Przejdź do treści głównej
Młode osoby ze smartfonami
17 grudnia 2025

Każda wolna chwila, każdy moment nudy czy stresu – w telefonie. 24-letnia Natalia opowiada, jak
Instagram i TikTok wciągnęły ją w wir powiadomień, lajków i porównań, który zaczął decydować o
jej nastrojach, relacjach i rytmie dnia. To historia o tym, jak trudno zauważyć granicę między pasją
a uzależnieniem i jak krok po kroku odzyskiwać kontrolę nad własnym życiem.
Redakcja: Opowiedz, jak wyglądał Twój typowy dzień, gdy media społecznościowe wypełniały
większość Twojego czasu.
Natalia: Każdy dzień zaczynał się od telefonu, zanim jeszcze wstałam z łóżka. Budzik? Czasem, ale
najpierw scrollowałam Instagram i TikToka, sprawdzałam stories znajomych, lajki, komentarze. Na
początku były to krótkie chwile – kilka minut. Ale bardzo szybko te minuty zamieniały się w godziny.
W drodze na uczelnię, w przerwach między zajęciami, w kolejce do sklepu – cały czas byłam online.
Nawet, gdy spędzałam czas z przyjaciółmi, myśli krążyły wokół telefonu, nowych powiadomień i
treści, które ominęłam. Zauważyłam, że coraz trudniej było mi przerwać scrollowanie – gdy
próbowałam, pojawiało się poczucie lęku i niepokoju. Media społecznościowe nie były już tylko
rozrywką – stawały się mechanizmem kontrolującym mój rytm dnia, emocje i samopoczucie. To było
jak codzienne sprawdzanie, czy wszystko w świecie cyfrowym jest w porządku, a w tym czasie moje
własne życie czekało na mnie gdzieś obok.
Kiedy zdałaś sobie sprawę, że to już nie jest zwykła rozrywka?
Pojawiło się to nagle podczas weekendu, który miałam spędzić z przyjaciółmi. Zamiast rozmów i
śmiechu – non-stop scrollowałam, porównywałam swoje życie z innymi, przeglądałam treści, które
mnie stresowały lub wywoływały poczucie niedoskonałości. Nagle uświadomiłam sobie, że spędzam
całe godziny na czymś, co wcale mnie nie zadowala, a wręcz męczy. To był moment szoku –
zrozumiałam, że media społecznościowe, które miały być narzędziem do kontaktu i zabawy, stały się
źródłem stresu, uzależnienia i poczucia, że coś w moim życiu jest nie tak. To był pierwszy krok do
refleksji: jeśli nie zacznę tego kontrolować, wpadnę w sytuację, z której trudno będzie się wydostać.
Jakie emocje najczęściej prowadziły Cię do telefonu?
Na początku była to ciekawość i przyjemność – nowa treść, reakcje znajomych, kilka lajków dawało
poczucie satysfakcji. Potem pojawiły się emocje trudniejsze: samotność, stres, niepewność siebie.
Każda z tych emocji automatycznie uruchamiała mechanizm sięgania po telefon. Jeśli czułam się źle,
szukałam ulgi w scrollowaniu. To było jak natychmiastowe zastrzyk dopaminy, chwilowa ulga, która
trwała kilka minut, a potem pustka wracała. To cykl: napięcie – scrollowanie – chwilowa nagroda –
poczucie winy. Im dłużej tak funkcjonowałam, tym bardziej automatyczne stały się te reakcje. Nawet
w przyjemnych sytuacjach trudno było mi w pełni uczestniczyć, bo część uwagi była zawsze przy
telefonie i świecie wirtualnym.
Czy bliscy zauważyli, że coś jest nie tak?
Tak, rodzina i przyjaciele często zwracali uwagę, że ciągle sprawdzam telefon, że przerywam
rozmowy, żeby zobaczyć powiadomienia. Na początku bagatelizowałam to – „przecież wszyscy tak
robią”. Jednak z czasem konflikty i poczucie odseparowania stawały się coraz bardziej widoczne.
Spotkania z przyjaciółmi kończyły się moim scrollowaniem, a nie rozmową. Wtedy poczułam, że
problem jest poważny. Przyznałam się jednej przyjaciółce i to była ulga – nie musiałam już ukrywać,
że nie potrafię oderwać się od aplikacji. To też pozwoliło mi zastanowić się, jak zmienić moje nawyki i
odzyskać kontakt z rzeczywistością.
Jak reagowałaś, gdy próbowałaś ograniczyć czas spędzany w sieci?

