Przejdź do treści głównej
Kobieta wygląda na zdenerwowaną, a mężczyzna opiera się na jej ramieniu, wyglądając na smutnego. W pobliżu siedzi dziewczynka trzymająca pluszowego misia, a mężczyzna w okularach robi notatki, co sugeruje terapię rodzinną lub sesję doradczą.
28 października 2025

To zwykle nie jest scena jak z filmu, w której wszystko dzieje się jasno, w jednym kadrze. Częściej to seria drobnych znaków: zmiana nastroju, wycofanie, nowe towarzystwo, „dziwne” noce, zamknięte drzwi. A kiedy wreszcie pada to jedno zdanie albo pojawia się twardy dowód, rodzic ma wrażenie, że ktoś podmienił mu rzeczywistość. Pierwszy odruch nie jest racjonalny – jest obronny. Jakby mózg próbował kupić czas, zanim dopuści do siebie ciężar tej informacji.

 – Rodzice stosują wyparcie: ‘Moje dziecko? Niemożliwe. Jest ładne, dobrze się uczy, chodzi do dobrej szkoły’. I dopiero kiedy dochodzi do dramatu, okazuje się, że dziecko było zamknięte w pokoju i nikt nie wiedział, co się dzieje. – Mówi Piotr Mieśnik, dziennikarz i autor reportażu „Noski. Tak ćpają polskie dzieci”. W tym wyparciu jest nie tylko strach – jest też rozpaczliwa próba ocalenia obrazu własnej rodziny: tej normalnej, dobrej, bezpiecznej.

Poczucie winy…

Kiedy zaprzeczanie zaczyna pękać, bardzo często wchodzi poczucie winy – szybkie, lepkie, podcinające nogi. Nie jako spokojna refleksja nad tym, co można było zrobić inaczej, ale jako odruch: to moja wina. – Wielu rodziców reaguje poczuciem winy: ‘Co ja zrobiłam źle?’ To pierwsza reakcja – szukanie winy w sobie. Usłyszałem to setki razy. Nawet bardzo świadomi, wykształceni dorośli czują w pierwszym odruchu, że porażka dziecka jest ich winą. To nie zwalnia rodziców z odpowiedzialności, ale też nie powinno ich obarczać winą tam, gdzie działa cały system. – dodaje Adam Nyk – doświadczony terapeuta pracujący z młodzieżą i rodzinami – w niedawno wydanej książce „To nie moje”.

To zdanie nie „rozgrzesza” – ono porządkuje perspektywę. Wskazuje, że rodzic nie jest jedyną przyczyną i jedynym sprawcą. Jest natomiast jedną z najważniejszych osób, które mogą coś realnie zmienić, gdy problem już się pojawił.

Wstyd…

Ale zanim pojawi się działanie, często pojawia się wstyd. Taki, który każe milczeć nawet przed bliskimi. Taki, który podpowiada, że jeśli “ludzie się dowiedzą”, to zostaniesz oceniona/oceniony jako rodzic, jakby cudze uzależnienie było Twoim podpisem. W tym sensie rodzice mierzą się nie tylko z dramatem dziecka – mierzą się też ze „społeczną salą sądową”. – Zdarzyło mi się poznać rodzinę, w której matka wolała powiedzieć znajomym, że syn siedzi w więzieniu niż że jest w ośrodku leczenia uzależnień. Bo to pierwsze ‘mniej piętnuje’. To pokazuje, jak mocna jest społeczna ocena i jak bardzo się jej boimy. A przecież nikt nie robi dziecku krzywdy celowo. Rodzice działają tak dobrze, jak potrafią. – mówi Nyk. Wstyd w tym temacie działa jak beton: izoluje, ucina dopływ wsparcia, sprawia, że rodzic zaczyna “udawać normalność”, gdy w środku trwa alarm.

