się coraz węższy. Alkohol przestaje być jedną z wielu możliwości, a zaczyna pełnić rolę podstawowego narzędzia regulacji emocjonalnej. To właśnie wtedy ryzyko utraty kontroli nad piciem znacząco wzrasta.
Katarzyna Andrzejewska podkreśla, że jednym z najważniejszych celów terapii jest pokazanie pacjentowi, że alkohol nie rozwiązuje problemów, lecz jedynie na chwilę zmienia sposób ich przeżywania. Kiedy jego działanie ustępuje, trudności pozostają, a często dochodzi jeszcze poczucie winy, wstyd czy konsekwencje samego picia. Powstaje błędne koło, z którego coraz trudniej wyjść bez profesjonalnego wsparcia.
Jak odzyskać inne sposoby regulowania emocji?
Dobrą wiadomością jest to, że zdolność radzenia sobie z emocjami można rozwijać przez całe życie. Terapia uzależnień nie polega wyłącznie na zaprzestaniu picia alkoholu. Jej celem jest również odbudowanie umiejętności, które stopniowo zostały zastąpione przez substancję.
Pacjenci uczą się rozpoznawać własne emocje, nazywać je, akceptować ich obecność oraz szukać sposobów reagowania, które nie przynoszą jedynie chwilowej ulgi, ale pomagają rozwiązywać rzeczywiste problemy. Ważnym elementem terapii jest także budowanie bardziej elastycznych strategii radzenia sobie ze stresem, wzmacnianie relacji z innymi ludźmi oraz rozwijanie przekonania, że nawet bardzo trudne emocje można przeżyć bez sięgania po alkohol.
Pacjenci uczą się przede wszystkim zauważać to, co przez długi czas było automatycznie zagłuszane alkoholem. Wiele osób rozpoczynających terapię ma trudność z odpowiedzią na pozornie proste pytanie: „Co Pan lub Pani teraz czuje?”. Złość bywa mylona z rozdrażnieniem, lęk z napięciem, smutek z poczuciem pustki, a bezradność z gniewem. Przez lata alkohol skutecznie tłumił lub zniekształcał przeżywanie emocji, dlatego ich rozpoznawanie i nazywanie staje się jednym z pierwszych zadań terapeutycznych. Trudno bowiem poradzić sobie z doświadczeniem, którego nie potrafimy zidentyfikować ani zrozumieć. Dopiero uświadomienie sobie, co naprawdę dzieje się w danym momencie, pozwala świadomie zdecydować, jak chcemy zareagować.
Zmiana przekonań i naprawa relacji
Kolejnym ważnym elementem terapii jest zmiana sposobu myślenia o emocjach. Wielu pacjentów przez lata funkcjonowało w przekonaniu, że trudnych uczuć należy za wszelką cenę unikać.
Smutek, lęk, poczucie winy czy samotność były traktowane jak sygnał, że trzeba jak najszybciej sięgnąć po alkohol, aby je stłumić. Tymczasem terapia pomaga zrozumieć, że emocje, nawet bardzo nieprzyjemne, pełnią ważną funkcję. Informują o naszych potrzebach, granicach i relacjach z otoczeniem. Nie są zagrożeniem, lecz źródłem informacji. Pacjenci stopniowo uczą się, że dyskomfort psychiczny nie musi być natychmiast eliminowany, ponieważ jest stanem przemijającym i można go bezpiecznie przeżyć bez używania substancji psychoaktywnej.
Równolegle poszerzany jest repertuar sposobów radzenia sobie z napięciem. W okresie aktywnego uzależnienia alkohol często staje się jedyną skuteczną strategią regulacji emocji. W efekcie inne umiejętności nie rozwijają się lub z czasem zanikają. Terapia polega więc również na odzyskiwaniu tej elastyczności. Pacjenci uczą się korzystać z różnych sposobów obniżania napięcia: rozwiązywania problemów zamiast ich unikania, rozmowy z zaufaną osobą, aktywności fizycznej, technik relaksacyjnych, uważności czy świadomego odpoczynku. Nie chodzi o znalezienie jednego „zamiennika” alkoholu, ale o stworzenie całego zestawu strategii, które można dostosować do konkretnej sytuacji i własnych potrzeb.
Istotnym obszarem pracy jest także odbudowa relacji z innymi ludźmi oraz zmiana głęboko zakorzenionych przekonań na temat siebie. Wielu pacjentów wnosi do terapii schematy takie jak: „muszę radzić sobie sam”, „nie mogę okazywać słabości”, „jeśli pokażę emocje, zostanę odrzucony” albo „bez alkoholu nie poradzę sobie z życiem”. Takie przekonania przez lata sprzyjały sięganiu po substancję jako najszybszy sposób poradzenia sobie z napięciem. W terapii są one stopniowo weryfikowane poprzez nowe doświadczenia i praktykę codziennego życia. Pacjent przekonuje się, że może poprosić o pomoc, przeżyć trudne emocje, rozwiązać konflikt czy poradzić sobie z rozczarowaniem bez alkoholu.
Katarzyna Andrzejewska – psycholog, specjalistka psychoterapii uzależnień oraz psychoterapeutka w trakcie szkolenia. Współpracuje z Ośrodkiem Readaptacyjno-Rehabilitacyjnym w Anielinie oraz Poradnią Terapii Uzależnienia od Alkoholu i Współuzależnienia w Warszawie.
Mogą Cię zainteresować:

Początek szkoły średniej bez lęku i stresu. Ruszają zapisy na bezpłatne warsztaty „TAKA GRUPA” w Warszawie

Centrum Ingenium: otwarto zapisy na bezpłatną grupę terapeutyczno-rozwojową dla młodzieży na Pradze-Południe

„Jak być mamą po trudach bycia córką?” Fundacja C.E.L. zaprasza warszawianki na bezpłatne warsztaty



Dodaj komentarz