Pierwsze próby były trudne. Nawet ustawienie limitów, wyłączenie powiadomień, odłożenie telefonu
– wywoływało lęk i niepokój. Miałam poczucie, że „coś mnie omija”, że przegapię ważne informacje,
wydarzenia, reakcje znajomych. Ale jednocześnie pojawiała się ulga – mała, ale realna. Z czasem
zauważyłam, że mogę funkcjonować bez tych wszystkich lajków. Pojawiła się świadomość, że życie
nie kręci się wokół powiadomień. To był proces powolny – wymagał cierpliwości i konsekwencji.
Pierwsze dni były trudne, potem tygodnie, aż w końcu zauważyłam, że mój czas należy do mnie, a nie
do aplikacji.
Czy studia zmieniły Twój rytm dnia i relacje z mediami społecznościowymi?
Rozpoczęcie studiów było punktem zwrotnym. Zajęcia, nowe obowiązki i spotkania wymuszały
koncentrację. Początkowo stresowałam się, że nie nadążam – przerwy wypełniałam telefonem. Ale z
czasem wprowadziłam inne aktywności: spotkania ze znajomymi, spacery, rysowanie. Telefon
przestał dyktować moje dni. Zaczęłam obserwować, kiedy naprawdę chcę używać mediów
społecznościowych, a kiedy jest to kompulsywny nawyk. Studia dały strukturę i pozwoliły na
świadome korzystanie z telefonu.
Co było najtrudniejsze w tym procesie?
Powiedziałabym, że zaakceptowanie, że to proces, że nie da się od razu wszystkiego zmienić. Każdy
dzień wymagał uwagi, refleksji i dyscypliny. Były chwile powrotu do starych przyzwyczajeń, pojawiał
się stres lub poczucie nudy, a wtedy telefon automatycznie stawał się ucieczką. Musiałam nauczyć się
rozpoznawać te chwile i reagować inaczej – rozmowa, spacer, notowanie myśli. To wymagało
cierpliwości i świadomości siebie. Najtrudniejsze było też odróżnienie potrzeby emocjonalnej od
realnej potrzeby korzystania z aplikacji. Ale każda mała zmiana dawała ogromną satysfakcję.
Jak dziś wyglądają Twoje relacje z Instagramem i TikTokiem?
Teraz korzystam świadomie. Media społecznościowe nie sterują moim dniem, nie dyktują nastroju
ani nie wpływają na moje relacje. Nadal scrolluję, oglądam, komentuję, ale robię to w określonych
momentach – kiedy chcę, a nie kiedy czuję presję. To duża różnica. Czuję, że odzyskałam kontrolę nad
własnym czasem, że mogę żyć w świecie realnym, a aplikacje są dodatkiem, a nie centrum życia.
Codziennie pracuję nad tym, żeby emocje nie zmuszały mnie do sięgania po telefon, a nagroda
płynęła z rzeczywistości, nie z lajków. To daje spokój i poczucie wolności, którego wcześniej nie
znałam.

Zostaw swój komentarz:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mogą Cię zainteresować:

Zaśmiecony stół z tabletkami, butelką po tabletkach, szklanką alkoholu, papierosami, strzykawką, łyżeczką i akcesoriami do narkotyków, w tym liniami białego proszku, sugerującymi nadużywanie substancji.

„Kiedy sen staje się więzieniem – moja droga przez uzależnienie od benzodiazepin”

Grupa nastolatków siedzi blisko siebie w pokoju, niektórzy piją piwo, a jeden pali. Chłopak na pierwszym planie spogląda w dół na paczkę papierosów, a obok niego na stole stoi nieotwarta butelka piwa.

„Po mefedronie byłem wersją siebie, której się nie wstydziłem” – historia uzależnienia Piotrka

Kobieta siedzi na drewnianej podłodze pod gołą ścianą, zakrywając twarz dłońmi. Pokój jest pusty i słabo oświetlony, tworząc nastrój smutku lub niepokoju.

„To nie był wybór między dobrem a złem. To był wybór między czuciem a przetrwaniem”

Mężczyzna siedzi na schodach ze spuszczoną głową i rękami założonymi na głowę, wyglądając na przygnębionego lub przytłoczonego. Ma na sobie koszulę w kratę, dżinsy i trampki. Otoczenie wygląda na zimne i surowe.

„Ból ustąpił, ale zostałem z nałogiem” – jak opioidy wpuściły mnie w pułapkę

The owner of this website has made a commitment to accessibility and inclusion, please report any problems that you encounter using the contact form on this website. This site uses the WP ADA Compliance Check plugin to enhance accessibility.