
30-letnia Marta przez lata używała zakupów jako sposobu na stres, samotność i podniesienie
poczucie własnej wartości. Początkowo drobne przyjemności, później codzienny rytuał wydawania
pieniędzy. Historia pokazuje, że kompulsywne kupowanie nie jest tylko problemem finansowym –
to mechanizm emocjonalny, który wciąga życie całkowicie.
Pierwsze zakupy, które zaczęły rządzić życiem
Marta wspomina swoje początki: „Pamiętam, jak pierwszy raz poczułam, że zakupy mogą coś zmienić
w moim nastroju. To był drobiazg – sukienka w ulubionym sklepie, coś, co nie było mi potrzebne, ale
sprawiło, że czułam się lepiej. Na początku wydawało mi się to niewinne. Kiedy wracałam do domu z
tym małym zakupem, czułam ulgę, ekscytację, poczucie kontroli. Nie wiedziałam, że uzależnienie
zaczyna się tak subtelnie. Kolejny tydzień, kolejne drobiazgi”. W pewnym momencie kompulsywne
kupowanie zaczęło się powtarzać automatycznie: stres w pracy, napięcie emocjonalne, chwila
słabości i sklep online lub galeria handlowa. „Zakupy stawały się moją chwilą ukojenia. Nie myślałam
o tym, że może to wymknąć się spod kontroli. To było jak lek, tylko że legalny i łatwo dostępny, który
wypełniał pustkę, gdy coś w życiu wydawało się nie tak”.
Jak codzienność podporządkowana była zakupom
Z czasem Marta zauważyła, że całe jej życie zaczęło kręcić się wokół sklepów i stron internetowych.
Planowała przerwy w pracy tak, aby mieć czas na szybkie przeglądanie ofert. „Weekend – godziny w
galeriach handlowych, poszukiwanie okazji. Nawet spotkania z przyjaciółmi często kończyły się wizytą
w sklepie lub wymianą wrażeń o zakupach” – wspomina. Każde niewielkie osiągnięcie w pracy lub
stresująca sytuacja w domu kończyły się kompulsywnym wejściem na stronę sklepu. „Nawyk zaczął
rządzić moim rytmem dnia. Czułam satysfakcję po wydaniu pieniędzy, a jednocześnie rosnące
poczucie winy i stres związany z tym, ile już wydałam – przyjemność i lęk jednocześnie”. To wstedy
Marta zaczęła ukrywać przed rodziną, ile kupuje, sprawdzać konta, planować wydatki tak, by nikt nie
zauważył.
Moment, kiedy Marta zdała sobie sprawę, że to problem
„Był moment, kiedy spóźniłam się na ważne spotkanie, bo musiałam odebrać paczkę z zakupami.
Albo kiedy bank przypomniał mi o nieopłaconych ratach, a ja nie miałam już pieniędzy na bieżące
wydatki. Poczucie winy i stres były ogromne. Wtedy pomyślałam: ‚To już nie jest zabawa, to jest
problem’.” Była zdumiona, jak szybko drobne przyjemności zamieniły się w codzienny rytuał
podporządkowujący życie. To był moment refleksji, który wymagał odwagi – przyznania przed sobą,
że nie kontrolowała już sytuacji. „Do tej pory zakupy były moim mechanizmem radzenia sobie z
emocjami, a teraz nagle okazało się, że zaczynają decydować o codziennych obowiązkach, relacjach,
finansach. To było przerażające i zarazem otwierające oczy. Wtedy po raz pierwszy zaczęłam szukać
pomocy i rozmawiać z terapeutą o moim zachowaniu” – tłumaczy.
Emocje i pustka, które prowadziły do zakupów
Podczas terapii zauważyła, że zakupy były zawsze reakcją na pewien stan emocjonalny – samotność,
poczucie niedocenienia, napięcie w pracy. Kiedy czuła się źle, instynktownie szukała pocieszenia w
sklepie. Nawet drobna rzecz, którą kupowała, dawała chwilową ulgę, ale potem pustka wracała. „To
był cykl, który trudno było przerwać. Wiem, że dla wielu osób to może brzmieć banalnie – ‚przecież to
tylko zakupy’. Ale dla mnie to były nagroda natychmiastowa, poczucie kontroli, potem poczucie winy,
a potem znowu chęć ucieczki w kolejny zakup” – tłumaczy Marta. Emocje stały się paliwem, które
napędzało uzależnienie.