Przeżywanie…

I właśnie wtedy, paradoksalnie, wracamy do czegoś, co brzmi banalnie, a jest fundamentalne: do jakości relacji. Nie tej „relacji na papierze” (rodzina, dom, wspólne mieszkanie), ale relacji przeżywanej – rozmów, emocjonalnej obecności, prawdziwego kontaktu. Mieśnik mówi o pozorności, która w nowoczesnym rytmie życia łatwo podszywa się pod bliskość: – Dorośli często są tak zajęci własnymi sprawami, że sprowadzają kontakt z dzieckiem do pytania: ‘Co tam?’ – ‘Dobrze’ – ‘No to super’. I na tym się kończy. Wydaje nam się, że jesteśmy świetnymi rodzicami, bo dziecko ma wszystko: pokój, ubrania, wyjazdy. A dopiero po czasie okazuje się, że zabrakło prawdziwego kontaktu, emocjonalnej obecności. – mówi dziennikarz i autor reportażu. I jest w tym pewna diagnoza epoki: można „dowozić” codzienność perfekcyjnie i jednocześnie nie wiedzieć, co dzieje się w środku dziecka. Ta diagnoza łączy się z inną, bardzo wyraźną: że uzależnienie – u dziecka czy nastolatka – często wyrasta na tle osłabionej więzi, przeciążenia i samotności.

Własne doświadczenia…

Kiedy rodzic dowiaduje się o narkotykach, często zaczyna wstecznie przeglądać swoją historię: kiedy przestałam pytać?, Kiedy przestałem słuchać?, Kiedy w domu zrobiło się cicho?. To bolesne, ale bywa też początkiem zmiany – bo pozwala zobaczyć, że w tej sprawie nie chodzi wyłącznie o substancję, tylko o to, co substancja przez chwilę „załatwia”: napięcie, pustkę, brak przynależności, samotność.

W tym miejscu pojawia się jeszcze jeden ciężar rodzica: poczucie, że musi działać natychmiast i idealnie – bez błędów, bez potknięć, bez paniki. Tymczasem w realnym życiu, zwłaszcza w rodzinach w kryzysie, pierwsze próby rozmowy bywają niezdarne, pełne emocji, czasem pełne złości.

Co robią rodzice, którzy zaczynają szukać pomocy?

Często odkrywają, że to nie jest „tylko sprawa dziecka”, jakby dziecko było odrębną wyspą, a rodzina – neutralnym tłem. – Nie zawsze odpowiedzią jest ‘wysłać dziecko do terapeuty’. Bardzo często to rodzice powinni najpierw porozmawiać z psychologiem – o swoich obawach, błędach, o tym, jak rozmawiają, co mogą zmienić. Rodzice często mówią: ‘To my mamy iść do psychologa? Przecież to z dzieckiem jest problem’. A bardzo często problem zaczyna się w systemie rodzinnym, w dynamice domu, nie w dziecku. Taki emocjonalny chaos odbija się na młodym człowieku bardziej niż same substancje psychoaktywne. – tłumaczy Adam Nyk.

Rozmowa

A potem zostaje już to, co najtrudniejsze i najprostsze jednocześnie: rozmowa. Nie ta jednorazowa, ostateczna, po której wszystko ma się ułożyć, tylko rozmowa jako proces – czasem nieporadny, czasem rwany, czasem okupiony łzami. Jak mówi Terapeuta Adam Nyk – Rozmowa nieodbyta jest gorsza od trudnej rozmowy. – i dodaje – że błędy są normalne. Że możemy uczyć się razem z dzieckiem. I że im więcej o tym mówimy, tym mniej się tego boimy. Bo rodzice, którzy dowiadują się, że ich dzieci ćpają, najpierw czują, że świat im się rozpadł. A potem – jeśli dostaną wsparcie i odwagę – zaczynają go składać na nowo: mniej z iluzji, bardziej z prawdy. I to bywa pierwszy moment, w którym uzależnienie przestaje być tylko koszmarem, a staje się także impulsem do odzyskania relacji, która przez długi czas istniała może “na autopilocie”. – prognozuje Nyk. 

Zostaw swój komentarz:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mogą Cię zainteresować:

kobieta trzytma kartonik z napisem help na czarnym tle

Używanie jako język emocji. „To zastępczy system komunikacji”

Placówki prywatne vs. NFZ

Dlaczego w Polsce wciąż wstydzimy się terapii uzależnień?

kot na kolanach kobiety

Felinoterapia jako wsparcie psychoterapii i terapii uzależnień

chłopak i dziewczyna siedzą na kanapie po imprezie pijani, alkohol, narkotyki, światło fioletowe, kac

Jak normy kulturowe kształtują postawy wobec używania?

The owner of this website has made a commitment to accessibility and inclusion, please report any problems that you encounter using the contact form on this website. This site uses the WP ADA Compliance Check plugin to enhance accessibility.