
Michał, 28-letni specjalista IT, zaczął eksperymentować z narkotykami już jako nastolatek. Od trawy i alkoholu przeszedł do stymulantów, a w klubach odkrył mefedron. Imprezy co weekend stały się jego sposobem na odstresowanie, ale powoli niszczyły życie zawodowe, sportowe i osobiste. Terapia i szczerość wobec bliskich okazały się pierwszym krokiem do zmiany.
Początki — trawa, alkohol, pierwszy stymulant
Michał wspomina swoje pierwsze kontakty z narkotykami jako naturalną część dorastania. „Miałem 16 lat, kiedy spróbowałem marihuany i alkoholu. To były imprezy z kolegami, zwykła młodzieńcza ciekawość. Na początku traktowałem to jak zabawę, sposób na wyjście ze szkoły i odreagowanie stresu z domu czy szkoły” — mówi.
W liceum i na studiach regularnie używał trawy, a alkohol towarzyszył niemal każdej imprezie. „To był sposób na integrację, na odcięcie się od codziennych problemów. Myślałem, że kontroluję sytuację, ale tak naprawdę uczyłem się uciekać od własnych emocji”.
Pierwsze stymulanty, takie jak amfetamina, pojawiły się kilka lat później. „Przyjaciel przyniósł na imprezę. Chciałem zobaczyć, jak to jest. Działało — dawało energię, poczucie pewności siebie. Ale nie wiedziałem wtedy, że to otworzy moje drzwi do czegoś, co wymknie się całkiem spod kontroli”.
Stopniowo używanie stawało się coraz częstsze. Michał zauważa, że początkowa faza eksperymentowania miała w sobie pewien element euforii, adrenaliny i przekraczania granic, ale równocześnie rodziła pierwsze problemy: „Niektóre poranki po imprezach były dramatem, zmęczenie, brak energii do pracy, problemy z pamięcią i koncentracją”.
Mefedron — nowa forma ucieczki
Później Michał odkrył mefedron. „Miałem około 22 lat. Byłem w klubie, koledzy wzięli trochę, spróbowałem. Efekt był inny niż przy amfetaminie — większa pewność siebie, poczucie euforii, energia do tańca przez całą noc” — wspomina.
Początkowo brał mefedron tylko okazjonalnie, podczas większych imprez. „Wydawało mi się, że to tylko weekendowa przygoda. Po pracy piątek, klub, mefedron, zabawa. Sobota to samo. Niedziela odpoczynek. Ale weekendy zaczęły się wydłużać”.
Energia i poczucie pewności siebie, które dawał narkotyk, były dla Michała sposobem na odreagowanie stresu w pracy. „Praca w IT była wymagająca, napięcie rosło. Po kilku godzinach przed komputerem mefedron dawał mi poczucie wolności, luzu, radości, której brakowało w codziennym życiu”.
Z czasem Michał zaczął chodzić na imprezy co tydzień, a później praktycznie nie opuszczał klubów przez całe weekendy. „Początkowo myślałem, że to kontrolowane, ale w rzeczywistości wszystko wymykało się spod kontroli. Byłem zmęczony, ale dopamina napędzała kolejną noc”.
Praca, życie osobiste i sport — wszystko na bocznym torze
Mimo że Michał nadal pracował, jego wyniki zaczęły spadać. „Na początku moje imprezowanie nie wpływało na pracę. Ale po kilku miesiącach pojawiły się opóźnienia, błędy, brak energii na zadania, które kiedyś były proste. Widziałem, że zawodziłem siebie i innych” — mówi.
Równocześnie zaniedbał życie osobiste. Związek, który budował od lat, rozpadł się. „Nie chodziło tylko o imprezy. To było moje oderwanie się od życia. Nie miałem siły na rozmowy, konflikty, codzienne wspólne sprawy. W końcu partnerka powiedziała, że nie może ze mną być, bo nie ma ze mną kontaktu na trzeźwo” — wspomina.
Michał był też wcześniej aktywnym sportowcem. Trenował siatkówkę, a ruch dawał mu radość i poczucie przynależności. „Ale imprezy i mefedron zabierały siły. Po kilku godzinach snu w tygodniu nie było mowy o treningu. Zrezygnowałem z drużyny, z treningów, a wcześniej to było dla mnie coś bardzo ważnego”.
To, co miało być „relaksem po pracy”, zaczęło niszczyć życie zawodowe, osobiste i fizyczne. Michał zauważa, że moment, w którym zdajesz sobie sprawę, że narkotyk nie jest wyborem, lecz koniecznością, jest druzgocący. „Wiesz, że to psuje życie, ale nie potrafisz przestać. To była moja codzienność”.
