
W gabinetach terapeutycznych rzadko pada zdanie: „wstydzę się”. Częściej słychać jego kamuflaże: „ja to ogarniam”, „inni piją więcej”, „to chwilowe”, „mam ciężki okres”. W przypadku mężczyzn wstyd rzadko brzmi jak skrucha. Częściej przybiera postać złości, dystansu albo ironii. To nie brak emocji — to sposób, w jaki kultura nauczyła mężczyzn je ukrywać.
W uzależnieniu od alkoholu wstyd męski ma szczególny ciężar. Dotyka nie tylko zachowania, ale tożsamości. Mężczyzna, który traci kontrolę nad piciem, nie przeżywa tego wyłącznie jako problem zdrowotny. Często odbiera to jako utratę kompetencji, sprawczości i statusu. A to właśnie te cechy są wciąż silnie wpisane w społeczny ideał męskości.
Wielokrotnie podkreślała, że uzależnienie rozwija się najlepiej tam, gdzie jest ciemno i bez świadków. W jednym z wywiadów mówi wprost, że alkoholizm „pleni się bez dostępu światła, w mrocznych rodzinnych zakamarkach”. U mężczyzn to „ciemne miejsce” bywa dodatkowo chronione przez dumę. Przyznanie się do problemu oznaczałoby bowiem publiczne zaprzeczenie narracji: „radzę sobie”, „panuję”, „jestem silny”.
Dlatego wielu mężczyzn nie mówi: „boję się”. Mówi raczej: „nie mam problemu”. Zaprzeczanie nie jest tu kłamstwem, lecz mechanizmem obronnym. Psychologia uzależnień opisuje go dobrze: im większy wstyd, tym silniejsza potrzeba jego unikania. Alkohol zaczyna wtedy pełnić podwójną rolę — z jednej strony pogłębia problem, z drugiej chwilowo znieczula poczucie porażki.
Wstyd mężczyzn w uzależnieniu często dotyczy także relacji. Pojawia się obawa przed utratą autorytetu w oczach dzieci, partnerki, współpracowników. Nieprzypadkowo wielu mężczyzn trafia na terapię dopiero wtedy, gdy „wszystko się zawali”: praca, związek, zdrowie. Wcześniej działa iluzja kontroli, opisana przez Woydyłło jako jedna z najbardziej podstępnych cech uzależnienia. Człowiek naprawdę wierzy, że panuje — tyle że zarządza już głównie przestrzenią do picia.
Badania i raporty dotyczące leczenia uzależnień w Polsce pokazują, że mężczyźni rzadziej zgłaszają się po pomoc na wczesnym etapie problemu. Częściej trafiają do terapii w stanie zaawansowanym, po poważnych konsekwencjach zdrowotnych lub społecznych. To nie brak wiedzy, lecz koszt psychologiczny przyznania się do słabości bywa tu barierą nie do przejścia.
W tym sensie wstyd męski nie jest uczuciem, które chroni przed upadkiem. Jest raczej emocją, która go opóźnia — aż do momentu, gdy nie da się już udawać. Dlatego skuteczna pomoc dla mężczyzn uzależnionych nie polega na zawstydzaniu ani straszeniu. Woydyłło zwraca uwagę, że kluczem jest język, który nie odbiera godności, ale pokazuje wyjście: odpowiedzialność zamiast winy, sprawczość zamiast moralnej porażki.
Bo paradoksalnie to właśnie przyznanie się do problemu bywa pierwszym prawdziwie „męskim” aktem kontroli. Nie nad alkoholem — nad własnym życiem.






Dodaj komentarz