Przejdź do treści głównej

“Jedna dobra rozmowa bywa skuteczniejsza niż dziesięć kazań”. O błędach, które niechcący zachęcają do używania marihuany

mężczyzna pali jointa marihuana uzaleznienie
31 stycznia 2026

Większość bliskich, którzy próbują „uchronić” kogoś przed sięganiem po marihuanę, robi to z troski, strachu i dobrych intencji. Problem w tym, że dobre intencje nie zawsze prowadzą do dobrych efektów. Straszenie, kontrolowanie, moralizowanie czy porównywanie do innych często nie tylko nie zniechęca do eksperymentowania, ale wręcz je wzmacnia. Z perspektywy terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach kluczowe pytanie nie brzmi: jak skuteczniej zniechęcić, ale: jak nie odebrać drugiej osobie poczucia wpływu, odpowiedzialności i wyboru. Poniżej Dorota Bąk, terapeutka uzależnień, podpowiada, w jaki sposób niektóre popularne strategie „motywowania” działają dokładnie odwrotnie, niż byśmy chcieli — i dlaczego relacja jest ważniejsza niż racja.

Redakcja: Jakie zachowania bliskich, choć mają pomóc, w praktyce zwiększają opór lub ciekawość wobec marihuany?

Dorota Bąk: Jednym z najczęstszych błędów popełnianych przez bliskich jest przekonanie, że im silniej będą naciskać, tym większą szansę będą mieli na „uratowanie” drugiej osoby. W praktyce jednak zachowania oparte na presji, kontroli i jednostronnym przekazie bardzo często przynoszą efekt odwrotny. Z perspektywy Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach kluczowe jest to, że człowiek zmienia się wtedy, gdy widzi sens zmiany z własnego punktu widzenia, a nie wtedy, gdy ktoś próbuje go do niej zmusić.

Do zachowań zwiększających opór należą przede wszystkim nachalne wypytywanie, ciągłe sprawdzanie, przeszukiwanie rzeczy osobistych czy telefonów. Nawet jeśli intencją jest troska, odbiór po drugiej stronie bywa zupełnie inny: „nie ufasz mi”, „traktujesz mnie jak dziecko”, „muszę się bronić”. W takiej atmosferze marihuana – lub sama myśl o niej – może stać się symbolem autonomii, wolności i buntu, a nie realnej potrzeby czy problemu.

Kolejnym zachowaniem jest nadmierne skupienie się wyłącznie na substancji, z pominięciem osoby. Gdy rozmowy krążą tylko wokół „trawki”, a nie wokół życia, emocji, stresów czy marzeń danej osoby, pojawia się poczucie bycia zredukowanym do jednego tematu. To sprzyja zamknięciu się, a ciekawość marihuany może wzrosnąć jako forma ucieczki od ciągłej krytyki.

Często spotykam się też z „profilaktyką poprzez demonizowanie”. Opowiadanie drastycznych historii, wyolbrzymianie skutków, straszenie uzależnieniem od pierwszego użycia – to wszystko może wzbudzać ciekawość: „skoro to takie straszne, to chcę zobaczyć, jak jest naprawdę”. Szczególnie u młodych osób, które naturalnie testują granice, taki przekaz traci wiarygodność.

Z perspektywy TSR kluczowe pytanie brzmi: czy moje zachowanie wzmacnia poczucie wpływu i odpowiedzialności drugiej osoby, czy je odbiera? Jeśli odbiera – nawet najlepsze intencje mogą zwiększać opór i ciekawość, zamiast ją zmniejszać.

Kiedy rozmowy o „zagrożeniach” przestają działać? Po czym poznać, że straszenie i moralizowanie przynosi efekt odwrotny?

