
Jedenastoletnia dziewczynka, która nie zasypia, dopóki nie usłyszy, że ojciec bezpiecznie wrócił do domu. Albo czternastolatka, która przed wyjściem do szkoły sprawdza, czy matka śpi na boku, by się nie zachłysnąć. To nie sceny z dramatu, a codzienność wielu dziewczynek wychowujących się w rodzinach, gdzie alkohol rządzi emocjami. Stają się one „małymi dorosłymi” – osobami, które wiedzą więcej, niż powinny, i martwią się sprawami, które nie są ich zmartwieniami. Ten przedwczesny ciężar odpowiedzialności ma nazwę: parentyfikacja.
Szybki “kurs” dorastania
Parentyfikacja to odwrócenie ról w rodzinie, w której dziecko – najczęściej nieświadomie i pod presją okoliczności – przejmuje funkcje rodzica: emocjonalne, opiekuńcze, a nawet materialne. Nie chodzi o zwykłą pomoc w domu, lecz o systematyczne, nadmierne obciążenie dorosłymi obowiązkami i emocjonalnymi dylematami, które przerastają możliwości rozwojowe młodego człowieka.
Parentyfikację definiuje się w psychologii jako sytuację, w której dziecko jest zmuszone przejąć rolę i odpowiedzialność rodzica, kosztem własnych potrzeb rozwojowych. To proces zatarcia granic między pokoleniami, w którym dziecko staje się emocjonalnym lub instrumentalnym oparciem dla dorosłych. Skutkuje to zahamowaniem autonomii, trudnościami w budowaniu zdrowych relacji oraz przeświadczeniem, że własna wartość zależy wyłącznie od tego, co się daje innym.
W rodzinie z problemem alkoholowym ten mechanizm uruchamia się niemal automatycznie. Chaos i nieprzewidywalność, jakie niesie ze sobą uzależnienie, tworzą próżnię odpowiedzialności. Któreś z dzieci – często najstarsza lub najbardziej wrażliwa córka – instynktownie próbuje tę próżnię wypełnić.
Dwie twarze parentyfikacji
Gdy pije ojciec, a matka wykazuje objawy współuzależnienia, tworzy się klasyczny trójkąt emocjonalny. Córka staje się w nim pocieszycielką, sojuszniczką i powierniczką matki. Słucha jej skarg, jest świadkiem łez, otrzymuje zwierzenia o intymnych problemach małżeńskich. Psycholog Krzysztof Rusiniak zauważa: „Jeśli ojciec jest agresywny, to [dziecko] może bronić matki i stawiać siebie w roli dorosłego. (…) Dziecko powinno być dzieckiem. Sytuacja życiowa, która wymaga od dziecka, by ponosiło odpowiedzialność za błędy dorosłych, pozbawia dziecko szansy na rozwój we własnym tempie. Poza tym, to jest nie fair. Dzieci nie mają narzędzi, bagażu doświadczeń, by mierzyć się z takimi dylematami”.
Dziewczynka uczy się wtedy, że jej rolą jest łagodzić cierpienie innych kobiet i chronić je przed mężczyznami. Jednocześnie, jak dodaje psycholog Anna Prokop: „Dziecko obserwuje otoczenie i zachowuje się tak, by nie oberwać. Ich postępowanie jest zależne od tego, w jakim nastroju jest mama”. Ta nieustanna czujność i dostosowywanie się to praca na pełen etat.
Kiedy to matka jest uzależniona od alkoholu, a ojciec stara się ją ratować lub – co częstsze – jest nieobecny, parentyfikacja przybiera bardziej namacalny wymiar. Córka przejmuje praktyczną kontrolę nad domem: gotuje, sprząta, robi zakupy, pilnuje młodszego rodzeństwa, a często również opiekuje się samą pijaną matką – pomaga jej dojść do łóżka, sprząta wymioty, próbuje ukryć stan rodzicielki przed światem. Staje się „małą mamą”. Jej dzieciństwo zostaje zastąpione listą obowiązków, a kobiecość kształtuje się wokół poświęcenia i obowiązku.
