
Maciek ma 23 lata. Przez ostatnie lata jego życie powoli rozpływało się w zielonej mgiełce marihuany – dym, który miał dawać ulgę i spokój, stał się pułapką, w której zatracił codzienność, marzenia i relacje. Każdy skręt odbierał mu kawałek kontroli, a radość i ambicje ustępowały miejsca izolacji, wstydowi i poczuciu bezradności. Dopiero konfrontacja z utratą kierunku własnego życia zmusiła go do podjęcia decyzji – szukania pomocy, zmierzenia się z prawdziwym sobą i prób odbudowania życia, które marihuana niemal mu odebrała.
Redakcja: Gdybyś miał opisać marihuanę jako osobę lub przyjaciela, kim by była?
Maciek: Gdybym miał ją opisać, powiedziałbym, że to taki przyjaciel, który zawsze jest przy Tobie, ale wbrew pozorom nie jest po Twojej stronie. Na początku wydawała się zabawna, troskliwa, cierpliwa – zawsze gotowa pocieszyć, odsunąć stres i pozwolić odpocząć. Ale z czasem odkrywasz, że ten przyjaciel nie chce Ci dać wolności, że wręcz przeciwnie – przejmuje kontrolę. Marihuana była jak ktoś, kto szepcze Ci w głowie, że „wszystko jest w porządku”, kiedy Twoje życie wymyka się spod kontroli. A potem zaczynasz zauważać, że ten przyjaciel decyduje o Twoich wyborach, planach, dniach, relacjach. Z jednej strony daje ukojenie, z drugiej – odcina od rzeczywistości. I choć na początku wydaje się bezpieczny, w pewnym momencie uświadamiasz sobie, że nie możesz bez niego żyć – a to jest przerażające.
Co czułeś w momentach, kiedy chciałeś przestać, ale sięgałeś po jointa mimo wszystko?
To było straszne uczucie – walka z samym sobą, jakbyś stał na krawędzi. Chciałem przestać, wiedziałem, że przesadzam, że życie przecieka mi przez palce, ale w chwili słabości pojawiała się natychmiastowa potrzeba zapalenia. Serce przyspieszało, w głowie kłębiły się myśli: „nie dam rady, bez tego wszystko się rozsypie, uspokoi mnie tylko skręt”. I wtedy ignorowałem racjonalny głos, który mówił, że to problem, i poddawałem się natychmiastowej gratyfikacji. Była w tym mieszanka poczucia winy, wstydu i przerażenia – wiedziałem, że wracam do czegoś, co mnie ogranicza, a mimo to robiłem to. Każdy taki moment był jak mała porażka – nie widziałem, że to powolne wchodzenie w pułapkę, której później nie sposób było uniknąć.
Czy był moment, kiedy Twoje życie zaczęło być „rozmyte” przez używanie narkotyku?
Tak. To był czas, kiedy zacząłem opuszczać zajęcia na uczelni, odkładałem projekty, unikałem ludzi, którzy nie palili. Pamiętam poranki, kiedy wstawałem zbyt późno, aby iść na wykłady, albo przysypiałem na zajęciach, próbując nadrobić stracony sen. Moje myśli były mgłą, wszystko w mojej głowie stawało się mniej wyraźne, trudniejsze do ogarnięcia. Praca nad projektami była jak chodzenie po wodzie – coś niby jest, ale nie możesz się na tym oprzeć. To wtedy poczułem, że marihuana przejmuje kontrolę nad moim życiem – że nie jestem już tym samodzielnym człowiekiem, którym chciałem być. Każdy dzień był zdominowany przez potrzebę zapalenia, a ja coraz mniej dostrzegałem swoje marzenia, obowiązki i relacje.
Jak marihuana wpłynęła na Twoje marzenia i plany na przyszłość?