Rozmowy o zagrożeniach same w sobie nie są błędem – problem pojawia się wtedy, gdy stają się jedyną formą komunikacji. Z perspektywy terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach wiemy, że ludzie nie podejmują trwałych zmian dlatego, że się boją, ale dlatego, że widzą dla siebie lepszą alternatywę. Straszenie działa krótko albo wcale, zwłaszcza jeśli osoba nie identyfikuje się z przedstawianymi konsekwencjami.

Pierwszym sygnałem, że moralizowanie przestaje działać, jest zamykanie rozmowy: krótkie odpowiedzi, zmiana tematu, ironia, przewracanie oczami. To znak, że rozmówca nie przetwarza treści, tylko broni się przed nią. Często pojawia się też racjonalizowanie: „inni palą i żyją”, „to tylko zioło”, „alkohol jest gorszy”. Im więcej argumentów po drugiej stronie, tym bardziej utwierdzamy ją w jej pozycji.

Kolejnym sygnałem jest pogorszenie relacji. Gdy rozmowy o zagrożeniach prowadzą do kłótni, napięcia lub unikania kontaktu, warto się zatrzymać. Z punktu widzenia TSR relacja jest narzędziem zmiany. Osoba, która czuje się oceniana, rzadko chce słuchać. Straszenie przynosi efekt odwrotny także wtedy, gdy nie uwzględnia kontekstu życia danej osoby. Jeśli ktoś doświadcza stresu, samotności czy presji i słyszy jedynie o „skutkach ubocznych”, marihuana może jawić się jako coś, co pomaga „tu i teraz”, niezależnie od długofalowych zagrożeń. Wtedy moralizowanie brzmi jak niezrozumienie.

Jakie etykiety i komunikaty najbardziej oddalają od zmiany, zamiast do niej przybliżać?

Etykiety są jednymi z najsilniejszych demotywatorów, ponieważ definiują osobę, a nie zachowanie. Komunikaty typu „skończysz jako narkoman”, „masz skłonności do uzależnień”, „jesteś słaby” zamykają przestrzeń na zmianę. Z perspektywy TSR zmiana jest możliwa zawsze, natomiast etykieta sugeruje, że problem jest „w tobie”, a nie w konkretnej sytuacji czy wyborze. Szczególnie szkodliwe są komunikaty przewidujące przyszłość w sposób jednoznacznie negatywny. Gdy ktoś słyszy, że „na pewno się uzależni”, traci motywację do refleksji – skoro i tak wynik jest przesądzony, po co się starać? Paradoksalnie taka narracja może sprzyjać realizowaniu tej „przepowiedni”.

Oddalające od zmiany są także komunikaty porównujące do innych w sposób deprecjonujący: „twoja siostra by tego nie zrobiła”, „normalni ludzie tak nie robią”. Zamiast wzmacniać, obniżają poczucie własnej wartości, a niska samoocena jest jednym z czynników ryzyka sięgania po substancje.

W TSR unikamy języka deficytów i skupiamy się na zasobach. Każda etykieta, która odbiera osobie sprawczość, odpowiedzialność i nadzieję, działa przeciwko zmianie. Zamiast „jesteś zagrożony uzależnieniem”, bliżej rozwiązania jest pytanie: „co w twoim życiu jest na tyle ważne, że warto o to zadbać?”. To zasadnicza różnica.

W jakich sytuacjach nadmierna kontrola i zakazy paradoksalnie wzmacniają chęć eksperymentowania?

Nadmierna kontrola szczególnie często przynosi efekt odwrotny w relacjach, gdzie autonomia jest kluczowa – u nastolatków, młodych dorosłych, ale też u partnerów w związkach. Gdy zakazy nie są negocjowane, lecz narzucane, marihuana może stać się symbolem niezależności, a nie realnego zainteresowania substancją.

Z perspektywy TSR ważne jest rozróżnienie między wpływem a kontrolą. Kontrola odbiera odpowiedzialność: skoro ktoś decyduje za mnie, nie muszę myśleć o konsekwencjach. Eksperymentowanie staje się wtedy sposobem na odzyskanie wpływu. Im sztywniejsze granice, tym silniejsza potrzeba ich testowania.

