Przejdź do treści głównej
załamany mężczyzna zakrywa rękoma twarz
28 grudnia 2024

Krzysiek nie korzysta z narkotyków od roku. Od wczesnej młodości eksperymentował z substancjami, uważał to za dobrą zabawę. Jako 35-letni mężczyzna znalazł się w punkcie, w którym wiedział, że albo zgłosi się po pomoc, albo straci wszystko.

Kiedy pierwszy raz sięgnąłeś po narkotyk i co to było?

Pochodzę z małej miejscowości. Jako nastolatek nie miałem dostępu do używek innych niż alkohol i papierosy. Z kolegami piłem wódkę za osiedlowymi garażami, ale chyba każdy dzieciak jest ciekawy, jak to jest. Na studia wyjechałem do Warszawy, poznałem nowych ludzi i zrozumiałem, że w dużym mieście zmieniają się możliwości. Już na jednej z pierwszych imprez studenckich kolega wyciągnął kokainę. Ludzie z Warszawy zachowywali się, jakby korzystanie z tego narkotyku była najnormalniejszą rzeczą na świecie, chwalili się, że już jako licealiści brali kokainę. Nie chciałem odstawać, wyjść na sztywniaka.

Jak się po tym czułeś?

Doskonale [śmiech]. Najlepiej na świecie. To chyba największa pułapka kokainy. Od razu zrozumiałem, dlaczego tak wiele osób uważa, że bez tego narkotyku nie ma dobrej zabawy, nie dostrzegłem w tym żadnego zagrożenia, a nawet wkurzyłem się, że jestem chłopaczkiem z zadupia, który co najwyżej mógł wychylić kielona i zapalić fajkę.

Poczułeś się bardziej “wielkomiejski”?

Coś w tym stylu. Imprezowaliśmy jak na filmach, byliśmy młodzi, piękni i bez zmartwień – mieliśmy stypendia, pieniądze dosyłali też rodzice, nieraz co bogatsi z grupy stawiali innym. Pieniądze na imprezy jakoś zawsze się znalazły. To był taki etap, że liczyła się tylko dobra zabawa, studia były dodatkiem. I to też nie jest tak, że codziennie brałem. Raczej raz na jakiś czas, głównie w weekendy. Więc tym bardziej nie miałem poczucia, że może mi to zaszkodzić. Nie utożsamiałem się z wizerunkiem narkomana.

Co to znaczy? Jaki jest ten wizerunek?

Brzydki wygląd, zniszczone ciało i tępy wzrok. Kokaina wydawała mi się prestiżowa i “czysta” – żadnych strzykawek, dziwnych przedmiotów. Przecież nie byłem zarzyganym widmem na dworcu. Zresztą – studiowałem marketing, chciałem pracować w modnej agencji i organizować eventy muzyczne. W związku z tym zacząłem staż i szybko przekonałem się, że w tej branży, w dużej firmie kokaina to stały element imprez. W tym czasie zacząłem brać też amfetaminę. Głównie do uczenia się, żeby jednak skończyć studia.

Co było potem?

Po studiach dostałem się do dużej agencji reklamowej i marketingowej. Miałem poczucie, że bardzo pomogły mi imprezowe znajomości, wyluzowanie i to, że zawsze byłem chętny na podkręcenie atmosfery używkami. Zacząłem kokainie przypisać magiczne moce, byłem po niej zabawny, otwarty, entuzjastyczny, wygadany. Czułem się jak bóg, moim drugim domem były kluby i modne knajpy, rewelacyjnie zarabiałem. Poznałem moją obecną żonę, planowaliśmy kupno mieszkania pod Warszawą. No bajka.

Kiedy się skończyła ta bajka?

Gdy urodziło się nasze pierwsze dziecko. Już wtedy mieliśmy swoje mieszkanie, pracowałem w agencji i od kilku lat grałem w weekendy imprezy jako dj – to moja pasja, ale chyba też zrobiłem z tego sposób na “wyrywanie się z domu”. Miałem wymówkę – przecież w ten sposób się realizowałem i zarabiałem. Moja żona przymykała na to oko, chociaż nieraz się kłóciliśmy, gdy za bardzo popłynąłem i na przykład nie wróciłem na noc. Nie były to jednak wielkie awantury, przepraszałem, tłumaczyłem, że chcę jeszcze poszaleć, przecież jestem młody. Teraz widzę, jak była wyrozumiała.

Gdy pojawiło się dziecko, zmieniło się wszystko. Kaśka chyba myślała, że w takiej sytuacji zrezygnuję z imprez, bardziej zaangażuję się w życie rodzinne, stanę się odpowiedzialny i “dorosły”. Kłóciliśmy się niemal cały czas. Ja uważałem, że ona chce mnie ograniczać i kontrolować, ona oczekiwała wsparcia i obecności. Wtedy nie rozumiałem, że miała rację.