Reakcje bliskich na uzależnienie Marty
„Rodzina początkowo nie rozumiała, dlaczego ciągle kupuję nowe rzeczy, skoro mam już pełno ubrań,
butów czy gadżetów. Przyjaciele pytali żartobliwie, czy nie mam już dosyć, a ja w środku czułam
wstyd i lęk. Czasami kłóciliśmy się o pieniądze, a ja ukrywałam fakt, ile wydałam”. Jednak
najtrudniejsze dla Marty było przyznanie się przed samą sobą i przed innymi, że to nie jest
kontrolowany zakup, tylko uzależnienie, które wpływa na jej życie. Wsparcie bliskich pojawiło się
dopiero, kiedy zaczęła szczerze mówić o problemie, pokazała, że chcę nad tym pracować. To dało
poczucie bezpieczeństwa i zmotywowało do dalszej pracy nad sobą.
Terapia i odkrywanie mechanizmów uzależnienia
„Podczas terapii zrozumiałam, że kompulsywne kupowanie to nie tylko problem finansowy, ale
emocjonalny – reakcja na stres, samotność, presję. Uczyłam się rozpoznawać momenty, w których
sięgałam po zakupy i zastępować je innymi aktywnościami – spacerem, rozmową z przyjacielem,
ćwiczeniami. Najtrudniejsze było zrozumienie, że sama przyjemność nie jest zła, ale sposób, w jaki ją
wykorzystywałam, był destrukcyjny. Terapeuta pomagał mi też analizować wzorce myślowe –
dlaczego poczucie pustki prowadziło do wydawania pieniędzy, jak odróżnić potrzebę emocjonalną od
realnej potrzeby zakupu. To była żmudna praca, ale z każdym tygodniem czułam większą kontrolę” –
wspomina Marta.
Dni po terapii i nowe nawyki
Codzienność Marty zmieniła się diametralnie. „Poranki zaczynam spokojnie – kawa, plan dnia, krótkie
ćwiczenia. Zamiast wchodzić na strony sklepów, robię listę rzeczy do zrobienia i staram się realizować
je w realnym świecie. Weekend nie jest już podporządkowany wizytom w galerii – wychodzę z
przyjaciółmi, chodzę na wydarzenia kulturalne, spędzam czas na świeżym powietrzu.” Jeśli pojawia
się chęć zakupu, Marta zastanawia się, czy to realna potrzeba, czy emocjonalna reakcja. Ta
świadomość daje jej poczucie spokoju i kontroli, której wcześniej brakowało. „Teraz mogę cieszyć się
zakupem jako przyjemnością, a nie sposobem radzenia sobie z emocjami” – dodaje.
Najtrudniejsze lekcje w procesie wychodzenia z nawyku
Najtrudniejsze dla Marty było zaakceptowanie, że problem nie zniknie od razu, że każdy dzień
wymaga pracy, refleksji i cierpliwości. „Moje ciało i mózg przez lata przyzwyczaiły się do
natychmiastowej nagrody, więc każda zmiana wymagała wysiłku. Były dni, gdy wracałam do starych
przyzwyczajeń, kiedy pojawiał się stres lub samotność. Najtrudniejsze było też pogodzenie się z tym,
że zakupy nie wypełnią emocjonalnej pustki – potrzebowałam do tego zaakceptować swoje uczucia i
szukać zdrowszych strategii radzenia sobie. To była żmudna praca, ale z czasem dawała satysfakcję i
poczucie autonomii. Dziś najważniejsze dla mnie jest świadome życie, w którym emocje nie sterują
moimi wyborami, a przyjemności są dodatkiem, a nie centrum życia”.
Mogą Cię zainteresować:






Dodaj komentarz