
„Osoby pod wpływem napojów energetycznych są dużo bardziej impulsywne i podatne na wpływ grupy niż osoby, które nie piły energetyków. A kiedy odstawiają te środki, mają dużo gorszy nastrój, który czasem sięga prawie epizodu depresyjnego. Widać więc, że nadużywanie takich substancji (nie chodzi o picie raz na miesiąc, tylko codziennie, albo 2-3 razy w tygodniu) prawie że spełnia kryteria uzależnienia” – ostrzega dr hab. Paweł Krukow, neuropsycholog. Jego słowa rozbijają mit o niewinnej puszce „tylko energetyka”. W rękach młodzieży ten kolorowy, łatwo dostępny napój staje się potencjalnym narzędziem kształtowania niepokojących wzorców zachowań, nastroju i funkcjonowania mózgu, które nauka zaczyna opisywać językiem zarezerwowanym dotąd dla poważniejszych interwencji.
Koktajl chemiczny dla niedojrzałego mózgu
Klucz do zrozumienia skali ryzyka leży w biologii. Dr Krukow wprost wskazuje na fundamentalną różnicę: „podatność mózgu nastolatka na potencjalnie zagrażające, uzależniające czynniki jest dużo większe niż u osoby, u której układ nerwowy jest już ukształtowany”. Mózg osoby w wieku licealnym jest w fazie intensywnego „przeprogramowywania”. Dojrzewa kora przedczołowa – centrum dowodzenia odpowiedzialne za kontrolę impulsów, planowanie i ocenę konsekwencji. Jednocześnie układ nagrody, napędzany dopaminą, jest nadwrażliwy i reaguje intensywniej na stymulanty.
W ten właśnie, delikatny i plastyczny ekosystem nerwowy, energetyk wprowadza skoncentrowany ładunek substancji aktywnych. „Nie zalecalibyśmy 15-latkowi picia 2-3 espresso dziennie. A puszka popularnego napoju energetycznego zawiera tyle kofeiny, co dwie filiżanki mocnej czarnej kawy. Plus zwykle mnóstwo cukru i inne składniki, których w kawie nie ma” – porównuje naukowiec. Ta wysoka, standaryzowana dawka kofeiny (często 80-200 mg) nie tylko blokuje receptory adenozyny, dając chwilowe poczucie czujności. Pośrednio podnosi też poziom dopaminy w układzie nagrody, „nagradzając” mózg za spożycie i tworząc podwaliny pod mechanizm uzależnienia, który Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne (DSM-5) określa jako „zaburzenie używania kofeiny”.
Impulsywność i huśtawka nastrojów: od sztucznego „highu” do depresyjnego dołka
Bezpośredni efekt, o którym mówi dr Krukow – zwiększona impulsywność i podatność na wpływ grupy – ma solidne podłoże neurobiologiczne. Kofeina, szczególnie w wysokich dawkach, może prowadzić do nadmiernej stymulacji, przejawiającej się jako nerwowość, brak cierpliwości i osłabienie hamujących kontroli poznawczych. Młody człowiek pod wpływem energetyka może być więc bardziej skłonny do podejmowania ryzykownych decyzji, ulegania presji rówieśników na „dokończenie drinka” czy agresywnych reakcji. Badania, np. przegląd w „Frontiers in Psychiatry”, potwierdzają korelację między wysokim spożyciem energetyków a wzrostem impulsywności i problemów behawioralnych wśród młodzieży.
Prawdziwie niebezpieczny cykl zamyka się jednak podczas odstawienia. Gwałtowny spadek poziomu kofeiny po kilku godzinach od spożycia prowadzi do objawów abstynencyjnych: bólu głowy, skrajnego zmęczenia, rozdrażnienia. Dr Krukow idzie dalej, opisując stan, który „czasem sięga prawie epizodu depresyjnego”. To nie jest zwykły „zjazd”. To potencjalnie głębokie przygnębienie, anhedonia (niemożność odczuwania przyjemności) i apatia, wynikające z wyczerpania neuroprzekaźników i zaburzenia delikatnej równowagi chemicznej mózgu, który próbował dostosować się do ciągłej, zewnętrznej stymulacji. Młodzież, sięgając po kolejną puszkę, by uciec od tego przykrego stanu, wpada w błędne koło: energetyk poprawia nastrój → nastrój spada po odstawieniu → potrzeba kolejnego energetyka. To klasyczny mechanizm uzależnienia.
Skala zjawiska: 30% młodych Polaków w pułapce regularnego spożycia
Problem nie jest marginalny. „Były próby rozeznania, ile młodych osób w Polsce sięga regularnie po napoje energetyczne. Uważa się, że mniej więcej 30 procent osób w wieku licealno-studenckim spożywa napoje energetyczne więcej niż raz na tydzień. To zdecydowanie za dużo” – konkluduje dr Krukow. Ta statystyka pokazuje, że mamy do czynienia z masowym zjawiskiem zdrowotnym i społecznym. Regularne, cotygodniowe spożycie to już nie jest eksperyment. To utrwalony nawyk, który, jak wskazuje naukowiec, „prawie że spełnia kryteria uzależnienia”.
Uzależnienie to nie musi oznaczać drastycznej utraty kontroli jak w przypadku narkotyków. W kontekście substancji takich jak kofeina w energetykach, może ono przybierać formę kompulsywnego, trudnego do przerwania wzorca, charakteryzującego się tolerancją – potrzeba więcej lub częściej, by osiągnąć ten sam efekt. Objawami odstawienia – gorszy nastrój, ból głowy, gdy napoju brakuje. Kontynuacją pomimo negatywnych konsekwencji – picie mimo wiedzy o problemach ze snem, lękiem czy kołataniem serca, a także nieudanymi próbami ograniczenia.
Niebezpieczny nawyk
Słowa neuropsychologa Pawła Krukowa powinny działać jak zimny prysznic dla rodziców, nauczycieli i samych młodych ludzi. Energetyk to nie jest równoważnik soku owocowego ani nawet kawy. To precyzyjnie zaprojektowany produkt, którego regularne spożycie przez niedojrzały mózg może zwiększać impulsywność i podatność na negatywne wpływy, narażając na ryzykowne zachowania. Może on wprowadzać w cykl huśtawek nastroju, od sztucznego pobudzenia po stany bliskie depresyjnym. A także uczyć mózg uzależniającego schematu regulowania energii i nastroju za pomocą zewnętrznej chemii.
Nie chodzi o to, by demonizować okazjonalne spożycie. Chodzi o uświadomienie, że regularne sięganie po energetyki przez młodzież to poważny czynnik ryzyka dla ich zdrowia psychicznego i prawidłowego rozwoju. Jak podsumowuje dr Krukow – to „zdecydowanie za dużo”. W czasach, gdy tak wiele mówi się o kryzysie zdrowia psychicznego młodego pokolenia, walka z normalizacją i łatwą dostępnością tych wysokodawkowych koktajli stymulujących powinna stać się jednym z priorytetów profilaktyki. Bo to, co pijemy, może kształtować nie tylko naszą energię, ale i nasz charakter.
Mogą Cię zainteresować:






Dodaj komentarz