
Ponad 7600 osób z różnymi formami zaburzeń odżywiania – od anoreksji i bulimii po kompulsywne objadanie się – wzięło udział w ankiecie organizowanej przez University of Sydney. Analiza ich odpowiedzi pokazała coś, z czym medycyna musi się zmierzyć. Tysiące pacjentów oceniło konopie indyjskie i psychodeliki (takie jak psylocybina czy LSD) jako pomocne w łagodzeniu konkretnych objawów ich choroby. Efekty porównali do działania tradycyjnie przepisywanych leków przeciwdepresyjnych.
To odkrycie nie jest rekomendacją do samoleczenia, ale mocnym sygnałem od tych, którzy na co dzień mierzą się z chorobą. Konwencjonalne terapie często nie sięgają sedna ich cierpienia. Psychodeliki pojawiają się w tym kontekście jako potencjalnie nowe narzędzie psychoterapeutyczne. Pod ścisłymi medycznymi rygorami może ono pomóc w leczeniu opornych przypadków. Co na to nauka?
Lęk, który nie reaguje na tabletkę
Klasyczne leczenie zaburzeń odżywiania skupia się na stabilizacji stanu somatycznego. Normalizacji wagi i pracy nad zachowaniami żywieniowymi za pomocą psychoterapii (np. poznawczo-behawioralnej) oraz farmakoterapii, głównie lekami przeciwdepresyjnymi. Choć bywa skuteczne, dla wielu osób pozostaje niewystarczające. Wspomniane globalne badanie rzuciło światło na tę lukę. Uczestnicy często zgłaszali, że antydepresanty poprawiały ich ogólny nastrój, ale rzadko przynosiły ulgę w konkretnych objawach związanych z jedzeniem czy lękiem przed jedzeniem.
To kluczowy wgląd. Zaburzenia odżywiania, szczególnie anoreksja, to nie są proste „fanaberie” związane z wyglądem. To często głębokie zaburzenia tożsamości, mechanizmy radzenia sobie z traumą, nieprzerwanym lękiem i potrzebą kontroli w chaosie wewnętrznego świata. Sztywne, nawykowe myśli („jestem bezwartościowy, jeśli przytyję”) tworzą więzienie, z którego trudno uciec za pomocą samej rozmowy czy leku regulującego neuroprzekaźniki. Pacjenci, często intuicyjnie, szukają czegoś, co „przestawi” te głęboko zakorzenione wzorce.
Psychodeliki: nie chodzi o „odlot”, ale o „przestawienie” umysłu
Tu pojawia się hipoteza badawcza dotycząca psychodelików. W przeciwieństwie do leków przyjmowanych codziennie, substancje takie jak psylocybina podawane są eksperymentalnie raz lub kilka razy w całym procesie terapeutycznym, w ściśle kontrolowanym, medycznym otoczeniu (tzw. setting). Ich potencjalna siła nie polega na tłumieniu objawów, ale na czasowym „upłynnieniu” utrwalonych szlaków neuronalnych w mózgu.
Uczestnicy ankiety, którzy sporadycznie sięgali po psychodeliki, opisywali właśnie ten rodzaj głębokiego, wewnętrznego doświadczenia. Donosili o „doświadczeniach, które miały trwały, pozytywny wpływ, często w kontekście emocjonalnym lub egzystencjalnym”. W praktyce może to oznaczać chwilowe rozluźnienie sztywnego poczucia tożsamości, dostęp do wypartych emocji, nowe spojrzenie na relację z własnym ciałem czy traumę leżącą u podłoża choroby. To doświadczenie staje się następnie materiałem do wielotygodniowej pracy z psychoterapeutą (proces integracji). Wówczas jej celem jest włączenie tych wglądów w trwałą zmianę.
