
W dobie smartfonów, aplikacji i niekończących się „feedów” wiele z nas zaczyna zauważać, że korzystanie z mediów cyfrowych przypomina… uzależnienie. To nie metafora — taką analizę przedstawiła amerykańska psychiatra prof. Anna Lembke podczas kongresu Impact’25 w Poznaniu. Jej obserwacje pokazują, że cyfrowe media pobudzają w mózgu te same mechanizmy nagrody co substancje uzależniające, takie jak alkohol czy narkotyki, i mogą prowadzić do kompulsywnego użytkowania, które spełnia kliniczne kryteria uzależnienia .
Dopamina jak narkotykowa igła
Na poziomie neurobiologicznym wszystko zaczyna się od układu nagrody w mózgu. To on odpowiada za odczuwanie przyjemności i motywuje nas do podejmowania działań, które sprzyjają przetrwaniu — od jedzenia po kontakt z drugim człowiekiem. Lembke tłumaczy, że media cyfrowe potrafią wywoływać tak silne reakcje dopaminowe, że mózg zaczyna je „czytać” jak nagradzające substancje . Każde powiadomienie, „lajk”, komentarz czy nowy fragment treści działa jak mała dawka nagrody. To nie jest już tylko rozrywka — to bodziec, który włącza w mózgu te same obszary, co alkohol czy narkotyki.
Dla większości ludzi dopaminowa reakcja to krótkotrwała przyjemność. Ale u osób bardziej podatnych takie ciągłe bombardowanie nagrodami może przerodzić się w kompulsywne, niekontrolowane korzystanie, które pomimo negatywnych konsekwencji nadal trwa. To właśnie kliniczna forma uzależnienia, a nie zwykły nawyk czy słaba wola, podkreśla Lembke .
Rozszerzona paleta „narkotyków” codzienności
Psychiatra idzie jeszcze dalej, zauważając, że współczesne życie „znarkotyzowało” wiele codziennych doświadczeń. Nie chodzi tylko o media społecznościowe. Gry wideo, zakupy online czy łatwo dostępna pornografia — wszystkie te aktywności wykorzystują mechanizmy ludzkiej nagrody, często bez wysiłku, który kiedyś był potrzebny, by podobne doświadczenia zdobyć . W praktyce oznacza to, że współczesny umysł jest bombardowany „dopaminowymi hitami” na każdym kroku, a dostęp do nich jest niemal nieograniczony.
Taki stan rzeczy sprzyja nie tylko częstszemu korzystaniu z mediów cyfrowych, ale także wiązaniu ich z emocjonalnym komfortem i stresem, co może utrudniać samoregulację. Lembke twierdzi, że procent ludzi, którzy mogą rozwinąć uzależnienie od mediów cyfrowych, może być zbliżony do odsetka uzależnień od alkoholu czy narkotyków — czyli szacunkowo 10–20 % populacji .
Dzieci i młodzież — szczególnie wrażliwa grupa
Nie wszyscy jednak reagują na media cyfrowe w taki sam sposób. Lembke podkreśla, że dzieci i nastolatki są szczególnie narażone ze względu na to, że ich mózgi wciąż się rozwijają. Sugeruje, że obecność smartfonów w szkołach powinna być ograniczona — zwłaszcza we wczesnych etapach edukacji — by młodzi ludzie mieli przestrzeń do nauki i relacji bez ciągłego dopaminowego „zatrucia” . Proponuje także, by rodzice opóźniali moment, w którym dzieci otrzymują własne, „inteligentne” urządzenia, a gdy już je mają, stosowali bardziej podstawowe modele i stricte kontrolowali korzystanie z sieci.
Odpowiedzialność systemowa, nie tylko indywidualna
Lembke jasno stwierdza, że poza indywidualnymi strategiami potrzebne są działania systemowe. Samo ograniczanie czasu przed ekranem nie rozwiązuje problemu, jeśli projektanci aplikacji nadal stosują mechanizmy celowo wzmacniające „uzależniające” zachowania. Konieczne jest wprowadzenie regulacji dotyczących weryfikacji wieku, zmian algorytmów oraz projektowania mniej uzależniających interfejsów .
Uznanie problemu jako klucz do rozwiązania
Wreszcie, Lembke zwraca uwagę na to, jak kultura społeczna postrzega uzależnienia. Jeśli społeczeństwo uzna, że uzależnienia — także te poza substancjami chemicznymi — są rzeczywistą chorobą mózgu, zmniejszy się stygmatyzacja osób dotkniętych tym problemem i zwiększy się gotowość do poszukiwania pomocy. To właśnie zmiana narracji może otworzyć drzwi do bardziej efektywnych strategii leczenia i profilaktyki w erze cyfrowej .
Czy jesteśmy dopaminowymi „narkomanami”?
Podsumowując, przekaz Anny Lembke jest jednoznaczny: media cyfrowe nie są neutralnym narzędziem, lecz środowiskiem, które może aktywować w mózgu te same mechanizmy nagrody co alkohol i narkotyki. Dla wielu to tylko narzędzie, dla innych może stać się pułapką — pyszną, łatwą i nieustannie podawaną dopaminową igłą. Tego rodzaju uzależnienie nie jest przesadą — to realne zjawisko, które wymaga zarówno osobistej refleksji, jak i odpowiedzialnych, systemowych reakcji.
Źrodło: https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C107898%2Cimpact-anna-lembke-media-cyfrowe-dzialaja-podobnie-jak-narkotyki-i-alkohol






Dodaj komentarz