
Każdy, kto kiedykolwiek był na imprezie studenckiej, zna tę „mądrość”. To szeptana między drinkami rada, półżartobliwy trik: „Nie jedz przed wyjściem, szybciej ci uderzy”. Albo, w wersji dla dbających o linię: „Opuszczam kolację, bo i tak wypiję te kalorie wieczorem”. To przekonanie wydaje się tak powszechne, niewinne, niemal sprytne – ekonomiczne zarządzanie kaloriami i portfelem. Punktujemy sobie pusty żołądek jak strategię. Jednak współczesna nauka o zdrowiu publicznym patrzy na to zupełnie inaczej. To, co w kulturze picia uchodzi za życiowy hack, jest w rzeczywistości udokumentowanym, ryzykownym wzorcem zachowań, który ma swoją nazwę i ponure statystyki. To nie jest sprytne picie. To Food and Alcohol Disturbance (FAD).
Czym jest FAD? Więcej niż „drunkoreksja”
FAD to naukowy, parasolowy termin, który obejmuje całe spektrum zachowań łączących kontrolę jedzenia z piciem alkoholu. Obejmuje on celowe pomijanie posiłków przed lub w trakcie picia. Ograniczanie kalorii „na zapas”, by „zrobić miejsce” na te z alkoholu. Kompensowanie spożytego alkoholu poprzez późniejsze głodówki, intensywne ćwiczenia czy nawet prowokowanie wymiotów.
Kluczowe jest tu wyraźne odróżnienie: FAD nie jest samodzielnym zaburzeniem odżywiania w klasycznym sensie. Jego motywacja jest dwojaka i zewnętrzna: albo chodzi o szybsze upojenie, albo o kontrolę wagi. Dlatego nauka odchodzi od chwytliwego, ale mylącego terminu „drunkoreksja” (czy „alkoreksja”). Sugeruje on bowiem, że mamy do czynienia z nowym podtypem anoreksji, podczas gdy FAD jest raczej nieadaptacyjną strategią radzenia sobie z dwoma odrębnymi presjami: kulturowym przymusem intensywnego picia i kulturowym przymusem bycia szczupłym.
“Wszyscy tak robią”
Zainteresowanie nauki FAD narodziło się naturalnie w środowisku amerykańskich kampusów, gdzie kultura „binge drinking” spotyka się z wysoką częstością zaburzeń obrazu ciała. Przez lata utrwalił się więc mit, że to problem wyłącznie młodych, zamożnych kobiet na studiach. Nic bardziej mylnego. Badania z ostatnich lat konsekwentnie burzą ten stereotyp.
Brytyjskie badanie z 2025 roku na dorosłych w wieku 18-53+ lat pokazało, że aż 69% osób pijących alkohol angażowało się w co najmniej jedno zachowanie FAD w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Co szokujące, w najstarszej grupie (53+ lat) odsetek ten sięgał 47%. Również wśród włoskich nastolatków (badanie z 2024 r.) co czwarty licealista przyznawał się do takich praktyk. FAD nie jest więc ani przejściową modą, ani problemem niszowej subkultury. To powszechny, niezauważony wzorzec, który towarzyszy nam w różnych etapach życia.
„W mojej grupie to po prostu było wiadome. Jeśli idziesz na imprezę i chcesz się dobrze bawić, a nie wydać pół stypendium na drinki, to nie jesz kolacji. To była taka niepisana zasada ekonomii i skuteczności. Po co marnować kalorie i kasę na jedzenie, skoro możesz poczuć ten sam efekt od jednego piwa mniej? Na drugim roku nawet robiliśmy z tym zawody – kto dłużej wytrzyma bez jedzenia przed wyjściem, a potem kto szybciej „poczuje”. Problem zaczął się wtedy, gdy te imprezy przestały być tylko weekendowym odpustem. Zdarzało mi się opuszczać lunch przed jakimś spotkaniem przy piwie po zajęciach, bo wiedziałem, że jak zjem, to będę musiał kupić dwa razy tyle, żeby się rozluźnić. A potem było już tylko gorzej – budziłem się po takich wieczorach i nie pamiętałem połowy rozmów. Raz upadłem i rozciąłem sobie brew. Mama myślała, że się pobiłem. Wtedy zacząłem się zastanawiać, czy ten „trik” na oszczędność i lepszą zabawę nie jest po prostu głupim hazardem ze swoją przytomnością.” Marek 23 lata
Być „bardziej pijanym” i „bardziej szczupłym”
W FAD działają dwa odrębne mechanizmy, które często się przeplatają:
- FAD-intoxication: Ograniczam jedzenie, żeby alkohol „uderzył szybciej i mocniej”. Chcę być bardziej pijany przy mniejszym koszcie (dosłownie i w przenośni).
- FAD-calories: Ograniczam jedzenie, bo boję się przytyć od kalorii z drinków. Chcę być szczuplejszy, nie rezygnując z picia.
Badania wskazują, że to pierwszy mechanizm – dążenie do intensywniejszego upojenia – wiąże się z większym ryzykiem bezpośrednich szkód. Fizjologia jest prosta: alkohol wchłania się najszybciej w pustym żołądku, omijając opóźniające ten proces pokarmy. Skutek? Szybszy wzrost stężenia alkoholu we krwi, ostrzejsze i mniej kontrolowane upojenie.
Najbardziej przekonujących danych dostarczają tzw. badania dzienne (ecological momentary assessment), gdzie uczestnicy na bieżąco raportują swoje zachowania. Pokazują one nieubłaganą logikę FAD. W dni, gdy osoba stosuje restrykcje pokarmowe przed piciem. Nie pije znacząco więcej alkoholu w porównaniu do dni, gdy je normalnie. Doświadcza jednak silniejszego subiektywnego upojenia – czuje się „bardziej pijana”. Znacznie częściej doświadcza ostrych, negatywnych konsekwencji tego samego dnia: od wypadków, urazów i przemocy, przez ryzykowne zachowania seksualne, po cięższe kace i utraty przytomności.