Jak opisuje to Anna Prokop: „Gdy spotykam w gabinecie córki kobiet uzależnionych, to często są to takie uczynne osoby, dobre dusze, które wszystkim pomogą, o sobie nie pomyślą wcale, a pod tym wszystkim kryje się potworna pustka. (…) Jest zaprogramowane na potrzeby innych, zatem będzie postępowało tak, by nie być obciążeniem, a nie tak, jak tego potrzebuje”*. Ta „pustka” to właśnie miejsce, gdzie miały mieszkać jej niezaspokojone dziecięce potrzeby: na bezpieczeństwo, zabawę, bezwarunkową miłość.
Utracone dzieciństwo, utracona tożsamość
Niezależnie od konfiguracji, skutki są zatrważająco podobne. Parentyfikowana córka wypracowuje przekonanie, że jej wartość jest uwarunkowana – zależy od tego, jak dobrze służy, pomaga, zarządza kryzysami. Jej własne potrzeby, marzenia i granice schodzą na dalszy plan, aż w końcu całkowicie zanikają. To prowadzi do utrwalenia schematu, który psychologowie nazywają „schematem samopoświęcania”.
W dorosłym życiu ten schemat odtwarza się w relacjach. Córki z rodzin alkoholowych często nieświadomie wybierają partnerów, którzy potrzebują opieki – są uzależnieni, emocjonalnie niedostępni lub wymagający. Anna Prokop potwierdza: „Córki [z rodzin alkoholowych] często wiążą się z osobami uzależnionymi albo toksycznymi, bo mogą zająć się drugą osobą, zamiast swoimi potrzebami. Tylko tak potrafią postępować”. Relacja, w której można się poświęcać, jest dla nich znana i bezpieczna, nawet gdy jest bolesna. Paradoksalnie, równoprawny, partnerski związek może budzić lęk – bo nie wiedzą, jak w nim funkcjonować, gdy nikt nie wymaga ciągłej troski.
Macierzyństwo staje się dla nich polem minowym. Z jednej strony mogą odtwarzać wzorzec nadopiekuńczości, przerzucając na dziecko własne niespełnione potrzeby. Z drugiej strony, często towarzyszy im paraliżujący lęk. „Córki zpewnością przeżywają lęk, że skrzywdzą swoje dziecko” – mówi Prokop. „Często ten lęk prowadzi do tego, że kobiety rezygnują z macierzyństwa, bo są przekonane, że ciąży na nich fatum”. Gdy jednak decydują się na dziecko, mogą doświadczać tzw. „wtargnięć” – nagłych, intensywnych wspomnień emocjonalnych z własnego dzieciństwa, które powracają w analogicznych sytuacjach opieki nad własnym dzieckiem.
Oddanie ciężaru, który nigdy nie był nasz
Uzdrowienie z parentyfikacji to mozolny proces „oddawania” – symbolicznego zwrotu rodzicom odpowiedzialności za ich życie, wyborów i emocje. To nauka rozpoznawania własnych, głęboko ukrytych potrzeb i przyzwolenie sobie na to, by je zaspokajać. To wreszcie zrozumienie, że prawdziwa siła nie polega na dźwiganiu cudzych krzyży, ale na postawieniu zdrowych granic i zatroszczeniu się o wewnętrzne dziecko, które wciąż czeka na swoją kolej.
Te „małe dorosłe” noszą w sobie dzieci, które nigdy nie mogły być po prostu dziećmi. Ich odważna droga do siebie to nie tylko naprawianie osobistych losów, ale też przerywanie transgeneracyjnego przekazu cierpienia. Pierwszym krokiem jest nazwanie rzeczy po imieniu: to nie była twoja wina i nie był to twój ciężar do dźwigania. A teraz, po latach, możesz wreszcie odłożyć go na ziemię.
Mogą Cię zainteresować:

„Picie na pusty żołądek” — jak jedzenie wpływa na upojenie i negatywne skutki picia alkoholu





Dodaj komentarz