Zakazy działają szczególnie źle wtedy, gdy nie idą w parze z rozmową o wartościach i celach. Sam zakaz nie uczy wyboru – uczy jedynie unikania kary. Gdy kara znika, znika też powód, by się powstrzymywać. W TSR zakładamy, że trwała zmiana opiera się na wewnętrznej motywacji, nie na strachu.

Paradoks polega na tym, że kontrola często uspokaja kontrolującego, ale zwiększa napięcie u kontrolowanego. To napięcie może być rozładowywane właśnie przez eksperymentowanie. Zamiast pytać „jak zakazać skuteczniej”, warto zapytać „jak wzmocnić odpowiedzialność i wybór”.

Jak porównywanie do innych wpływa na motywację i relację?

Porównywanie jest subtelną, ale bardzo destrukcyjną formą presji. Komunikaty typu „inni nie mają takich pomysłów”, „zobacz, jak radzą sobie twoi rówieśnicy” rzadko motywują do refleksji. Częściej wywołują wstyd, złość albo wycofanie. Motywacja do zmiany rodzi się z poczucia, że ktoś mnie widzi i rozumie, a nie z poczucia bycia gorszym. Porównania skupiają uwagę na różnicach, nie na zasobach. Osoba zaczyna bronić swojego obrazu siebie zamiast zastanawiać się nad wyborami. Bliski przestaje być sojusznikiem, a staje się sędzią. W takiej relacji trudno mówić szczerze o ciekawości, wątpliwościach czy presji rówieśniczej – a to właśnie te rozmowy są kluczowe w profilaktyce.

W TSR zakładamy, że każda osoba ma własną drogę i własne tempo. Zamiast porównywać, pytamy: „co u ciebie działa?”, „kiedy było lepiej?”, „co jest dla ciebie ważne?”. To pytania, które wzmacniają motywację, a nie ją osłabiają.

Co się dzieje, gdy bliski mówi za dużo i za często?

Nadmiar komunikatów, rad i ostrzeżeń prowadzi do tego, że osoba zwyczajnie przestaje słuchać – nie dlatego, że nie chce, ale dlatego, że jest przeciążona. Z perspektywy TSR mniej znaczy więcej – jedna dobra rozmowa bywa skuteczniejsza niż dziesięć kazań.

Gdy ktoś mówi za dużo, odbiera przestrzeń na własną refleksję. Motywacja wewnętrzna potrzebuje ciszy, zadania sobie pytań. Ciągłe mówienie wypełnia tę przestrzeń cudzymi odpowiedziami. W efekcie osoba nie buduje własnych argumentów przeciw sięganiu po marihuanę. Często nadmiar mówienia wynika z lęku. Bliski chce „zdążyć”, „powiedzieć wszystko”, „uratować”. Problem w tym, że lęk jest słyszalny i zaraźliwy. Zamiast wzmacniać, osłabia poczucie bezpieczeństwa rozmówcy.

W TSR uczymy się zadawać pytania zamiast wygłaszać monologi. Milczenie bywa interwencją. Jeśli po rozmowie osoba myśli, a nie tylko reaguje – to znak, że komunikacja była wspierająca, a nie przytłaczająca.

Jakie „dobre rady” ignorują zasoby i dlaczego to błąd?

Tak zwane „dobre rady” często brzmią jak gotowe rozwiązania: „znajdź hobby”, „zmień towarzystwo”, „po prostu nie próbuj”. Problem polega na tym, że ignorują one to, co dana osoba już potrafi i co już działa w jej życiu. A to poważny błąd, bo zmianę buduje się na zasobach, a nie na ich pomijaniu.

