
Edukacja zdrowotna może być dobrym początkiem profilaktyki, ale – jak podkreśla psycholożka Joanna Sapletta-Lewandowska, pracująca na co dzień z młodzieżą – same słowa rzadko zmieniają zachowania. Nastolatki są dziś świetnie doinformowane, za to coraz częściej brakuje im doświadczeń, które budują głębokie relacje, ciekawość i poczucie wspólnoty. W rozmowie pytamy, co w szkole naprawdę chroni przed uzależnieniami i kryzysami: program, czy raczej mądry dorosły, rytuały klasy, wyjazdy bez telefonu i codzienne, uważne bycie razem – nawet wtedy, gdy to trudne.
Redakcja: W szkołach coraz częściej mówi się o edukacji zdrowotnej jako o narzędziu profilaktyki – zanim pojawi się realny problem. Z Pani perspektywy: czy taki przedmiot może być skuteczny?
Joanna Sapletta-Lewandowska: Odpowiedziałabym: trochę tak i trochę nie – i to nie dlatego, że sam pomysł jest zły. Raczej dlatego, że my, dorośli, mamy czasem fantazję, że „wejdziemy”, omówimy pewne zagadnienia i to zadziała. Tymczasem młodzi ludzie są naprawdę bardzo dobrze doinformowani. Problemem bywa nie brak wiedzy, tylko brak budujących doświadczeń.
Poza tym klasa to zawsze grupa bardzo różnorodna. Jest część dzieci, które w ogóle nie będą zainteresowane tematem – będą przeszkadzać. Jest część, dla których temat jest daleki, niezrozumiały albo „jeszcze nie na ten moment”. I jest część, która przyjmie to świetnie, [bo jest w tym], bo ich to dotyczy, bo szukają odpowiedzi. Dlatego nie da się powiedzieć prosto: „to zawsze zadziała” albo „to nigdy nie zadziała”.
Skoro sama informacja nie wystarcza, to czego – z Pani obserwacji – dziś najbardziej brakuje młodym?
Wydaje się, że bardzo brakuje im umiejętności nawiązywania głębokich relacji. I to wynika z warunków, w jakich żyjemy: z przestymulowania, z płytkiego przetwarzania, z tego, że wielu rzeczy „nie trzeba” już robić w kontakcie.
Młodzi są też często znudzeni. Z jednej strony mówimy, że nie są ciekawi, ale ja bym powiedziała inaczej: człowiek z natury jest ciekawy, tylko bodźce dookoła są tak silne, że zwykła rozmowa i zwykłe bycie razem z nimi przegrywa. Nadmierne korzystanie z technologii potrafi tę naturalną ciekawość zabić – albo raczej przykryć.
To jak w takim razie powinna wyglądać nowoczesna edukacja zdrowotna, żeby realnie wpływała na decyzje dzieci i nastolatków?
Jeśli pragniemy zmieniać edukację, to coraz częściej mówi się o tym, że trzeba wyjść z ławek. Zmiana postaw i zachowań – nawet przy najlepszym programie – dokonuje się przede wszystkim w doświadczeniu, relacji i praktyce. A przecież mówimy tu o kompetencjach emocjonalnych, profilaktyce oraz budowaniu odporności psychicznej.
Dlatego kluczowe są formy pracy, które angażują młodych: działania projektowe, warsztaty, aktywności w plenerze, wyjazdy integracyjne i rozwijające – możliwie bez telefonów. Nie po to, by demonizować technologię, lecz by stworzyć warunki do prawdziwego kontaktu: rozmowy, współprzeżywania, uczenia się współpracy i rozwiązywania konfliktów „tu i teraz”. Kiedy idziemy w góry, robimy coś razem, dzielimy się wysiłkiem i emocjami, powstaje wspólnota – a to właśnie wspólnota i bezpieczna relacja są jednym z najsilniejszych czynników chroniących przed uzależnieniem.
Czyli profilaktyka to bardziej emocje i relacje niż „tłumaczenie zagrożeń”?
Młodzi – jeśli chcą – mają mnóstwo edukatorów, coachów, treści w internecie. Spędzają na tym godziny. Zwłaszcza starsi nastolatkowie często słuchają już osób bardzo kompetentnych.
Rola dorosłych jest inna: tworzyć warunki do doświadczeń i do prawdziwych spotkań. Mądry dorosły, czuły, serdeczny, któremu zależy – nie prowadzi wykładu, tylko robi z młodzieżą coś realnego. Buduje klimat, w którym relacje mogą się zadziać.
Szkoła jednak jest miejscem, do którego docieramy systemowo. Co może realnie zrobić szkoła?
Szkoła może bardzo dużo – jeśli ma dorosłych z pasją i autentyczną postawą. Bo profilaktyka dzieje się w codzienności, np. szacunek – jest tak podstawowym elementem życia społecznego, że czasem nie trzeba o nim mówić – trzeba go pokazywać. Jeśli dorosły nie krzyczy, nie wyzywa, nie przeklina, to młodzi widzą szacunek w praktyce.
I szkoła daje jeszcze jedno: wspólnotę. Kiedy jest mądry wychowawca, który potrafi „zbierać klasę” – choćby prostymi rytuałami: krąg, rozmowa o tym, co komu dziś się udało, co było trudne – to buduje się więź. Na wyjazdach przeróżne dramaty, konflikty, trudne sytuacje pojawiają się naturalnie i stają się pretekstem do uczenia się relacji. To samo dzieje się w klasie – tylko trzeba mieć gotowość do zaangażowania się w to.
Pani mówi o relacjach i doświadczeniu, ale też o świecie wartości. Nastolatki rzeczywiście tego potrzebują?
Okres nastoletni jest piękny. To czas ideałów, tęsknoty za prawdziwą miłością i przyjaźnią. To jest też dążenie do szlachetności, do pomagania – innym, zwierzętom, do „ratowania świata”. Trochę jak w mitycznych opowieściach: jest dobro i zło, a my walczymy o ocalenie czegoś ważnego.
Tymczasem świat dorosłych robi się często bezduszny: „to się ma opłacać”, „nie daj się wykorzystać”. Młodzi bardzo potrzebują autentycznych dorosłych, którzy nie gaszą idealizmu, tylko pomagają go mądrze unieść.
Na koniec: gdyby miała Pani wskazać jedną kompetencję, której szkoła powinna uczyć każde dziecko w kontekście zdrowia psychicznego – co by to było?
Pierwsza myśl: podtrzymanie ciekawości. Żeby szkoła nie niszczyła tej naturalnej otwartości, tylko ją pielęgnowała. Druga: odpowiedź na wartości, które młody człowiek ma w sobie – potrzeby piękna, lojalności, przyjaźni, miłości.
A jeśli miałabym to nazwać „kompetencją” bardziej wprost: kompetencja relacyjna. Umiejętność bycia z drugim człowiekiem. Tego, żebyśmy się umieli zgrać jako grupa, jako klasa, jako wspólnota. I żeby szkoła umiała to podtrzymywać.
Joanna Sapletta-Lewandowska – psycholożka dzieci i młodzieży, od ponad 15 lat pracuje terapeutycznie z dziećmi, nastolatkami i ich rodzinami. Wspiera młodych pacjentów m.in. w trudnościach emocjonalnych, problemach szkolnych oraz w relacjach rówieśniczych. W swojej praktyce łączy sprawdzone metody pracy z indywidualnym podejściem. Prowadzi pracownie malarską „Malort. Miejsce spontaniczności i entuzjazmu.” oraz uczestniczy w obozach wędrownych dla młodzieży. Prowadzi praktykę w Gdyni.






Dodaj komentarz