
Kiedyś, żeby się oddalić, trzeba było wyjść z pokoju. Dziś wystarczy sięgnąć do kieszeni. Światło ekranu w ciemnym kinie, szybka odpowiedź na wiadomość podczas rodzinnego obiadu, scrollowanie podczas opowieści przyjaciela – to nowe sposoby na zbudowanie niewidzialnej, ale niezwykle trwałej bariery. Smartfon, który miał nas łączyć, coraz częściej staje się tym, co staje między nami a bliskimi. Jak zauważa psycholożka Katarzyna Andrusikiewicz, problem nie tkwi w samym urządzeniu, lecz w utracie kontroli nad czasem i uwagą, które mu poświęcamy.
Jesteśmy w restauracji. Przy stoliku dwie osoby, a na stole – trzy telefony. „Jest jeszcze jedno krzesło. Dla smartfona” – moglibyśmy żartować, gdyby nie fakt, że to nie żart, a codzienność. „Całkowitym kuriozum jest, gdy dwie osoby, teoretycznie na randce, nie spędzają czasu ze sobą, tylko w telefonach” – mówi Andrusikiewicz. Ten obrazek to metafora współczesnych relacji: jesteśmy fizycznie obok, ale mentalnie i emocjonalnie – gdzie indziej. Obecność nie równa się obecności. A gdy zamiast patrzeć sobie w oczy, wpatrujemy się w ekrany, związek powoli zamienia się w wspólną przestrzeń fizyczną, w której każdy żyje w swojej cyfrowej bańce.
Dlaczego to robimy? Bo jest łatwo. Bo dopamina z polubienia czy nowej wiadomości jest natychmiastowa. Bo wirtualny świat oferuje prostszą, mniej wymagającą formę kontaktu niż konfrontacja z ludzką złożonością. I tu kryje się sedno: smartfon nie niszczy relacji z premedytacją. On je systematycznie wypiera, oferując substytut, który wydaje się wystarczający, aż do momentu, gdy okazuje się, że jesteśmy sami – otoczeni ludźmi, ale głęboko osamotnieni.
Sygnały, że telefon przejął ster
Psycholożka wskazuje na konkretne czerwone lampki. Pierwszą jest niepokój, gdy urządzenia nie ma w pobliżu lub się rozładowuje – pojawia się wtedy lęk, rozdrażnienie, napięcie. To nomofobia, czyli strach przed byciem „offline”. Druga to stopniowa izolacja: „człowiek zaczyna się izolować, woli zostać w domu, zamiast się spotkać z przyjaciółmi, unika kontaktów na rzecz korzystania z telefonu”. Relacje z żywymi ludźmi przestają być źródłem satysfakcji, bo nie dają tak intensywnego i łatwego „kopu szczęścia” jak kolejne powiadomienie.
Najbardziej wymownym testem jest proste wyzwanie: spotkanie bez telefonu. Andrusikiewicz radzi: „Zaproponujmy spotkanie bez telefonu. Spacer, pójście do kawiarni… ale z zastrzeżeniem, że spędzamy czas razem, nie używamy telefonu. Dla osób, które mają problem… będzie to bardzo trudne. Będą zerkać na telefon, wyciągać go, sprawdzać”. Jeśli dwugodzinna obecność z kimś ważnym jest nie do wytrzymania bez dostępu do ekranu, to nie jest to już zwykły nawyk. To znak, że urządzenie stało się niezbędną protezą emocjonalną.
Jak odzyskać przestrzeń między sobą?
Reakcja na próbę ograniczenia bywa gwałtowna. „Gdy słyszymy coś dla nas niewygodnego, to reagujemy agresją słowną i od razu negujemy te zarzuty” – tłumaczy specjalistka. Dlatego zamiast odcinać kabel czy konfiskować telefon (co „tylko zaogni sprawę”), trzeba postawić na konfrontację opartą na faktach i własnych odczuciach.
Kluczowa jest komunikacja „ja”: „Widzisz, poprosiłam, żebyś dwie godziny spędził tylko ze mną, bez telefonu i nie jesteś w stanie tego zrobić. Martwię się”. To pokazuje konsekwencje zachowania, nie atakuje osoby. Jeśli to nie pomaga, konieczne jest konsekwentne stawianie granic. „Jeżeli ktoś zawodzi nasze ustalenia… jasno komunikujmy, że nam to nie odpowiada… Można powiedzieć, że następnym razem się z taką osobą nie spotkamy. Osoba uzależniona musi doświadczyć konsekwencji”.
Smartfon jako lustro
Problem ze smartfonem w relacjach rzadko jest odosobniony. „Nadmiarowe używanie smartfona jest wierzchołkiem góry lodowej i jest objaw szerszego problemu” – podkreśla Andrusikiewicz. Może maskować samotność, niezadowolenie z życia, depresję lub lęk. Telefon staje się wtedy łatwo dostępnym, społecznym akceptowalnym sposobem na ucieczkę od prawdziwych trudności.
Odbudowa bliskości zaczyna się więc od odważnego spojrzenia w głąb siebie i zapytania: czemu wolę ten ekran? Co takiego trudnego jest w prawdziwej relacji, od czego uciekam? Odkładając telefon, nie tracimy dostępu do świata. Odzyskujemy dostęp do siebie i do drugiego człowieka. W świecie, w którym bycie „online” stało się normą, największym aktem buntu i troski jest bycie w pełni „obecnym” przy kimś, kogo kochamy. To jedyna droga, by smartfon przestał być murem, a znów stał się tylko narzędziem – pozostawionym w kieszeni, gdy na środku stołu jest miejsce tylko na dłonie, które mogą się spotkać.






Dodaj komentarz