Kluczowy wniosek jest taki: przy FAD liczy się nie tylko „ile”, ale „jak”. Ten sam numer drinków, wypity na pusty żołądek, staje się groźniejszy. To nie ilość alkoholu, a sposób jego konsumpcji generuje dodatkowe ryzyko.
Głód i niezadowolenie: psychologiczne korzenie FAD
FAD nie istnieje w próżni. Jest głęboko zakorzeniony w kontekście psychologicznym i społecznym. Silnie wiąże się z niezadowoleniem z ciała i wewnętrzną presją bycia szczupłym. Różnice płciowe istnieją (kobiety częściej motywują się kontrolą kalorii, mężczyźni – wzmocnieniem upojenia), ale problem dotyka obu płci. W kulturze, która z jednej strony gloryfikuje „beztroską imprezowość”, a z drugiej – szczupłość jako synonim sukcesu i samokontroli, FAD staje się perwersyjną strategią pogodzenia tych dwóch, sprzecznych oczekiwań. Często bywa też nieadaptacyjnym sposobem na regulowanie napięcia i lęku – zarówno przed przytyciem, jak i przed byciem „nie dość rozluźnionym” na imprezie.
„U mnie to nigdy nie było o szybszym upojeniu. To zawsze było i jest o kontroli. W moim świecie biznesowe lunche, kolacje z klientami, networking przy winie – to chleb powszedni. A ja całe życie walczę z wagą i mam w głowie ten wyświetlacz kalorii. Kiedy w kalendarzu widzę wieczorne spotkanie, gdzie wiem, że będzie wino, automatycznie odpuszczam śniadanie i obiad. Kalkuluję: 'Dobrze, ten kieliszek to około 120 kcal. Jeśli wypiję trzy, to muszę „znaleźć” na nie 360 kcal w ciągu dnia’. To nie jest impreza, na której mogę się urżnąć. To jest wydarzenie, na którym muszę być świetnie wyglądająca, ostrożna i skoncentrowana. A jednocześnie nie mogę odmówić drinka, bo to urazi klienta. Więc moją jedyną strategią jest stworzenie deficytu kalorycznego z góry. Czuję się z tym okropnie – to jak bycie w ciągłej wojnie z samą sobą. Z jednej strony presja bycia perfekcyjną, szczupłą profesjonalistką, z drugiej – oczekiwania społeczne. Mój trening na siłowni nie jest już dla zdrowia, tylko po to, żeby 'spalić’ wczorajszego szampana. To nie jest życie, to jest księgowanie kalorii z lękiem w tle.” Karolina, 37 lat
FAD to nie „nowa anoreksja”
To kluczowy punkt. Nadanie FAD etykiety „-reksji” jest medialnie nośne, ale naukowo i klinicznie szkodliwe. Anoreksja jest zaburzeniem psychicznym o złożonej etiologii, gdzie chudość jest celem samym w sobie, a jedzenie – obszarem patologicznej kontroli. W FAD jedzenie jest instrumentem do osiągnięcia innych celów: szybszego upojenia lub uniknięcia przytycia przy okazji picia. Mylenie tych pojęć grozi bagatelizowaniem powagi obu zjawisk. Termin Food and Alcohol Disturbance jest uczciwszy – precyzyjnie opisuje zaburzoną relację między dwoma zachowaniami, bez nieuprawnionego wpisywania jej w ramy znanych patologii.
Oprócz wspomnianego wyższego ryzyka bezpośrednich urazów i wypadków, FAD niesie inne zagrożenia. Szybsze i cięższe zatrucia alkoholowe, które mogą skończyć się w izbie przyjęć. Kumulację szkód krótkoterminowych, która niszczy zdrowie fizyczne (od układu pokarmowego po neurologiczny) i psychiczne (poczucie wstydu, lęk). W dłuższej perspektywie – utrwalenie niebezpiecznego sprzężenia między jedzeniem a substancjami, które może torować drogę zarówno do zaburzeń odżywiania, jak i problemów z alkoholem.
Rozbrojenie mitu
Powróćmy więc do punktu wyjścia – do „sprytnego” triku na pusty żołądek. Mit ten jest tak trwały, bo oferuje pozorne rozwiązanie: maksymalizację przyjemności przy minimalnym koszcie (finansowym i kalorycznym). Nauka pokazuje jednak jego drugie, ciemne oblicze: jest to strategia, która maksymalizuje ryzyko, wystawiając nas na szybsze zatrucie i jego gwałtowne konsekwencje.
FAD to nie moda ani wybór stylu życia. To mierzalny wzorzec behawioralny o mierzalnych, negatywnych skutkach. Jego demitologizacja nie wymaga moralizowania ani straszenia. Wystarczy trzeźwa (nomen omen) prezentacja faktów: kiedy następnym razem pomyślisz o opuszczeniu posiłku przed wieczorem z drinkami, wiedz, że nie optymalizujesz zabawy. Podejmujesz konkretną, ryzykowną decyzję o tym, jak ten alkohol na ciebie podziała. Prawdziwy spryt polega na tym, by wybrać rozwiązanie, w którym stracisz najmniej. W tym przypadku – najmniej zdrowia.
Mogą Cię zainteresować:

„Picie na pusty żołądek” — jak jedzenie wpływa na upojenie i negatywne skutki picia alkoholu





Dodaj komentarz