
Wygląda zabawnie, ale nie ma się z czego śmiać. Pijana joga to szkodliwy trend, który może się skończyć nie tylko kontuzją, ale i spaczonym podejściem do dbania o siebie.
Moda na łączenie asan z łykiem piwa to nie niewinna zabawa ani nowatorskie podejście do wellness. To niebezpieczny paradoks, który sprzedaje się pod płaszczykiem postępowej troski o siebie. Choć kusi obietnicą łatwego odprężenia, w rzeczywistości jest sprzecznością na wskroś absurdalną. Autentyczna joga staje się naukowo potwierdzonym narzędziem leczenia depresji i lęku u osób z problemem alkoholowym. Bbeer joga” czy też “drunk joga” okazuje się nie tylko błędem, ale i głęboką, zdrowotną i duchową zdradą.
Haczyk marketingowy, czyli sprzedaż sprzeczności
„Beer joga” narodziła się jako chwytliwy pomysł na przyciągnięcie do studia nowej klienteli. Jej twórcy oferują połączenie „filozofii jogi z przyjemnością picia piwa”, mające rzekomo prowadzić do „najwyższego poziomu świadomości”. To klasyczny przykład, jak krótkowzroczny zysk komercyjny próbuje skorumpować praktykę o tysiącletniej tradycji.
Jak trafnie zauważa portal The Art of Living, jedna z największych organizacji non-profit na świecie, założona w 1981 roku przez znanego nauczyciela duchowego i humanitarnego guru Sri Sri Raviego Shankara, „Beer Yoga to miejsce, w którym przekraczana jest granica między liberalizmem a korupcją praktyki duchowej”. Oferuje się tu iluzję rozwoju. Podczas gdy w istocie proponuje się kroczenie wstecz – w stronę otępienia i ucieczki od prawdziwej samoobserwacji. To odtrutka na wysiłek, zachęta do porzucenia dyscypliny pod pozorem jej nowoczesnej adaptacji.
Zdrowie na szwank: gdy odtruwanie spotyka toksynę
Fizjologia nie zna kompromisów marketingowych. Podczas gdy prawdziwa joga ma działanie detoksykacyjne, oczyszczając ciało i umysł, alkohol jest dla organizmu toksyną, którą musi pilnie zmetabolizować. Łączenie tych dwóch procesów to sabotaż własnego zdrowia.
Jak ostrzegają eksperci, praktyka asan pod wpływem alkoholu znacząco zwiększa ryzyko poważnej kontuzji. Alkohol prowadzi do „sztywnych reakcji sensorycznych, słabych funkcji motorycznych i nieprawidłowej oceny sytuacji”, co na macie może skończyć się naderwanym mięśniem czy zwichnięciem stawu. Nie trzeba być ekspertem, by móc sobie to wyobrazić. Alkohol powoduje zachwiania równowagi, a w jodze właśnie o równowagę chodzi.
Co gorsza, „beer joga” atakuje organ, który joga tradycyjnie wspiera – wątrobę. Podczas gdy praktyka asan i pranajamy stymuluje krążenie i pomaga w naturalnym oczyszczaniu, alkohol całkowicie ten proces blokuje. Portal The Art of Living wyjaśnia, że organizm metabolizuje alkohol do aldehydu octowego – związku, którego „nie wie, jak przetworzyć. Po prostu odkłada się on w komórkach wątroby w postaci tłuszczu nasyconego, prowadząc do tego, co lekarze nazywają stłuszczeniem wątroby”. W ten sposób „beer joga” nie tylko nie oczyszcza, ale aktywnie zaśmieca i obciąża nasz wewnętrzny system filtrujący.
Umysł w pułapce
Sednem jogi, od czasów „Yoga Sutr” Patandżalego, jest praca z umysłem. Klasyczna definicja brzmi: Yogaḥ citta vṛtti nirodhaḥ – „Joga jest powściągnięciem zjawisk świadomości”. Jej celem jest wyciszenie mentalnego zgiełku, osiągnięcie klarowności i wewnętrznego spokoju. Alkohol działa dokładnie odwrotnie. Zamiast uciszać vrittis – wirujące myśli i emocje – może tylko zwiększać zamęt w umyśle.