Pętla weekendów i uzależnienia
Weekend po weekendzie Michał spędzał w klubach, używając mefedronu, czasem w połączeniu z alkoholem. „To był cykl — piątek, sobota, niedziela, czasem przeciągający się na poniedziałek. Uzależnienie nie polegało tylko na potrzebie euforii. „Chodziło głównie o ucieczkę od pracy, problemów, obowiązków, stresu w domu. Mefedron dawał mi poczucie, że wszystko mogę, że nic nie boli. Ale po każdym weekendzie budziłem się z poczuciem winy, frustracją i jeszcze większym zmęczeniem” — wspomina.
Zauważył też, że jego życie społeczne skupiało się wyłącznie wokół klubów i ludzi, którzy brali narkotyki. „Nie było spotkań w domu, rozmów, normalnych wyjść. Wszystko kręciło się wokół imprez i dopingu chemicznego. Czułem się w tym bezpiecznie, ale też coraz bardziej samotny”.
Fizycznie i psychicznie był wyczerpany. „Mefedron dawał energię, ale też odbierał wszystko inne — sen, regenerację, radość z codziennych rzeczy. Widziałem, jak moje życie wymyka się spod kontroli, ale nie potrafiłem przestać”.
Moment przełomu
Przełom nastąpił, gdy Michał zdał sobie sprawę, że stracił niemal wszystko, co wcześniej go definiowało: związek, sport, kontakty poza klubem, spokój psychiczny. „Pewnego dnia obudziłem się po całym weekendzie, zmęczony, samotny, bez pieniędzy, z poczuciem winy i wstydu. Zrozumiałem, że jeśli nic nie zrobię, moje życie przepadnie”.
Wtedy zdecydował się na terapię. „Nie chciałem, żeby ktoś inny decydował za mnie. Chciałem spróbować zrozumieć i odzyskać kontrolę” — mówi. Terapia pozwoliła mu spojrzeć w swoje życie bez uciekania się do chemii i zrozumieć mechanizmy, jakie nim kierowały.
Szczerość wobec bliskich
Kluczowym momentem w jego terapii było przyznanie się bliskim, że ma problem. „Rodzina była zaskoczona, ale reakcja była lepsza, niż się spodziewałem. Zrozumieli, że to nie jest chwilowa zabawa, że potrzebuję wsparcia, a nie krytyki” — mówi.
Przyznanie się do problemu w pracy było trudniejsze. Michał nie ujawnił szczegółów, ale zaczął szukać wsparcia w postaci terapii i elastycznych rozwiązań w pracy, aby móc uczestniczyć w sesjach. „To była lekcja pokory i odpowiedzialności — zrozumiałem, że sam nie dam sobie rady bez wsparcia bliskich i specjalistów”.
Odzyskiwanie życia
Dziś Michał stara się odbudować życie na nowych zasadach. „Przestałem chodzić do klubów, ograniczyłem kontakty z osobami, które były związane z moim używaniem. Zacząłem wracać do sportu, do treningów siatkówki, które kiedyś dawały mi radość i energię”.
Praca stała się bardziej stabilna, choć proces odbudowy wymaga cierpliwości. „Nie odzyskam wszystkiego od razu, ale teraz mam kontrolę nad tym, co robię, i wiem, że to ja decyduję o swoim życiu, a nie chemia”.
Michał podkreśla znaczenie świadomości, że życie bez narkotyków nie oznacza braku emocji czy radości. „Wręcz przeciwnie. Uczucia są prawdziwe, a radość prawdziwa. Wcześniej wszystko było sztuczne, napompowane substancją. Teraz mogę cieszyć się codziennością”.
Lekcje na przyszłość
„Najważniejsze jest, żeby nie udawać, że wszystko jest pod kontrolą, jeśli nie jest. Uzależnienie potrafi wymazać życie powoli, krok po kroku” — mówi Michał.
Terapia była dla niego narzędziem do zrozumienia siebie i swoich mechanizmów. „Nie chodzi tylko o to, aby przestać brać. Chodzi o to, żeby zrozumieć, co powoduje, że sięgamy po narkotyk, i jak znaleźć zdrowsze sposoby radzenia sobie ze stresem i emocjami”.
Dziś Michał jest świadomy zagrożeń, jakie niosą stymulanty i mefedron, i chce przestrzegać innych przed powtarzaniem jego błędów. „Czasem wydaje się, że to tylko zabawa, że kontrolujesz sytuację. Ale kiedy uzależnienie przejmuje kontrolę, nie ma łatwych wyjść. Warto szukać pomocy wcześniej niż później”.






Dodaj komentarz