
Coraz częściej mówimy otwarcie o zdrowiu psychicznym, ale gdy temat schodzi na uzależnienia
wciąż pojawia się cisza, wstyd i lęk przed oceną. Terapia kojarzy się z etykietą, porażką i
„ostatecznością”, a nie z realnym wsparciem. Dlaczego w Polsce tak trudno powiedzieć „potrzebuję
pomocy” i co sprawia, że wiele osób trafia na leczenie dopiero pod presją? Terapeutka uzależnień
pracująca w nurcie terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach opowiada o roli wstydu, języka i
społecznych mitów – oraz o tym, co naprawdę pomaga przełamać tabu i zrobić pierwszy krok ku
zmianie.
Redakcja: Choć świadomość zdrowia psychicznego rośnie, terapia uzależnień wciąż bywa tematem tabu. Z czego, Pana/Pani zdaniem, wynika ten społeczny wstyd – i dlaczego w Polsce jest on tak silny?
Dorota Bąk: Wstyd wokół terapii uzależnień w Polsce ma głębokie korzenie kulturowe i społeczne.
Przez lata uzależnienie – zwłaszcza od narkotyków – było postrzegane nie jako problem zdrowotny
czy psychologiczny, ale jako dowód moralnej porażki. Osoba używająca substancji była oceniana
przez pryzmat „słabej woli”, „braku zasad” czy „złego wychowania”. Ten sposób myślenia wciąż jest
silnie obecny, nawet jeśli na poziomie deklaracji mówimy o większej otwartości.
W przypadku narkotyków wstyd bywa jeszcze silniejszy, bo dochodzi do lęku przed konsekwencjami
prawnymi, społecznym wykluczeniem i etykietą „kogoś gorszego”. W gabinecie często słyszę:
„Gdybym pił, to jeszcze jakoś by to przeszło, ale narkotyki to już wstyd na całego”. To pokazuje, jak
bardzo hierarchizujemy uzależnienia.
Z perspektywy TSR wstyd jest jedną z największych barier zmiany, bo zamyka ludzi w samotności.
Jeśli ktoś wierzy, że jego problem świadczy o tym, kim jest jako człowiek, a nie o tym, z czym się
zmaga, to bardzo trudno mu sięgnąć po pomoc. Wstyd mówi: „Ukryj się”, a terapia wymaga
pokazania się takim, jakim się jest – z problemem, ale też z zasobami. Dopóki społecznie nie
zaczniemy mówić o uzależnieniu jako o doświadczeniu, a nie tożsamości, wstyd będzie trzymał ludzi z
dala od leczenia.
Wielu pacjentów trafia na terapię bardzo późno, często „pod presją”. Jaką rolę odgrywa w tym lęk
przed oceną i etykietą osoby uzależnionej?
Lęk przed oceną działa jak hamulec ręczny. Osoby z uzależnieniem od narkotyków bardzo często
latami wiedzą, że „coś jest nie tak”, ale jednocześnie robią wszystko, by nikt się o tym nie dowiedział.
Utrzymują pozory, ukrywają objawy, izolują się lub funkcjonują w podwójnym życiu. Terapia jawi się
wtedy jako moment demaskacji: przyznania się nie tylko przed terapeutą, ale często przed rodziną,
pracodawcą czy instytucjami.
W TSR mówimy, że ludzie zawsze robią to, co w danym momencie wydaje im się najlepszym
rozwiązaniem. Odkładanie terapii często nie wynika z braku chęci zmiany, ale z potrzeby ochrony
siebie przed wstydem i odrzuceniem. Paradoks polega na tym, że im dłużej ktoś zwleka, tym więcej
konsekwencji narasta i tym trudniej zrobić pierwszy krok.
Dochodzi jeszcze obawa przed byciem „wrzuconym do jednego worka”. Wielu klientów mówi: „Nie
jestem taki jak ci z ulicy”, „Ja jeszcze kontroluję”. Stygmatyzujący obraz uzależnienia sprawia, że
ludzie nie rozpoznają siebie jako kogoś, kto może skorzystać z terapii, dopóki sytuacja nie stanie się
naprawdę dramatyczna.
TSR zakłada, że problem nie definiuje człowieka. Jak etykiety typu „ćpun” czy „narkoman” wpływają na gotowość do szukania pomocy?
