
Kompulsywne mycie rąk do krwi, wielokrotne sprawdzanie zamka, natrętne myśli – to wewnętrzny, psychiczny rytuał mający na celu redukcję przytłaczającego napięcia. Kieliszek wypity „dla uspokojenia”, a potem kolejny – to zewnętrzny, chemiczny rytuał o tym samym celu. Choć na pierwszy rzut oka wydają się różne, zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne (OCD) i zaburzenie związane z używaniem alkoholu (AUD) mogą tworzyć błędne, współzależne koło. Badania pokazują, że te dwa problemy współwystępują częściej, niż można by sądzić, a ich związek jest bardziej funkcjonalny niż przypadkowy.
Co mówią dane: znaczące współwystępowanie
Analizy kliniczne nie pozostawiają wątpliwości – OCD i uzależnienie od substancji często idą w parze. Przegląd systematyczny badań z 2025 roku opublikowany w czasopiśmie „Psychiatry International” wskazuje, że rozpowszechnienie AUD wśród osób z OCD jest istotnie podwyższone. Dane z różnych prób są zróżnicowane metodologicznie, ale niektóre badania kliniczne wykazują, że nawet 24% osób z OCD może spełniać kryteria zaburzenia używania alkoholu. To znacznie przekracza wskaźniki dla ogólnej populacji, sugerując, że mamy do czynienia nie z przypadkowym nakładaniem się, ale z powiązanym mechanizmem.
Mechanizm: samoleczenie, które pogłębia chorobę
Podstawą tego związku jest często mechanizm samoleczenia. Osoba doświadczająca wyniszczającego lęku, natrętnych myśli i przymusu wykonania kompulsji szuka natychmiastowej ulgi. Alkohol, jako depresant ośrodkowego układu nerwowego, oferuje szybkie, chociaż krótkotrwałe, złagodzenie napięcia i „wyciszenie” gonitwy myśli. Działa jak doraźny regulator emocji, zmniejszając poczucie wstydu, niepokoju i przytłoczenia.
Problem w tym, że ta strategia jest wyjątkowo zdradliwa. Alkohol, choć początkowo uspokaja, pogarsza jakość snu, zaburza gospodarkę neuroprzekaźników (w tym serotoninę, kluczową w patofizjologii OCD) i upośledza funkcje wykonawcze mózgu – czyli zdolność do kontroli impulsów, planowania i hamowania niepożądanych zachowań. W dłuższej perspektywie prowadzi to do paradoksu: substancja używana do redukcji lęku ostatecznie nasila jego poziom (m.in. poprzez tzw. lęk ponowy), a osłabiając kontrolę poznawczą, może spotęgować natrętność myśli i zmniejszyć zdolność do opierania się kompulsjom.
Konsekwencje kliniczne: gorsze rokowania i wyzwanie terapeutyczne
Współwystępowanie OCD i AUD stanowi poważne wyzwanie dla procesu terapeutycznego i pogarsza rokowania. Badania kohortowe, w tym te cytowane w przeglądach naukowych, wskazują na:
- Większe ryzyko nawrotów w leczeniu obu zaburzeń.
- Gorszą odpowiedź na standardowe terapie – np. alkohol może osłabiać skuteczność leków przeciwdepresyjnych (SSRI), które są podstawą farmakoterapii OCD.
- Trudności w zaangażowaniu w terapię poznawczo-behawioralną z ekspozycją i powstrzymaniem reakcji (ERP), która wymaga wysokiej motywacji i tolerancji dyskomfortu – cech osłabianych przez chroniczne używanie alkoholu.
Kluczowym wnioskiem płynącym z literatury jest pilna potrzeba rutynowego screeningu pod kątem używania substancji u każdej osoby diagnozowanej lub leczonej z powodu OCD. Ignorowanie jednego z tych elementów skazuje terapię drugiego na niepowodzenie.
Puenta: Dwa oblicza tego samego cierpienia, wymagające jednej terapii
„Natręctwo i kieliszek” to nie dwa oddzielne, izolowane problemy. To często układ naczyń połączonych, w którym lęk napędza sięganie po substancję, a substancja pogłębia dysregulację emocjonalną i poznawczą, która leży u podłoża lęku. Dlatego skuteczna pomoc nie może polegać na leczeniu wyłącznie OCD lub wyłącznie uzależnienia. Wymaga zintegrowanego, równoległego podejścia terapeutycznego, które adresuje zarówno źródłowy lęk i kompulsje, jak i chemiczny mechanizm radzenia sobie z nimi. Przerwanie tego błędnego koła jest możliwe tylko wtedy, gdy widzi się je jako całość.
Mogą Cię zainteresować:






Dodaj komentarz