
Okres dorastania i wczesnej dorosłości to czas intensywnego poszukiwania odpowiedzi na pytanie: kim jestem? Tożsamość nie powstaje w próżni – buduje się w relacjach, doświadczeniach, próbach przekraczania granic i sprawdzania siebie. Dla części młodych osób używanie substancji psychoaktywnych staje się elementem tej drogi. Nie zawsze zaczyna się od chęci „odurzenia”. Często jest próbą przynależności, eksperymentowania z rolami lub regulowania emocji. O tym, gdzie kończy się eksploracja, a zaczyna ryzykowny mechanizm rozmawiamy z Katarzyną Andrzejewską, specjalistką psychoterapii uzależnień i psychologiem.
Redakcja: Czy używanie substancji może być związane z budowaniem tożsamości?
Katarzyna Andrzejewska: Zdecydowanie tak. W ujęciu rozwojowym okres adolescencji to czas eksploracji ról i wartości. Substancje mogą stać się narzędziem eksperymentowania z granicami – sprawdzania, jak czuję się w grupie, kim jestem w relacji do innych, czy potrafię być odważny, niezależny, „inny”. Dla niektórych osób używanie wpisuje się w narrację o sobie jako kimś buntowniczym, kreatywnym czy wykraczającym poza normy.
Co sprawia, że substancja zaczyna odgrywać tak dużą rolę?
Substancje psychoaktywne wpływają na układ nagrody i regulację emocji. Jeśli dana osoba doświadcza lęku, napięcia, poczucia niedopasowania lub wewnętrznej pustki, użycie może przynieść chwilową ulgę albo poczucie intensywności życia. W tym momencie substancja zaczyna pełnić ważną funkcję, bo pomaga regulować stan wewnętrzny. To kluczowe. Nie chodzi wyłącznie o działanie chemiczne, lecz o znaczenie psychologiczne. Z perspektywy rozwojowej szczególnie istotne jest to, że młoda osoba dopiero uczy się rozpoznawać i nazywać emocje. Jeśli brakuje bezpiecznych relacji i narzędzi do regulacji napięcia, substancja może stać się szybkim i skutecznym „regulatorem zastępczym”. Mózg zapamiętuje ulgę i zaczyna łączyć ją z konkretnym zachowaniem. Powstaje skojarzenie: napięcie – użycie – ulga. Z czasem znaczenie substancji wykracza poza efekt fizjologiczny i wchodzi w obszar tożsamości: „z tym czuję się odważniejszy”, „bez tego jestem nijaki”. Wtedy substancja przestaje być epizodem, a zaczyna być elementem sposobu przeżywania siebie.
Czy można powiedzieć, że narkotyk staje się częścią tożsamości?
Tak bywa. W terapii słyszę czasem: „Bez tego nie jestem sobą” albo „To dzięki temu jestem odważny”. Jeśli substancja staje się narzędziem definiowania siebie, ryzyko wzrasta. Tożsamość zaczyna być budowana wokół doświadczeń związanych z używaniem – wokół określonej grupy, stylu życia, narracji o sobie. Problem pojawia się wtedy, gdy bez substancji osoba czuje pustkę albo brak spójności.
Czy są badania, które potwierdzają ten związek?
Badania nad rozwojem tożsamości pokazują, że młodzi ludzie w fazie eksploracji są bardziej podatni na zachowania ryzykowne. Jednocześnie wiemy, że trudności w regulacji emocji i niskie poczucie własnej wartości zwiększają podatność na używanie. Substancja może chwilowo wzmacniać poczucie kompetencji społecznej lub przynależności. To wzmacnia mechanizm powtarzania. Na przykład w badaniu opublikowanym w Journal of Adolescence autorzy zbadali, jak rozwój tożsamości wpływa na zachowania ryzykowne, w tym używanie substancji psychoaktywnych, w kontekście presji grupy rówieśniczej. Wyniki pokazały, że większe zaangażowanie w własną tożsamość (tak zwane identity commitment) wiązało się z niższym poziomem zachowań ryzykownych, w tym używania substancji u nastolatków znajdujących się pod presją rówieśników. Inaczej mówiąc, stabilna tożsamość może chronić przed wpływem negatywnych wzorców zachowań w grupie rówieśniczej. Tożsamość jest uważana za kluczowe zadanie rozwojowe w adolescencji. Budowanie spójnego JA jest więc fundamentalne dla zdrowego funkcjonowania, a trudności w jego kształtowaniu wiążą się z większym ryzykiem zachowań problemowych, w tym używania substancji psychoaktywnych.
Jaką rolę odgrywa grupa rówieśnicza w tym procesie?