Etykiety są jednym z najsilniejszych generatorów wstydu. Słowo „narkoman” nie opisuje problemu –
ono definiuje człowieka. Redukuje go do jednej cechy i odbiera mu złożoność. Z perspektywy TSR to
szczególnie destrukcyjne, bo terapia opiera się na wzmacnianiu zasobów, sprawczości i poczucia
wpływu.
Osoba, która słyszy lub sama o sobie myśli w kategoriach etykiety, często dochodzi do wniosku:
„Skoro taki jestem, to po co próbować?”. Etykieta zamyka przyszłość. W praktyce widzę, że wielu
klientów unika terapii właśnie dlatego, że boi się, iż zostanie tak nazwanych – przez terapeutę, grupę,
system.
W TSR celowo używamy języka, który oddziela osobę od problemu: mówimy o „osobie używającej
substancji”, „osobie z problemem narkotykowym”, a nie o „narkomanie”. To nie jest poprawność
polityczna, tylko realne narzędzie terapeutyczne. Gdy problem przestaje definiować całą tożsamość,
pojawia się przestrzeń na zmianę.
Czy wstyd dotyczy tylko osób używających substancji, czy także ich rodzin? Jak wygląda ten mechanizm z perspektywy gabinetu terapeutycznego?
Zdecydowanie tak, a czasem jest on nawet silniejszy niż u samych osób używających. Rodziny często
wstydzą się „tego, co ludzie powiedzą”, obawiają się ocen, plotek, etykietowania jako „złej rodziny”.
Rodzice szczególnie często biorą na siebie odpowiedzialność za uzależnienie dziecka, traktując je jako
osobistą porażkę wychowawczą. W praktyce terapeutycznej widzę, że ten wstyd prowadzi do izolacji.
Rodziny nie szukają wsparcia, nie mówią o problemie, próbują radzić sobie same. To ogromnie obciąża i sprzyja wypaleniu, depresji, poczuciu bezradności. Z perspektywy TSR bardzo ważne jest, by rodzina mogła zobaczyć, że nie jest „winna”, tylko znalazła się w trudnej sytuacji, na którą wpływa wiele czynników.
Dlaczego tak trudno przyznać: „potrzebuję pomocy”, a jednocześnie łatwo mówić o innych
chorobach? Co w uzależnieniu uruchamia szczególny opór?
Uzależnienie dotyka obszaru kontroli i odpowiedzialności, które są bardzo wysoko cenione
społecznie. Przyznanie się do choroby somatycznej nie kwestionuje naszej „siły charakteru”,
natomiast uzależnienie często jest postrzegane jako jej zaprzeczenie. W przypadku uzależnienia
dochodzi jeszcze przekonanie, że „sam sobie to zrobiłem”, co bardzo wzmacnia wstyd. Narkotyki są
postrzegane jako wybór, a nie jako sposób radzenia sobie z bólem, stresem, traumą czy pustką. W
efekcie uzależnienie traktuje się jak dowód porażki charakteru, a nie sygnał, że ktoś potrzebuje
pomocy.
W TSR patrzymy na uzależnienie inaczej: jako na próbę poradzenia sobie z emocjami, stresem,
traumą czy pustką. Kiedy ktoś zaczyna widzieć swoje używanie w tym kontekście, łatwiej mu
powiedzieć: „potrzebuję innego rozwiązania”. Opór często słabnie wtedy, gdy terapia przestaje być
kojarzona z osądem, a zaczyna z poszukiwaniem nowych możliwości.
Jak język, którym mówimy o uzależnieniach w mediach i debacie publicznej, wzmacnia lub osłabia
wstyd? Co warto zmienić?
Media mają ogromną moc kształtowania narracji. Sensacyjne nagłówki, język straszenia, uproszczenia
– to wszystko wzmacnia obraz osoby uzależnionej jako zagrożenia lub patologii. Rzadko mówi się o procesie zdrowienia, o małych krokach, o ludziach, którzy funkcjonują, pracują i jednocześnie
zmagają się z uzależnieniem.
Z perspektywy TSR potrzebujemy języka, który pokazuje możliwość zmiany. Nie idealizuje, ale też nie
odbiera nadziei. Media mogą albo pogłębiać wstyd, albo pomagać go oswajać.
Co pomaga ludziom przełamać wstyd i zrobić pierwszy krok ku terapii? Czy to zawsze musi być
„moment kryzysowy”?