Ekspert, dr hab. n. med. Marek Balicki, psychiatra przestrzega przed entuzjazmem bez refleksji, ale potwierdza kierunek badań. „Na psychodeliki trzeba uważać, ale mogą znaleźć miejsce w medycynie. To są substancje, które mogą otworzyć pewne drzwi w terapii” – mówi. I dodaje kluczowy warunek: „Ale żeby te drzwi były owocnie wykorzystane, potrzebna jest psychoterapia. To nie jest tak, że samo zażycie psychodeliku coś lecząco załatwia”. To właśnie ścisłe połączenie farmakologicznego „katalizatora” z klasyczną pracą terapeutyczną stanowi sedno nowoczesnych badań nad psychodelikami.
Różne substancje, różne efekty
Ważne jest, by nie uogólniać. To samo globalne badanie przyniosło jasny kontrast. Podczas gdy psychodeliki i konopie były oceniane przez wielu jako pomocne, substancje takie jak alkohol, nikotyna czy kokaina były jednoznacznie oceniane jako pogarszające objawy zaburzeń odżywiania i ogólne zdrowie psychiczne. To wyraźnie pokazuje, że potencjalny efekt terapeutyczny nie jest związany z samoistnymi właściwościami „odurzania się”,. Ale z unikalnym, introspekcyjnym charakterem doświadczenia wywoływanego przez konkretne klasy substancji, takich jak klasyczne psychodeliki.
Konopie indyjskie, również wysoko oceniane w ankiecie (szczególnie w kontekście poprawy przyjemności z jedzenia u osób z anoreksją), prawdopodobnie działają na innej zasadzie. Głównie przez redukcję lęku i stymulację apetytu.
Stan badań: obiecująca ścieżka, ale nie gotowe leczenie
Wyniki ankiety, choć niezwykle ważne jako głos pacjentów i mapa ich doświadczeń, nie są dowodem naukowej skuteczności. To tzw. badanie obserwacyjne, które pokazuje korelacje, ale nie udowadnia przyczynowości. Mogą na nie wpływać błędy pamięci, oczekiwania czy fakt, że osoby, które sięgnęły po psychodeliki, były z innych przyczyn bardziej skłonne do pozytywnej zmiany.
Dlatego nauka idzie krok dalej. Jak czytamy w podsumowaniu badania, „badacze zamierzają teraz przejść od badań ankietowych do kontrolowanych prób klinicznych, na przykład badając psilocybinę w leczeniu anoreksji nervosa”. To jedyna droga, by ocenić rzeczywistą skuteczność, optymalne dawki, protokoły i – co najważniejsze – profile bezpieczeństwa. Dr Marek Balicki podsumowuje to ostrożnie, ale z nadzieją: „To jest bardzo obiecujący kierunek badań. Zaburzenia odżywiania, zwłaszcza jadłowstręt psychiczny, są niezwykle trudne w leczeniu. Jeśli psychodeliki okażą się pomocne, to będzie przełom”.
Nowa narracja o leczeniu
Głos tysięcy pacjentów z globalnej ankiety jest przede wszystkim wołaniem o leczenie, które dotyka źródła cierpienia, a nie tylko jego powierzchniowych objawów. Psychodeliki, badane w renomowanych ośrodkach, nie są proponowane jako magiczna pigułka na anoreksję. Są badane jako potencjalnie potężny katalizator psychoterapii. Który może – w rękach wykwalifikowanych specjalistów – pomóc osobom w głębokim kryzysie przepracować traumę, rozluźnić sztywną tożsamość i odzyskać bardziej współczujący kontakt z własnym ciałem.
Jak przypomina dr Balicki, droga do ewentualnego włączenia ich do arsenału terapeutycznego jest długa i wymaga najwyższej staranności. Jednak samo pojawienie się tej ścieżki badań zmienia narrację: z perspektywy karania i stygmatyzacji osób z zaburzeniami odżywiania, na perspektywę poszukiwania dla nich głębokich, osobistych i skutecznych form wyzdrowienia.
Mogą Cię zainteresować:






Dodaj komentarz