Przejdź do treści głównej
Pięć osób brzęczy kieliszkami czerwonego i białego wina nad stołem zastawionym talerzami z jedzeniem, butelką wina i bukietem kwiatów, widzianych z góry.
10 października 2025

„Jedna lampka wina jeszcze nikomu nie zaszkodziła”. „Moja mama piła i nic mi nie jest”. „Lekarz powiedział, że od czasu do czasu można”. Te zdania wracają w rozmowach o alkoholu z niemal żelazną regularnością. Są wygodne, oswajające lęk i pozwalające zachować poczucie kontroli. Problem polega na tym, że są bardzo niebezpieczne. Oto dowody na to, że nie istnieje bezpieczna dawka alkoholu, a jeden kieliszek może zaszkodzić. I to bardzo.

Skąd wziął się pomysł, że „trochę nie szkodzi”

Przekonanie, że małe ilości alkoholu są nieszkodliwe, a czasem wręcz korzystne, nie wzięło się znikąd. Przez dekady alkohol był postrzegany jako element codziennego życia, a nie substancja psychoaktywna o udokumentowanym działaniu toksycznym. Piwo miało „przepłukiwać nerki”, czerwone wino „chronić serce”, a kieliszek przed snem „pomagać się rozluźnić”.

Problem polega na tym, że wiele z tych przekonań opiera się na przestarzałych interpretacjach badań albo na uproszczeniach, które dawno straciły naukowe uzasadnienie, ale świetnie zakorzeniły się w kulturze.

Wino na serce, czyli jak powstał mit zdrowego alkoholu

Jednym z najczęściej przywoływanych argumentów na rzecz „bezpiecznego” lub wręcz „korzystnego” picia alkoholu jest tzw. francuski paradoks. W latach 80. i 90. XX wieku zauważono, że we Francji, mimo diety bogatej w tłuszcze nasycone, wskaźniki choroby niedokrwiennej serca były relatywnie niskie. Szybko powiązano ten fakt z regularnym spożyciem czerwonego wina, które miało rzekomo chronić układ krążenia. Wnioski były kuszące: niewielkie ilości alkoholu mogą działać ochronnie na serce.

Problem w tym, że była to interpretacja oparta na korelacji, a nie na związku przyczynowo-skutkowym. Wczesne badania obserwacyjne nie kontrolowały wielu kluczowych zmiennych. Osoby określane jako „umiarkowanie pijące” różniły się od abstynentów nie tylko ilością wypijanego alkoholu, ale całym stylem życia. Częściej miały wyższe wykształcenie i dochody, lepszy dostęp do opieki zdrowotnej, zdrowszą dietę, większą aktywność fizyczną i niższy poziom przewlekłego stresu. Alkohol był jednym z elementów tej układanki — i wcale nie najważniejszym.

Dodatkowym problemem był sposób definiowania abstynencji. W wielu badaniach do grupy „niepijących” włączano osoby, które przestały pić z powodu choroby. W efekcie grupa abstynentów miała gorszy stan zdrowia już na starcie, co sztucznie zawyżało „korzyści” obserwowane u pijących umiarkowanie. Ten błąd metodologiczny, znany dziś jako sick quitter bias, przez lata zniekształcał wyniki analiz.

Kiedy zaczęto stosować lepsze metody badawcze — oddzielać osoby, które nigdy nie piły, od tych, które przestały pić, oraz kontrolować czynniki społeczne i zdrowotne — rzekomy efekt ochronny alkoholu zaczął znikać. Duże metaanalizy z ostatnich kilkunastu lat pokazują, że każda ilość alkoholu wiąże się ze wzrostem ryzyka zdrowotnego, także w odniesieniu do chorób układu krążenia. Jeśli w niektórych analizach pojawiają się minimalne „korzyści”, można je w całości wyjaśnić innymi elementami stylu życia, a nie samym alkoholem.

Innymi słowy: to nie wino chroniło serce, lecz warunki życia ludzi, którzy je pili. Alkohol był tylko dodatkiem do historii, którą przez lata opowiadano w sposób zbyt prosty — i zbyt optymistyczny.

Alkohol jako substancja, nie jako obyczaj

Z biologicznego punktu widzenia alkohol jest toksyną. Organizm nie wykorzystuje go do żadnych procesów życiowych. Traktuje go jak truciznę, którą trzeba jak najszybciej zneutralizować i usunąć.

Nie istnieje dawka alkoholu, która byłaby dla organizmu obojętna. Istnieją tylko dawki, przy których szkody są mniejsze, trudniejsze do zauważenia lub odsunięte w czasie. To ogromna różnica, choć w języku potocznym często się ją zaciera.

“Mitem jest myślenie, że picie alkoholu często, ale w małych ilościach, nie niesie za sobą konsekwencji. Nawet jeśli nie mamy kaca, nie tracimy nad sobą panowania pod wpływem alkoholu, a jest nam wyłącznie przyjemnie i luźno, to nie znaczy, że organizm nie odczuwa szkodliwego jego wpływu. Alkohol niesie za sobą ryzyko uzależnienia, cierpienia i utraty życia. Od innych substancji różni się tym, że jest legalny.” – mówi Edyta Szafran, certyfikowany specjalista psychoterapii uzależnień.

„Nic mi nie jest” to nie dowód

Jednym z najsilniejszych argumentów podtrzymujących mit „jednego kieliszka” jest osobiste doświadczenie. Skoro ktoś pił, a nie zachorował, skoro „wszyscy pili i żyją”, to znaczy, że ryzyko było iluzoryczne.