Podczas sesji „beer jogi” umysł, zamiast skupiać się na oddechu, subtelnych odczuciach w ciele i obserwacji chwili obecnej, zostaje porwany w wir przetwarzania obcej substancji. Osiągnięcie stanu uważnej medytacji w ruchu, który jest istotą zaawansowanej praktyki, staje się niemożliwe. „Jak możesz praktykować jogę świadomie, gdy twój umysł jest manipulowany przez substancję i jesteś pod jej wpływem?” – pytają retorycznie autorzy analizy. W ten sposób „beer joga” okrada praktykujących z najcenniejszego owocu jogi: czystej, niezmąconej świadomości.
Trzeźwa joga naprawdę leczy
Podczas gdy „beer joga” generuje problemy, klasyczna, trzeźwa joga stanowi na nie potężne remedium. Ironicznie, najsilniejszy argument przeciwko tej modzie płynie z badań nad osobami zmagającymi się z zaburzeniami używania alkoholu.
Badanie przeprowadzone w prestiżowym Instytucie Karolinska w Sztokholmie dostarcza niezbitych dowodów. Osoby z problemem alkoholowym i współwystępującymi objawami depresji oraz lęku zostały poddane 12-tygodniowym interwencjom. Okazało się, że grupa praktykująca jogę odnotowała „średnią poprawę w zakresie objawów lękowych i depresyjnych, która była istotna klinicznie i statystycznie”.
Co kluczowe, joga okazała się skuteczną, dostępną formą wsparcia dla osób, które nie szukały pomocy w tradycyjnym systemie leczenia, często z powodu wstydu. Te ustalenia mają ogromne znaczenie dla zdrowia publicznego. Pokazują jogę jako naukowo potwierdzone narzędzie terapeutyczne – narzędzie, które „beer joga” dewaluuje i ośmiesza.
– Kiedy sam zacząłem praktykę jogi w drodze do trzeźwości, zadziały się rzeczy, których wtedy w ogóle nie rozumiałem. Podczas praktyk zaczynałem się trząść, potem też chodziłem cały rozdygotany, ale mimo to zacząłem czuć się lepiej, inaczej, lżej. Kontynuowałem swoją terapię, natomiast zacząłem odczuwać coś więcej, jakąś lekkość, nową jakość. Potem okazało się, że chodziło o ciało. Poczułem znów, że je mam, skontaktowałem się z nim, poczułem, że jest ważną częścią mnie i chce mi coś przekazać. Nie miałem świadomości, że się garbiłem, że miałem pozamykane biodra czy klatkę piersiową. To wszystko wpływa na to, w jaki sposób człowiek oddycha, a jakościowy oddech decyduje o samopoczuciu. Wcześniej pracowałem terapeutycznie na poziomie myśli oraz emocji. Emocje utknęły też w moim ciele i dzięki praktyce jogi mogły się z niego uwolnić – mówi Paweł Durakiewicz, właściciel ośrodka leczenia uzależnień, w którym joga jest stałym elementem terapii.
– Takie podejście [połączenie jogi z terapią] daje też możliwość ułożenia swojego planu leczenia i stylu życia pod siebie, pod swoje potrzeby, osobowość, charakter. Bo nie chodzi o to, by każdy robił to samo. Ważne jest to, aby jak najlepiej siebie poznać w tym procesie i wiedzieć, co jest dla nas najlepsze. Praktyka medytacji i jogi to umożliwia – dodaje.
Wybór między iluzją a autentycznością
„Beer joga” to więcej niż zły pomysł na spędzenie wieczoru. To symptom głębszego zjawiska: pragnienia natychmiastowej gratyfikacji i ucieczki od wymagań, które stawia przed nami prawdziwy rozwój. Jest szczególnie niebezpieczna, ponieważ może przyciągać osoby szukające w jodze ukojenia dla lęku lub nieświadomie balansujące na krawędzi uzależnienia, oferując im substancję, która te problemy tylko pogłębia.
Prawdziwa joga, jak przypomina Gurudev Sri Sri Ravi Shankar, nauczyciel duchowy, propagator idei humanizmu, działacz społeczny i ambasador pokoju, „to kompletna nauka. Łączy ciało, umysł, ducha i wszechświat. Joga to nie tylko ćwiczenie fizyczne. Joga podnosi twoje oczy z przyziemnego życia, które prowadzimy”. Nie potrzebuje ona żadnych zewnętrznych wspomagaczy, by otworzyć przed nami tę perspektywę. Wręcz przeciwnie – wymaga trzeźwości umysłu i czystości intencji.
Mogą Cię zainteresować:






Dodaj komentarz