
Kuba ma szesnaście lat. Codzienność zaczyna od telefonu – sprawdza powiadomienia, komentarze, wiadomości. Godzina nie ma znaczenia; liczy się, czy ktoś zwrócił na niego uwagę. „Jak nic się nie świeciło, od razu czułem ucisk w żołądku” – mówi. Telefon jest jak przedłużenie ręki, nieodłączny element każdego dnia. Z pozoru życie wygląda normalnie: szkoła, zadania, kontakt z rówieśnikami. Jednak powoli granica między światem online a rzeczywistością zaciera się, a Kuba sam nie zauważa, kiedy zniknął z życia w realu.
Pierwsze godziny online
Wszystko zaczęło się niewinnie. Krótkie filmiki, zdjęcia, reakcje znajomych – w internecie Kuba był szybki, dowcipny, pewny siebie. „Tam zawsze wiedziałem, co napisać. W realu często milczałem” – wspomina. Social media dają poczucie kontroli i natychmiastowej nagrody, której brakuje w codziennym życiu. Każdy „lajk” czy komentarz przynosi chwilową ulgę, jakby ktoś mówił: jesteś zauważony, jesteś ważny.
Z czasem telefon przestaje być dodatkiem – to centrum świata. Odrabianie lekcji, jedzenie, rozrywka – wszystko dzieje się przy ekranie. Brak powiadomień wywołuje niepokój. „Czułem, że jeśli nie sprawdzę telefonu co pięć minut, coś mnie ominie” – mówi Kuba. To poczucie bycia ciągle online staje się samonapędzającą się spiralą.
Badania pokazują, że nastolatki spędzają średnio od trzech do sześciu godzin dziennie w mediach społecznościowych. Długotrwałe korzystanie może wpływać na sen, samopoczucie i koncentrację. W przypadku Kuby skutki były widoczne niemal natychmiast.
Izolacja i zmiana zachowań
Rodzice zauważyli zmiany, gdy Kuba zaczął reagować złością na próby ograniczenia korzystania z telefonu. Zamykał się w pokoju, podnosił głos, czasem trzaskał drzwiami. W szkole pojawiły się problemy z koncentracją i spadek ocen. Koledzy oddalili się, bo Kuba przestał uczestniczyć w realnych spotkaniach.
„Im dłużej byłem online, tym bardziej odsuwałem się od ludzi w realnym świecie” – przyznaje nastolatek. W sieci miał setki kontaktów, ale w rzeczywistości czuł się samotny. Internet stawał się równocześnie źródłem poczucia własnej wartości i miejscem frustracji – każda interakcja niosła zarówno nagrodę, jak i stres.
Specjaliści zwracają uwagę, że izolacja społeczna w przypadku uzależnienia od mediów cyfrowych jest często niedostrzegana przez rodziców. Nastolatki wydają się być aktywne i kontaktowe online, co maskuje faktyczne problemy emocjonalne i społeczne.
Głębsze konsekwencje
Uzależnienie zaczyna wpływać na ciało i emocje. Kuba nie śpi, je przy ekranie, odczuwa niepokój, gdy nie ma dostępu do telefonu. W domu narasta napięcie. Rodzice próbują rozmów i zakazów, ale każde działanie kończy się frustracją. W szkole nieobecność, brak koncentracji i izolacja pogłębiają poczucie pustki.
„Będąc w sieci miałem poczucie wartości. W realnym świecie nie istniałem” – mówi.
Psychologowie podkreślają, że media społecznościowe działają jak „dopamina w płynie” – nagradzają krótkotrwałymi bodźcami, co prowadzi do uzależnienia behawioralnego. Ciało i mózg uczą się reagować na powiadomienia i lajki, a ignorowanie ich wywołuje stres i napięcie.
Moment przełomowy
Przełom nastąpił nagle, choć bez dramatycznego wydarzenia. Po kilkunastu godzinach online Kuba poczuł pustkę i zmęczenie. Nie poszedł do szkoły, zamknął się w pokoju i przyznał rodzicom, że nie radzi sobie z życiem. To oni zaproponowali konsultację u terapeuty. Początkowo nastolatek był sceptyczny. „Myślałem, że terapia jest dla ludzi z poważnymi problemami. Ja przecież tylko siedzę w telefonie” – wspomina.
Psychoterapeuci podkreślają, że moment uświadomienia sobie problemu jest kluczowy w leczeniu uzależnienia. Sama świadomość, że media społecznościowe przestały być narzędziem, a stały się ucieczką od rzeczywistości, bywa punktem zwrotnym.
Terapia i zrozumienie mechanizmu
Na pierwszych sesjach terapeuta nie kazał od razu odkładać telefonu. Pytał o emocje, reakcje ciała, myśli pojawiające się podczas korzystania z social mediów. Kuba zaczął rozumieć, że media społecznościowe były narzędziem regulowania emocji: lęku, wstydu, poczucia niewystarczalności.
„Nie byłem uzależniony od internetu, tylko od ulgi, jaką mi dawał” – mówi. Terapeutyczne ćwiczenia uczyły go, jak wytrzymać ciszę, nudę i kontakt z własnymi emocjami, co początkowo wydawało się niemożliwe. Stopniowo Kuba uczył się, że wartościowe doświadczenia nie muszą pochodzić z ekranu, a realny kontakt z ludźmi i samym sobą jest równie ważny, jeśli nie ważniejszy.
Tu i teraz
Dziś Kuba korzysta z social mediów świadomie. Ustalił limity, telefon nie leży przy łóżku w nocy. Regularnie uczestniczy w terapii. Relacje z rówieśnikami odbudowują się powoli, niektóre kontakty stracił bezpowrotnie.
„Najważniejsze, że teraz jestem obecny w swoim życiu. Internet przestał być moim jedynym światem” – mówi. Rozumie, że uzależnienie nie znika całkowicie, ale teraz ma wybór i świadomość swoich działań. Dla wielu nastolatków podobne doświadczenia są początkiem drogi do zrozumienia, że życie online i offline nie muszą ze sobą kolidować, a granice można stawiać świadomie.
Historia Kuby jest przestrogą, ale też dowodem, że pomoc i refleksja pozwalają odzyskać kontrolę nad własnym życiem. W świecie, w którym social media wkradają się w każdy zakamarek codzienności, świadomość i uważność stają się niezbędnymi narzędziami, by nie zniknąć w ekranie na zawsze.






Dodaj komentarz