Jak wyjaśnia ekspertka, “alkohol to substancja, która działa szkodliwie na niemal wszystkie narządy i tkanki, wpływając zarówno na nasze zdrowie fizyczne, jak psychiczne. Konsekwencją codziennego picia nawet niedużej dawki alkoholu mogą być np. problemy ze snem – jego jakość pogarsza się. To nie będą typowe skutki jednorazowego przedawkowania alkoholu, więc trudniej jest skojarzyć przyczynę z dolegliwością. Zresztą co oznacza niewielka ilość?  Dla jednej osoby to lampka wina lub jedno piwo, a dla innej 3 piwa,  prawie butelka białego wina lub trzy mocne drinki.”

Alkohol zwiększa ryzyko nowotworów, chorób wątroby, nadciśnienia, zaburzeń snu i problemów psychicznych w sposób statystyczny, a nie spektakularny. To, że szkody nie są widoczne od razu, nie oznacza, że ich nie ma.

Alkohol i mózg — konkrety, nie mity

To nie teoria, że nawet małe ilości alkoholu nie są obojętne dla mózgu. Najnowsze badania oparte na dużych próbach wskazują, że nawet regularne spożycie niewielkich porcji alkoholu wiąże się z dyskretnymi, ale wymiernymi zmianami w strukturze i funkcjonowaniu mózgu.

Analiza danych z bazy UK Biobank obejmująca ponad 36 000 dorosłych wykazała, że osoby spożywające alkohol — nawet w ilości odpowiadającej jednemu drinkowi dziennie — miały zmniejszoną objętość mózgu, co naukowcy porównali z efektem pół roku przyspieszonego starzenia mózgu w porównaniu z abstynentami. Zmniejszenie dotyczyło zarówno istoty szarej, jak i białej, co jest powiązane z pogorszeniem pamięci, przetwarzania informacji i funkcji wykonawczych.

Inne duże badanie potwierdziło, że alkohol spożywany nawet w umiarkowanych ilościach jest negatywnie związany z objętością mózgu i mikrostrukturą tkanki nerwowej — co może oznaczać zwiększone ryzyko problemów z pamięcią i koordynacją.

Co więcej, najnowsze analizy populacyjne sugerują, że nie istnieje „progu bezpieczeństwa” dla mózgu — każda ilość alkoholu wiąże się z wyższym ryzykiem demencji i pogorszenia funkcji poznawczych.

I to nie tylko statystyka. Alkohol zmienia komunikację między neuronami, zaburza procesy zapamiętywania i oceny ryzyka, a nawet krótkotrwałe, „drobne” dawki wpływają na pamięć, równowagę i impulsywność.

Mit jednego kieliszka

W przypadku ciąży mit „jednego kieliszka” staje się szczególnie niebezpieczny, bo konsekwencje ponosi ktoś, kto nie ma żadnego wyboru. Ale ciąża nie tworzy problemu od zera — ona tylko obnaża sposób myślenia o alkoholu jako czymś zasadniczo nieszkodliwym.

Jeśli przez lata uczymy się, że „trochę można”, że „wszystko jest dla ludzi”, że „liczy się umiar”, to nic dziwnego, że te same schematy przenoszone są na okres ciąży, choroby czy rekonwalescencji.

Mit „jednego kieliszka” pełni ważną funkcję psychologiczną. Pozwala zachować obraz siebie jako osoby racjonalnej i odpowiedzialnej, nawet wtedy, gdy wiedza naukowa mówi coś innego. Zdejmuje z nas konieczność konfrontacji z niewygodnym faktem: że alkohol nie jest neutralny, nawet w małych ilościach.

Jest też wygodny społecznie. Nie zmusza do zmiany obyczajów, nie psuje rytuałów, nie stawia trudnych pytań o normy kulturowe. Stanowisko medycyny w tej sprawie jest dziś jednoznaczne: nie istnieje bezpieczna dawka alkoholu. Każda ilość wiąże się z ryzykiem, a różnica polega jedynie na jego skali i czasie ujawnienia się skutków.

W przypadku alkoholu nie da się wyznaczyć granicy, poniżej której przestaje on szkodzić. Da się tylko zdecydować, jakie ryzyko jesteśmy gotowi zaakceptować — i kto będzie ponosił jego konsekwencje.

Zostaw swój komentarz:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mogą Cię zainteresować:

Spotkanie bezpłatnej grupy terapeutycznej

Dlaczego terapia grupowa jest potężnym narzędziem w leczeniu każdego uzależnienia?

Smutna kobieta je tort na kanapie

Nutripsychiatria. Czy leczenie zaburzeń odżywiania powinno zaczynać się od ciała?

Otwarty notatnik z odręcznymi notatkami leży na biurku obok różowego etui z pojedynczą białą bezprzewodową słuchawką douszną. Filiżanka herbaty jest częściowo widoczna w lewym dolnym rogu.

Jak terapeutyczne pisanie pomaga w leczeniu uzależnień?

Kobieta z długimi brązowymi włosami stoi na zewnątrz w świetle słonecznym, z zamkniętymi oczami i uśmiechem, wyglądając na zrelaksowaną i zadowoloną. Tło jest wypełnione rozmytymi zielonymi drzewami i jasnym światłem.

Po rzuceniu palenia nie musisz rzucać się na jedzenie. Jest na to prosty sposób

The owner of this website has made a commitment to accessibility and inclusion, please report any problems that you encounter using the contact form on this website. This site uses the WP ADA Compliance Check plugin to enhance accessibility.