Najczęściej nie wielkie kampanie, ale jedno bezpieczne doświadczenie rozmowy. Ktoś, kto nie ocenia,
nie straszy, nie moralizuje. W TSR skupiamy się na budowaniu relacji opartej na szacunku i
ciekawości, a nie na diagnozie i etykietowaniu.
Pomaga też myślenie w kategoriach eksperymentu, a nie decyzji „na zawsze”. Pierwsza wizyta nie
musi oznaczać deklaracji abstynencji czy etykiety uzależnienia. Może być po prostu sprawdzeniem,
czy da się żyć inaczej. Pomaga też zmiana pytania z „co ze mną jest nie tak?” na „co chciałbym, aby
było inaczej?”. To przesunięcie z przeszłości na przyszłość często obniża poziom wstydu i pozwala
zrobić pierwszy krok.
Jaką rolę mogą odegrać terapeuci, lekarze i instytucje w odczarowywaniu terapii uzależnień? Co
realnie działa, a co tylko dobrze brzmi?
Przede wszystkim poprzez sposób kontaktu. Jeśli pierwsze doświadczenie z systemem jest pełne
ocen, formalizmu i dystansu, wstyd się pogłębia. Jeśli natomiast ktoś czuje się widziany jako człowiek,
a nie „przypadek”, pojawia się zaufanie. W TSR kładziemy nacisk na partnerstwo. Terapeuta nie jest ekspertem od życia klienta, tylko ekspertem od procesu zmiany. To ogromnie zmniejsza asymetrię i poczucie bycia ocenianym. Realnie działa język współpracy, elastyczność i skupienie na celach klienta. Dobrze brzmią hasła o „motywacji”, ale bez relacji i szacunku nie mają one dużej mocy.
Czy widzi Pani różnice pokoleniowe w podejściu do terapii uzależnień? Kto dziś wstydzi się bardziej
– młodsi czy starsi?
Tak, wyraźnie. Młodsi częściej mówią o emocjach i szybciej szukają informacji, ale bardzo boją się
etykiet i systemowych konsekwencji. Starsze pokolenia rzadziej zgłaszają się po pomoc, bo silniej
noszą w sobie przekonanie, że „trzeba sobie radzić samemu”. Wstyd jest obecny w obu grupach, ale
ma inne źródła i inną formę.
Gdyby miała Pani przekazać jedną myśl osobom, które wciąż wahają się przed terapią z powodu
wstydu – co naprawdę warto, żeby usłyszeli?
Uzależnienie od narkotyków nie mówi, kim jesteś. Mówi tylko o tym, z czym próbowałeś sobie
poradzić najlepiej, jak potrafiłeś w tamtym momencie. Terapia nie jest przyznaniem się do porażki –
jest decyzją, że chcesz poszukać lepszych rozwiązań na przyszłość. I do tego nie trzeba odwagi
większej niż ta, którą już masz, skoro czytasz i się zastanawiasz.
Dziękuję za rozmowę.
Dorota Bąk – certyfikowana specjalistka psychoterapii uzależnień, absolwentka Studium Terapii
Uzależnień Instytutu Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Z Klientami
pracuje w nurcie Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach. Jest realizatorką Programu CANDIS,
który jest ambulatoryjnym programem terapeutycznym skierowanym do osób z uzależnieniem od
przetworów konopi, realizatorką programu wcześniej interwencji FreD Goes Net skierowanego do
młodzieży używającej substancji psychoaktywnych. Ukończyła także szkolenie przygotowujące do
prowadzenia Programu Ograniczania Picia (POP) zgodnie z wymogami PARPA oraz szkolenie
Psychoterapia Uzależnień Dzieci i Młodzieży współfinansowane przez Krajowe Centrum
Przeciwdziałania Uzależnieniom. W latach 2021-2023 pracowała z młodzieżą używającą substancji
psychoaktywnych w Poradni Leczenia Uzależnień dla Dzieci i Młodzieży Mazowieckiego Centrum
Neuropsychiatrii w Warszawie. Aktualnie związana z Fundacją UNA, gdzie prowadzi terapię
indywidualną i grupową dla osób dorosłych i młodzieży zmagających się z uzależnieniem, grupy
wsparciowo-warsztatowe, warsztaty psychoedukacyjne oraz koordynuje projekty dotyczące
uzależnień.
Mogą Cię zainteresować:

“Lęk przed zmianą jest zjawiskiem naturalnym i niemal nieodłącznym w terapii uzależnień”





Dodaj komentarz