Znaj ryzyko - kampania społeczna

Śpiąca dziewczyna z kieliszkiemCoraz częściej obserwujemy uzależnienie od alkoholu już wśród młodych osób, często nawet niepełnoletnich. Pochodzą z różnych środowisk, nierzadko są to osoby, które przeczą ogólnie przyjętym stereotypom – są z pełnych rodzin, rozwijają się w obszarach edukacji, mają satysfakcjonującą sytuację bytowo-materialną. Udzieliła nam wywiadu Martyna. Ma 19 lat. Niedawno opuściła Oddział Leczenia Alkoholowych Zespołów Abstynencyjnych. Mimo swojego wieku jest bardzo doświadczona życiowo – zarówno jeśli chodzi o dobre doświadczenia, jak i te trudne, niejednokrotnie mrożące krew w żyłach. Poznajcie jej historię.

Redakcja: Martyno, opowiedz nam proszę jak się zaczęła Twoja historia związana z alkoholem.

Martyna: Ha! Myślę, że od pierwszego spróbowania tego narkotyku w płynie. Lubię tak nazywać alkohol. Miałam wtedy 15 lat. Poszłam na domówkę organizowaną przez ówczesną przyjaciółkę. Dzisiaj już nie utrzymujemy relacji, ale to już inna historia.

Jak zdobyliście wtedy alkohol?

To nie było trudne. Naprawdę (śmieje się głośno). Część z nas przyniosła alkohol chowany w barkach swoich rodziców, część poprosiła starsze rodzeństwo. Uwierzcie, że wciąż duża część społeczeństwa nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji. Wracając do mojego pierwszego kontaktu z alkoholem, to nie było nic spektakularnego. Wypiłam sporą ilość, gadałam głupoty, śmiałam się, a ostatecznie zaczęłam wymiotować. Starsi koledzy dostarczyli mnie jakoś pod drzwi mojego rodzinnego mieszkania…

Co było dalej?

Otworzyła mama, zaczęła krzyczeć, a później płakać. Ja byłam tak upojona, że nie dałam rady ułożyć sensownie brzmiącego zdania. Na drugi dzień miałam z nią „poważną” rozmowę. Powiedziała wtedy, że nie powie o niczym ojcu. Tata był wtedy na wyjeździe służbowym. Często wyjeżdżał. Kazała mi wtedy obiecać, że to już się więcej nie powtórzy. Przestraszyłam się i przez jakiś czas nie próbowałam alkoholu. Bałam się, że znowu doprowadzę się do stanu, w którym nie będę kontrolować swojego ciała. Poza tym, mój ojciec miał kiedyś problem z piciem. Nie pamiętam tego, bo byłam zbyt mała. Podobno po jednej z awantur mama zagroziła tacie rozwodem i ten przestał pić. Nie ruszył tego świństwa już naście lat. Podziwiam go.

Co się stało, że wróciłaś ponownie do eksperymentowania?

Towarzystwo, w którym przebywałam. Nie chcę zwalać na tych ludzi całej winy i oskarżać ich za wszystkie grzechy świata. Wiem, że to był mój wybór. To ja sobie takie towarzystwo wybrałam. W każdym razie oni byli bardzo rozrywkowi, a ja chciałam być członkiem tej paczki, wydawali się bardzo atrakcyjni. Przede wszystkim wydawało mi się, że są prawdziwie wolni. Mieli w nosie zasady, reguły… Nikogo się nie słuchali, nikt nie mógł im niczego zabraniać. Chodziliśmy razem po szkole do jednego z kumpli. Jego matka pracowała za granicą, opiekowała się nim starsza siostra, której prawie nigdy nie było w domu. Mieliśmy idealną bazę wypadową. Piliśmy tam alkohol i plotkowaliśmy. Doszło tam również do mojej osobistej tragedii.

Co się stało?

Doszło tam do nadużyć seksualnych wobec mnie. Byłam zbyt pijana, żeby się bronić. Lubiłam tego chłopaka, flirtowałam z nim przed tym wydarzeniem, dlatego miałam opory zgłosić to na policję. Właściwie to do tej pory utrzymujemy kontakt. Czasami wydaje mi się, że to chore…

Pomijając tę kwestię, po tym wydarzeniu zaczęłam pić więcej i częściej. W końcu ojciec dowiedział się o tym. Był załamany, postawił mi ultimatum – jeśli nie zmienię swojego zachowania, to wyrzuci mnie z domu. Ojciec był konsekwentny, a ja nie miałam zamiaru niczego zmieniać. Zaczęłam mieszkać u babci. Tam miałam pełen komfort. Babci mogłam nawijać makaron na uszy, a ona wierzyła w każde moje zapewnienie o tym, że jest ok. Wierzyła, że po szkole chodzę grzecznie uczuć się do koleżanek. Boże! Biedna, naiwna babcia. W każdym razie nie miałam problemów z nauką, dostawałam dobre oceny – do czasu. Moim problemem były liczne wagary. Nauczyciele byli łaskawi, powtarzając mi ciągle „Martyna, jesteś taka zdolna, zacznij chodzić do szkoły, bo inaczej nie zdasz matury”. W klasie maturalnej piłam już ciągami. Ich proroctwa się spełniły.