Rady oderwane od kontekstu sugerują, że osoba „nie wie” albo „nie potrafi”. To osłabia poczucie kompetencji. Tymczasem większość ludzi ma doświadczenia radzenia sobie, dokonywania dobrych wyborów, odmawiania. Trzeba je wydobyć, a nie przykrywać cudzymi pomysłami. Ignorowanie zasobów prowadzi też do oporu: „to nie zadziała u mnie”, „nie znasz mojej sytuacji”. Jednak w TSR traktujemy to nie jako opór, lecz jako informację – dana strategia czy rozwiązanie nie pasuje do tej osoby.

Zamiast dawać rady, pytamy o wyjątki: „kiedy mimo okazji nie chciało ci się spróbować?”, „co wtedy było inne?”. To pozwala osobie zobaczyć własne zasoby i oprzeć na nich przyszłe decyzje. W TSR zwracamy uwagę na to, co działa. Jeśli po rozmowie osoba nie jest bliżej refleksji, tylko dalej od niej – to jasny sygnał, że ta strategia nie motywuje, lecz utrwala problem. Rozmowa motywująca kończy się poczuciem: „zostaliśmy wysłuchani”, a nie „ktoś wygrał”. Jeśli tego nie ma – to jasny sygnał, że warto zmienić strategię.

Dziękuję za rozmowę.

Dorota Bąk – certyfikowana specjalistka psychoterapii uzależnień, absolwentka Studium Terapii Uzależnień Instytutu Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Z Klientami pracuje w nurcie Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach. Jest realizatorką Programu CANDIS, który jest ambulatoryjnym programem terapeutycznym skierowanym do osób uzależnionych od przetworów konopi, realizatorką programu wcześniej interwencji FreD Goes Net skierowanego do młodzieży używającej substancji psychoaktywnych. Ukończyła także szkolenie przygotowujące do prowadzenia Programu Ograniczania Picia (POP) zgodnie z wymogami PARPA oraz szkolenie Psychoterapia Uzależnień Dzieci i Młodzieży współfinansowane przez Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom. W latach 2021-2023 pracowała z młodzieżą używającą substancji psychoaktywnych w Poradni Leczenia Uzależnień dla Dzieci i Młodzieży Mazowieckiego Centrum Neuropsychiatrii w Warszawie. Aktualnie związana z Fundacją UNA, gdzie prowadzi terapię indywidualną i grupową dla osób dorosłych i młodzieży zmagających się z uzależnieniem, grupy

wsparciowo-warsztatowe, warsztaty psychoedukacyjne oraz koordynuje projekty dotyczące

uzależnień.

Zostaw swój komentarz:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mogą Cię zainteresować:

grupa osób w pomieszczeniu, siedzą na krzesłach, terapia grupowa, mężczyzna przybija piątkę z kobietą

TSR w leczeniu uzależnień: „Nie naprawiać człowieka, lecz wzmacniać to, co działa”

grafika dwie twarze wycięte z papieru , czarna i biała na szarym tle

„Cienie poalkoholowe”, czyli mechanizmy psychologiczne, które podtrzymują cierpienie nawet bez substancji

Uśmiechnięta kobieta z krótkimi blond włosami siedzi w grupie, kładąc wspierającą dłoń na ramieniu innej kobiety. Dwie inne osoby obserwują i klaszczą w tle, sugerując pozytywną i zachęcającą atmosferę.

Wspólna terapia – różne uzależnienia. Czy to działa?

Kobieta siedzi ze spuszczoną głową i skrzyżowanymi ramionami, wyglądając na przygnębioną. Starsza osoba delikatnie dotyka jej ramienia w pocieszającym geście, trzymając w drugiej ręce schowek, sugerując wsparcie lub sesję doradczą.

Trauma i uzależnienie często współwystępują, a czasem jedno jest tłem drugiego

The owner of this website has made a commitment to accessibility and inclusion, please report any problems that you encounter using the contact form on this website. This site uses the WP ADA Compliance Check plugin to enhance accessibility.