Znaj ryzyko - kampania społeczna

nawykiOsoby uzależnione mają wiele różnych indywidualnych nawyków i rytuałów. Wpisane są one wręcz w codzienne funkcjonowanie danej osoby. Niejednokrotnie to, jak wiele z nich ma związek z nałogiem, osoba ta zauważa dopiero, gdy zaczyna utrzymywać abstynencję. Inną z takich okoliczności jest sytuacja, gdy codzienny rytm ulega zmianie, np. podczas urlopu. Wtedy wytrącenie z rutyny może powodować niepokój związany z brakiem możliwości zaspokajania nałogu w sposób, do którego dana osoba przywykła. Nałóg zajmuje centralne miejsce w życiu osoby uzależnionej i przeróżne nawyki oraz rytuały pozwalają na wkomponowanie go w codzienne życie. W efekcie – przez dłuższy czas może ona pozostawać w złudzeniu, że nie ma żadnego problemu.

„Wreszcie koniec pracy. Samochód, dojazd, drobne zakupy i – ufff – odpoczynek. Pandemia obecnie niewiele już zmienia. Wszyscy się przystosowali. Poza moim pracodawcą. On wymyślił sobie jednak pracę z biura! Zupełnie jakby to coś zmieniało! Nieważne… szlag! Co ten koleś robi na drodze?! Masakra!!! Wreszcie… dyskont… bułki, mleko wędlina.. aaaa brakuje pomidorów… ciekawe, co obecnie jest w promocjach, może coś ciekawego… jedno czy dwa, noooo dobra dwaaa piwa. Oooo i całkiem spoko jest na kasie! Wreeeeeszcie dom.”

Wydawałoby się, że to wewnętrzny opis powrotu wielu różnych osób z pracy, w obecnych, trudnych czasach. Jeśli chodzi o osoby uzależnione, zwłaszcza jeśli „są na powierzchni”, to pozornie chodzi o zwykłe zakupy drobnych, codziennych rzeczy. Wszystko OK, ale czy przypadkiem nie doszło to zakupu kajzerek, by REALNIE kupić alkohol?! Często osoby nadużywające alkoholu lub uzależnione od niego idą „po pracy” do sklepu, nie dlatego, że trzeba zrobić codzienne sprawunki, ale – pod ich pretekstem – realnie chodzi o zakup alkoholu. Drobne zakupy służą jedynie za usprawiedliwienie. Ważne jest też to, że wewnętrznie ta osoba toczy ze sobą walkę – najpierw ogólnie o zakup alkoholu, później o jego ilość i zawartość procentową. Następnie zakup tłumaczy sobie trudnym dniem, ewaluacją u szefa, trudnym miesiącem… Później, w zależności od głębokości problemu z używaniem alkoholu, będzie tłumaczyć sobie sensowność zakupu konkretnych ilości czy zamiany rodzaju alkoholu. Całość tych rozważań racjonalnie będzie wydawać się niepozbawiona sensu.

„Dziś lajtowo. Kupię jedną setkę i luz”. Po wypiciu jej: „hmmmm, nooo może jedną kupię. Po drodze do domu mam jeszcze jeden sklep. Nie będę jak kretyn wracać do tego samego, w którym kupiłem poprzednią”. Po wypiciu jej: „Kurcze! No dobra wyjdę z domu po jeszcze jedną… już ostatnią dziś”. Po wypiciu jej: „Ech, może jeszcze jedną… Hmmm, a w ogóle jeszcze jakiś sklep jest otwarty? Aaa jest, bo przecież jest nocny i stacja benzynowa. To może się ubiorę jednak i wyjdę.”

Wiele z osób pijących alkohol w sposób problemowy obiecuje sobie, że danego dnia wypiją mniej. Kupują więc mniejszą ilość alkoholu. Jednak zasadniczym objawem uzależnienia jest utrata kontroli. Objawia się m.in. niemożnością zapanowania nad ilością wypijanego alkoholu. Po wypiciu jakiejkolwiek ilości pojawia się głód, który osoby pijące czasem określają mianem „ssania”. Kupowanie np. jednej „setki” jest próbą skontrolowania picia. Próbą, która zwykle się nie udaje. Pozwala też na oszukiwanie się i tworzenie iluzji o tym, że wypijane ilości nie są tak znaczne. Dla niektórych dopiero picie dużych ilości alkoholu świadczy o problemie. I mimo to, że jedna, półlitrowa butelka wódki, to tyle samo co pięć „setek”, to jednak wygląda zupełnie inaczej.

„W sumie jak robię już większe zakupy, to kupię też zgrzewkę piwa. Poza tym jest promocja. I wystarczy na dłużej. Po 2 dniach: „Szlag! Miało być to piwo na dłużej, a już go nie ma”.

Wiele osób robiąc duże zakupy kupuje np. zgrzewkę piwa czy więcej wina. Tyle, że osoba z problemem alkoholowym wmawia sobie – i wierzy w to – że zapas alkoholu wystarczy jej na dłużej. Tyle, że mając stały dostęp do niego, osoba pije go znacznie więcej i częściej niż wtedy, gdy choć odrobinę jest on utrudniony. Podobnie dzieje się oczywiście przy innych rodzajach uzależnień, gdy ktoś kupuje narkotyki na zapas czy grę komputerową na później. Mogłoby się wydawać, że rozwiązaniem tego problemu byłoby niekupowanie alkoholu w ogóle. Tyle, że jeśli dana osoba nie ma decyzji o zaprzestaniu picia, to jego brak będzie wywoływał niepokój i drażliwość, które znów będą powodowały chęć napicia się. W takiej sytuacji istnieje znaczne prawdopodobieństwo, że i tak wyjdzie z domu, by kupić alkohol.

„Muszę popłacić rachunki, posprzątać, szef już zaczyna mnie cisnąć o tę prezentację. Jestem taki zmęczony. Koszmarnie tego wszystkiego dużo. Mam już dość tych wszystkich rzeczy. Położę się może i obejrzę jeden odcinek serialu. Po nim wstaję i biorę się za robotę.”

Prokrastynacja, czyli odkładanie na później to mechanizm, który występuje u różnych ludzi. Często jest związany z lękiem. U osób uzależnionych odkładanie na później przeróżnych rzeczy, zwłaszcza tych niezbyt przyjemnych i obowiązków, wynika z tego, że priorytetowe są przyjemności. Efektem jest również budowanie w sobie napięcia, które coraz trudniej znosić. Rozwiązaniem byłoby wykonanie tych zaległych czynności. Jednak w świecie osoby uzależnionej ważniejsze jest doświadczenie ulgi. Ulgę ową czy przyjemność może dostarczyć zachowanie nałogowe czy sięgnięcie po środki psychoaktywne. Ta tendencja często utrzymuje się u uzależnionych także w czasie utrzymywania przez nie abstynencji. Terapeuci zwracają na to uwagę z wielu powodów, ale jednym z nich jest fakt, że narastające napięcie powoduje wzrastające prawdopodobieństwo złamania abstynencji.

 

Materiał został zrealizowany we współpracy z Magdaleną Pachciarek, psycholog i psychoterapeutką uzależnień.

Skomentuj

Skip to content