
„Zacznijmy od siebie, my musimy dać przykład. Skąd najmłodsi mają wiedzieć, jak wartościowy jest wspólnie spędzany czas i rozmowy na żywo?” – pyta retorycznie psycholożka Katarzyna Andrusikiewicz. To zdanie powinno wisieć nad biurkiem każdego rodzica w erze cyfrowej. Bo w temacie higieny cyfrowej dzieci nie uczą się z naszych wykładów, tylko z naszych zachowań. Jeśli mówimy „odłóż ten telefon”, sami będąc do niego przyklejeni, nasz przekaz jest nie tylko nieskuteczny – jest hipokryzją, którą dziecko doskonale wyczuwa.
Dzieciństwo współczesnych pokoleń rozgrywa się na zupełnie innym planie niż nasze. „To pokolenia, które urodziły się, gdy Internet i smartfon stały się nową codziennością. My pamiętamy czasy, kiedy chodziło się na trzepak… To trochę tak jakby nam powiedziano, że w pracy nie będziemy pracować na komputerze, tylko dostaniemy maszynę do pisania” – zauważa specjalistka. Nie możemy więc zarządzać ich cyfrowym życiem z pozycji „za moich czasów”. Musimy wejść w ich świat, zrozumieć go, a potem wspólnie budować w nim zdrowe nawyki.
Fundament: wspólne zasady, nie nakazy z góry
Pierwszym krokiem nie jest odbieranie telefonu, ale ustanowienie jasnych, wspólnie uzgodnionych zasad. Andrusikiewicz podkreśla: „To rodzice przede wszystkim najpierw muszą jakieś zasady tej higieny wprowadzić, bo skąd dziecko ma wiedzieć, co jest w porządku… a co nie?”. Kluczowe jest słowo „wspólnie”. „Jak powiem do dziecka, że korzysta z elektroniki dwie godziny dziennie, ale ono tego nie potwierdzi, nie zaakceptuje, to znaczy, że my się na coś umówiliśmy nie z dzieckiem, a ze sobą”.
Dialog wygląda więc tak: omawiamy, ile czasu jest potrzebne na naukę, a ile na rozrywkę, ustalamy godziny wolne od ekranów (np. przy posiłkach, godzinę przed snem), określamy, jakie treści są poza granicami. Dziecko, które czuje, że jego głos jest słyszany i bierze udział w tworzeniu „kontraktu”, ma o wiele większą motywację, by go przestrzegać. To nie jest kontrola, to jest wspólna odpowiedzialność.
Kiedy zasady są łamane: rozmowa, nie krytyka
Jeśli dziecko przekracza ustalenia, reakcją nie powinna być natychmiastowa kara ani krytyka osobowości („jesteś nieodpowiedzialny!”). Andrusikiewicz radzi: „przeprowadzamy rozmowę i informujemy o faktach”. Fakt to: „umówiliśmy się na 2 godziny, a ty spędzasz 2 godziny i 30 minut”. Następnie nazywamy konsekwencje: „To, co robisz, jest szkodliwe dla twojego zdrowia. Konsekwencjami… są problemy z nauką, spadek koncentracji, niewyspanie”.
Potem przychodzi czas na najważniejsze: szukanie źródła problemu. „Dlaczego to robisz? Co takiego ciekawego robisz na telefonie, że naruszasz naszą umowę?” – to pytania, które pokazują, że nam zależy, a nie tylko, że chcemy dyscypliny. Może dziecko w ten sposób reguluje napięcie, ucieka od szkolnych problemów, albo po prostu podąża za grupą rówieśniczą. Bez zrozumienia przyczyny, walka z symptomem będzie daremna.
Kiedy potrzebna jest pomoc: odważne rodzicielstwo
Jeśli próby rozmowy i łagodne sankcje nie działają, a dziecko reaguje agresją, płaczem lub całkowitym wycofaniem, to znak, że problem jest głębszy. „Jeżeli dziecko reaguje agresją… to lepiej od razu zaplanować wizytę u specjalisty. Tutaj nie czekamy” – mówi stanowczo Andrusikiewicz. W takiej sytuacji rodzicielska odpowiedzialność polega na tym, by odważyć się poprosić o pomoc.
Warto pamiętać, że „terapia dzieci powinna być terapią systemową”. Często problem dziecka jest sygnałem, że w całym systemie rodzinnym coś wymaga uwagi. Najlepsze, co może zrobić rodzic, to również zaopiekować się sobą. „Jako rodzice nie musimy być specjalistami… gdy pojawiają się problemy dotyczące zdrowia psychicznego – oddajmy ten obszar ekspertom”.
Codzienna praktyka: tworzenie alternatyw
Najskuteczniejszą „terapią” jest jednak profilaktyka, czyli aktywnie tworzenie atrakcyjnej alternatywy dla ekranu. „Zorganizowanie dziecku innych alternatyw spędzania czasu… plac zabaw, spacer po parku, wycieczka do lasu, kino, może wspólne gotowanie” – wymienia psycholożka. To nie chodzi o wielkie wydarzenia, ale o codzienną dostępność innego rodzaju wspólnoty, radości i zaangażowania. Dziecko, które ma satysfakcjonujące życie poza ekranem, nie będzie w nim szukać ucieczki.
Ostatecznie, nauka higieny cyfrowej to nie wojna o czas przed ekranem. To budowanie relacji, w której zarówno rodzic, jak i dziecko, potrafią świadomie wybierać: kiedy być online, a kiedy być w pełni obecnym tu i teraz. Rodzic, który sam odkłada telefon, by pobawić się z dzieckiem, który wyznacza rodzinne strefy wolne od technologii, nie mówi pustych słów. On żyje wartościami, które chce przekazać. A to jest jedyna lekcja, która naprawdę się liczy.






Dodaj komentarz