Co się z Tobą wtedy działo?

Było ciężko. Rodzina przestała mi już dawać pieniądze, a mimo to ja dalej miałam możliwości picia. Moi „przyjaciele” częstowali mnie z poczucia wdzięczności za to, że to kiedyś ja stawiałam i często byłam główną sponsorką imprezy. Zdarzyło mi się nawet spać na klatkach… W każdym razie zamiast zaliczyć egzamin maturalny, zaliczyłam pobyt na detoksie. Pewnego dnia od ilości wypitego alkoholu dostałam halucynozy. Wydawało mi się, że widzę rzeczy, których nie ma. Jakieś cienie, wizje, dziwne sny… Czułam, że wariuję. Moja matka mnie wtedy znalazła i zadzwoniła po karetkę. Zabrali mnie na SOR, a później odwieźli karetką na oddział detoksykacji. Byłam przerażona, moja rodzina również. Pamiętam ten histeryczny płacz matki. Ona sobie nie zdawała sprawy z powagi sytuacji.

Jak przeżyłaś odtrucie?

Było ciężko. Słyszałam w nocy krzyki innych osób w delirium, widziałam napady padaczki… Ze mną również nie było lepiej. Cała się trzęsłam, miałam gorączkę. Do tego doszła jakaś infekcja na skutek wyniszczonego organizmu. To było bardzo trudne doświadczenie. Bardzo cierpiałam, nadal cierpię. Mam poczucie, że straciłam wszystko, co było dla mnie ważne – zaufanie rodziny, zdrowie, możliwość zdania matury… Czuję się wrakiem człowieka, czasami mam myśli rezygnacyjne. Nie wiem, jak to wszystko ułożyć na nowo, nie wiem nawet czy się da.

A mimo to wspomniałaś, że zamierzasz iść na terapię.

Tak. Mam taki zamiar. To terapia zamknięta, za kilka dni mam termin stawienia się w placówce. Jakaś cząstka mnie wierzy, że to jeszcze nie koniec… Ostatnio zadzwoniła do mnie jedna z nauczycielek, mówiąc, że wierzy we mnie. Moi rodzice, mimo złości i żalu, też stwierdzili, że mogę liczyć na ich pomoc, jeśli zacznę się leczyć. I oczywiście babcia…(smutnieje)… Ona zawsze była i będzie przy mnie.

Masz jeszcze kontakt z tym pijącym towarzystwem?

Nie mam. Nikt nawet nie zadzwonił, kiedy ponad miesiąc przebywałam na odtruciu. Wyciągnęłam wnioski. Mam poczucie żalu do siebie, jaka byłam ślepa. Oni pewnie dalej, zamknięci w swoim hermetycznym środowisku, bawią się beztrosko. Nie będę ukrywać, że boli mnie to. Może będę miała okazję niebawem to przepracować.

Czego oczekujesz od terapii?

(płacze) Szczerze mówiąc, mam nadzieję, że odnajdę siebie. Dowiem się kim jestem. Chciałabym odnaleźć motywację do tego, aby skończyć szkołę, zdobyć jakiś zawód. Chciałabym dostać wsparcie i zrozumienie. Boję się, że ktoś może mnie oceniać, ale słyszałam, że profesjonalista tego nie zrobi. Słyszałam również, że na terapii grupowej panują pewne zasady, które tego zabraniają. Chciałabym jeszcze kiedyś móc się śmiać, tak prawdziwie. Nie pamiętam kiedy ostatnio się tak śmiałam. Chyba wtedy, kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką. Mówiąc o tym, czuję, że tęsknię za moją rodziną. Mam nadzieję, że mi wybaczą, a ja wybaczę sama sobie.

Martyna skończyła terapię 8-tygodniową w ośrodku zamkniętym, od 6 miesięcy utrzymuje abstynencję. Podjęła pracę i jednocześnie przygotowuje się do matury.

Napisz komentarz

Skip to content