Z perspektywy czasu widzę, jak bardzo je zacierała. Kiedyś chciałem skończyć studia, rozwijać pasje, podróżować, nawiązywać relacje – dziś myślę, że większość z tego umknęła przez lata, kiedy moje życie podporządkowałem marihuanie. Planowanie stało się trudne, bo nie mogłem przewidzieć dnia, w którym znów poczuję potrzebę użycia. Marzenia zamieniły się w mgłę, nie dlatego, że były nieosiągalne, ale dlatego, że narkotyk zaczął je rozmywać, robić mniej ważnymi. Zaczynałem żyć chwilą, zapominając o konsekwencjach, odkładając rzeczy na później, aż później stało się jasne, że przepadły lata, które mogłem wykorzystać na naukę, rozwój, kontakty z ludźmi.
Jak reagowałeś, gdy ktoś próbował Cię ostrzec albo powiedzieć, że przesadzasz?
Początkowo reagowałem obronnie, czasami złością – nie chciałem słuchać, że „palę za dużo” albo „to nie jest takie niewinne, jak myślę”. Czułem, że mnie atakują, że nie rozumieją mojej potrzeby relaksu. Dopiero później, po refleksji i w czasie terapii, zrozumiałem, że to byli ludzie, którzy próbowali mnie ochronić. W tamtym czasie każda uwaga o ograniczeniu była dla mnie oskarżeniem i krytyką – choć w głębi wiedziałem, że coś jest nie tak. To był paradoks – im bardziej ostrzegali, tym bardziej czułem potrzebę ucieczki w marihuanę, bo dawała mi poczucie kontroli nad rzeczywistością, która nagle wydawała się wymagająca i krytyczna.
Co terapia pokazała Ci o Tobie samym, czego wcześniej nie widziałeś?
Terapia była jak lustro, w którym zobaczyłem samego siebie. Zrozumiałem, że marihuana była ucieczką – przed stresem, presją, perfekcjonizmem, lękiem przed oceną. Pokazała mi, że problem nie tkwił tylko w substancji, ale w sposobie, w jaki radziłem sobie z własnymi emocjami i oczekiwaniami świata. Nauczyłem się patrzeć na siebie z akceptacją, rozpoznawać mechanizmy, które mnie popychały do palenia. Zrozumiałem, że mogę doświadczać stresu, lęku i presji bez potrzeby sięgania po narkotyk. Terapia dała mi narzędzia – nie tylko do odstawienia marihuany, ale do życia w zgodzie z sobą, bez uciekania.
Jak wygląda teraz Twój dzień bez marihuany i czego najbardziej się obawiałeś na początku?
Na początku bałem się, że nie dam rady funkcjonować, że stres, lęk i nuda będą nie do zniesienia. Pierwsze tygodnie były trudne – każda sytuacja stresowa wywoływała impuls do sięgnięcia po jointa. Teraz dni wyglądają zupełnie inaczej – budzę się, mam plan, mogę działać, koncentrować się na nauce i pracy, spędzać czas z przyjaciółmi i rodziną. Czasami pojawia się pokusa, ale teraz potrafię ją zauważyć, zrozumieć i przepracować bez używania narkotyku. To niesamowite uczucie – czuć, że to ja decyduję o sobie, a nie substancja.
Jaką lekcję chciałbyś przekazać innym młodym ludziom, którzy myślą, że „to tylko relaks”?
Chcę, żeby wiedzieli, że marihuana może wciągnąć bardzo powoli, prawie niezauważalnie. Na początku wydaje się niewinna – relaksuje, uspokaja, pozwala się odciąć od stresu. Ale jeśli zaczyna decydować o tym, jak spędzasz dzień, jak reagujesz na emocje, jak funkcjonujesz społecznie – to już nie jest zabawa. Najważniejsze jest obserwowanie siebie i swoich motywów. Jeśli czujesz, że nie możesz przestać albo że narkotyk zaczyna rządzić Twoim życiem – szukaj wsparcia. Nie czekaj, aż stracisz lata, relacje i poczucie własnej wartości.






Dodaj komentarz