Nie zrezygnowałeś ze swojego stylu życia?

W pierwszych miesiącach życia naszego dziecka byłem koszmarny. Kaśka została ze wszystkim sama i nie jestem z tego dumny. Ja po awanturze leciałem do klubu albo ponarzekać kolegom przy piwie. Byłem jak obrażony chłopiec, którego nikt nie rozumie. Raz na jakiś czas wynagradzałem jej to prezentem lub “spokojnym, rodzinnym weekendem”. Oczywiście ukojenia szukałem w narkotykach, już nie tylko kokainie, bo była za droga, a ja zaczynałem mieć problemy z kasą. W końcu tak odleciałem, że nie dotarłem na pierwsze urodziny córki. Gdy wróciłem następnego dnia, Kaśki nie było w domu. Wyprowadziła się do rodziców.

Wtedy zrozumiałeś, że musisz coś zmienić?

Trochę tak, ale jednak nadal się oszukiwałem. Zadzwoniłem do żony, przeprosiłem, obiecałem poprawę. Wróciła, ale po kilku dniach znowu wyjście z kolegami i wpadka. Wtedy dała mi warunek – albo pójdę się leczyć, albo odchodzi. Z początku się wkurzyłem i pojechałem do kumpla z pracy. Myślałem, że się zabawimy, poklepie mnie po ramieniu i powie, że Kaśka przesadza. A dostałem kolejny kubeł zimnej wody na łeb. Powiedział, że od dawna widzi, że nie jest ze mną dobrze, ale uznał, że nie będzie się wtrącał. Przyznał, że słyszał rozmowę w pracy na mój temat. Chodziło o zwolnienie z powodu mojej słabej kondycji, opóźnień w projektach, kolejnych błędów i “nieświeżego wyglądu”. Współpracownicy się na mnie skarżyli, że nie wyrabiam się z zadaniami i ich opóźniam.

Zgłosiłeś się po pomoc?

W pierwszych dniach po tym wszystkim uznałem, że dam radę po prostu nie brać. W ogóle nie myślałem o sobie jak o osobie uzależnionej. Zatrzymałem się na myśleniu z czasu studiów – że biorę okazyjnie, dla zabawy. Niestety obsesyjnie myślałem o narkotykach, ciągle chciało mi się pić, trzęsły mi się ręce, czułem mdłości. Zgłosiłem się na odwyk, ale nadal z poczuciem, że to chwilowy stan. Myślałem, że dostanę jakieś zalecenia, pośpię, wezmę witaminy i za chwilę będę “normalny”.

Czyli nawet nie myślałeś o tym, że proces trzeźwienia będzie związany z terapią?

Jakoś nigdy się nad tym nie zastanawiałem, raczej wyśmiewałem terapie. Więc pierwsze spotkania ze specjalistą od uzależnień nie były łatwe. Szczególnie dla niego [śmiech]. Przyznam, że długo siedziałem za murem pod tytułem “nie mam problemu”. W końcu jednak coś zaczęło do mnie docierać. Teraz już w pełni świadomie mogę powiedzieć, że przede mną dużo pracy. To, że nie biorę od roku to jakiś mały sukces, ale w mojej głowie nadal jest dużo do poukładania. Teraz jak mam gorszy moment i pojawia się tęsknota za uczuciami po kokainie, to myślę o Kaśce i o tym, że pomimo tego, co jej zaserwowałem, została ze mną. I jest moim największym wsparciem. Regularnie chodzę na terapię i przyznam, że otwieram się na propozycje terapeuty. Jak widzę pozytywny efekt, łatwiej mi odganiać uporczywe myśli o kolejnej imprezie.

Zostaw swój komentarz:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mogą Cię zainteresować:

mężczyzna pali marihuanę czarne tło

Jak rzucić używanie marihuany? „To, co okazuje się często zdecydowanie trudniejsze, to uzależnienie psychiczne”

narkotyki w saszetce przekazywane na imprezie z dłoni do dłoni, różowe tło

„Używasz – jesteś w zagrożeniu uzależnienia. Nie ma co dyskutować”

kobieca ręka i narkotyki na czarnym tle, narkotyki zabijają

Dlaczego kokaina jest tak niebezpieczna? „Osoba zazwyczaj już 30-40 minut po pierwszej dawce, dobiera kolejną”

Dwie osoby odwrócone tyłem palą marihuanę z fifek

Marihuana – wpływ na mózg

The owner of this website has made a commitment to accessibility and inclusion, please report any problems that you encounter using the contact form on this website. This site uses the WP ADA Compliance Check plugin to enhance accessibility.