W okresie adolescencji przynależność ma ogromne znaczenie. To grupa często staje się lustrem, w którym młoda osoba przegląda się i sprawdza swoją wartość. Jeśli normą w danej grupie jest używanie, substancja może stać się biletem wstępu do relacji. Mechanizm ten nie wynika wyłącznie z presji, ale z potrzeby bycia widzianym i akceptowanym. Wtedy narkotyk przestaje być tylko środkiem chemicznym, a staje się symbolem wspólnoty.
Czy można mówić o używaniu jako formie radzenia sobie z kryzysem tożsamości?
Tak. Kryzys tożsamości wiąże się z pytaniami o sens, kierunek i wartość własnych wyborów. Substancja może chwilowo tłumić niepewność albo wzmacniać poczucie intensywności istnienia. Jednak jest to rozwiązanie krótkoterminowe. Zamiast budować stabilne poczucie JA, utrwala zależność od zewnętrznego regulatora emocji.
Jakie sygnały mogą świadczyć o tym, że używanie przestaje być eksperymentem?
Sygnałem ostrzegawczym jest zawężanie życia do kontekstu używania, czyli rezygnacja z dotychczasowych aktywności, zmiana kręgu znajomych wyłącznie wokół substancji, a także trudność w przeżywaniu satysfakcji bez niej. Istotne jest też narastające poczucie przymusu i utraty kontroli. W praktyce często pojawia się zmiana priorytetów: plan dnia zaczyna być podporządkowany okazjom do używania, a obowiązki, relacje czy zainteresowania schodzą na dalszy plan. Osoba może minimalizować ryzyko i usprawiedliwiać swoje zachowanie, mimo że bliscy sygnalizują niepokój. Charakterystyczne jest także używanie w sytuacjach samotnych, nie tylko towarzyskich, oraz sięganie po substancję w odpowiedzi na konkretne emocje, w tym stres, smutek, poczucie odrzucenia. Gdy używanie przestaje być wyborem, a staje się domyślną reakcją na napięcie, mamy do czynienia z mechanizmem wymagającym uważnej refleksji i często profesjonalnego wsparcia.
Jak pracować nad budowaniem tożsamości w sposób bezpieczny?
W terapii koncentrujemy się na trzech obszarach. Pierwszy to rozwijanie samoświadomości – rozumienie własnych emocji i potrzeb. Po drugie, wzmacnianie kompetencji społecznych, które pozwalają budować relacje bez chemicznego wsparcia. I po trzecie, tworzenie realistycznej narracji o sobie, opartej na wartościach, a nie na doświadczeniu odurzenia.
Czy proces wychodzenia z używania wiąże się z redefinicją tożsamości?
Często tak. Osoba musi odpowiedzieć sobie na pytanie: kim jestem bez substancji? To bywa trudne, ale jednocześnie otwierające. Zamiast tożsamości opartej na intensywności doznań można budować tożsamość opartą na relacjach, kompetencjach i wartościach. To proces wymagający czasu, lecz wzmacniający poczucie sprawczości.
W praktyce oznacza to konfrontację z emocjami, które wcześniej były regulowane przez używanie. Pojawia się lęk, wstyd, czasem poczucie pustki. Osoba może doświadczać wrażenia, że traci część siebie, zwłaszcza jeśli środowisko i styl życia były silnie związane z używaniem. Dlatego redefinicja tożsamości nie polega wyłącznie na odstawieniu substancji, lecz na budowaniu nowej narracji o sobie. W terapii ważne jest odkrywanie własnych wartości, zainteresowań i relacji, które nie wymagają chemicznego wsparcia. Stopniowo pojawia się doświadczenie, że można przeżywać intensywność, bliskość i sens bez używania. To daje trwałe poczucie autonomii.
Jakie znaczenie ma wsparcie specjalistyczne?
Wsparcie pozwala bezpiecznie przyjrzeć się funkcji używania i przepracować trudne emocje, które wcześniej były regulowane przez substancję. Psychoterapia daje przestrzeń do budowania spójnego obrazu siebie bez konieczności sięgania po chemiczne wzmocnienie. To droga do odzyskania wyboru.
Katarzyna Andrzejewska – psycholog, absolwentka Wydziału Psychologii na Uniwersytecie Marie Curie-Skłodowskiej w Lublinie, specjalistka psychoterapii uzależnień o psychoterapeutka w trakcie szkolenia, współpracująca z Ośrodkiem Readaptacyjno-Rehabilitacyjnym w Anielinie oraz Poradnią Terapii Uzależnienia od Alkoholu i Współuzależnienia na warszawskim Mokotowie.
Mogą Cię zainteresować:

Twoje, moje, nasze – Fundacja C.E.L. zaprasza na letnie warsztaty o granicach w związku

Zadbaj o siebie, by lepiej wspierać dziecko. Centrum Ingenium zaprasza rodziców na wyjątkowe warsztaty




Dodaj komentarz