
Współczesna psychologia relacji i socjologia pracy wskazują na cichego rozgrywającego, który rozkłada więź dzień po dniu: chroniczne, nadmierne zaangażowanie w pracę. Nie chodzi tu o zwykłą pracowitość, ale o stan, w którym życie zawodowe systematycznie wypiera prywatne, zostawiając związek w emocjonalnym niedosycie. Jak pokazują badania, w Polsce ten problem dotyka co piątej aktywnie zawodowej osoby. Skutkiem są pary, które terapeuci opisują mianem „małżeństw na odległość” – żyjących obok siebie, lecz nie ze sobą.
Nie ilość godzin, ale jakość obecności
Kluczowy nie jest sam fakt długich godzin w biurze, choć w niektórych zawodach – medycynie, transporcie czy prawie – bywają one ekstremalne. Prawdziwym wyzwaniem jest stan nieustannej mentalnej nieobecności. Myśli krążą wokół niedokończonego projektu, oczekującej odpowiedzi lub poczucia, że „jeszcze nie dość”. Prof. Mariusz Z. Jędrzejko, socjolog, autor badań nad zjawiskiem nadmiernej pracy w Polsce, zwraca uwagę na jego podłoże: „Źródła są w dużej mierze materialno-ekonomiczne. To nie tylko kredyt hipoteczny czy rata leasingowa, ale także potrzeba prestiżu i porównywania się z innymi”. To pragnienie, by „starczyło”, często prowadzi do wewnętrznego przymusu ciągłej aktywności.
Nawet będąc fizycznie w domu, wiele osób pozostaje „podłączonymi” do świata zawodowych obowiązków. Partner lub partnerka czuje się wówczas jak gość we własnym salonie, gdzie głównym gospodarzem jest stres i lista zadań na kolejny dzień. Relacje potrzebują współdzielonej uwagi, a ta – w zderzeniu z wiecznymi notatkami z pracy – staje się deficytowym dobrem.
Zmęczenie rodzi dystans
Psychologia wyjaśnia ten proces przez teorię zasobów. Nasza energia uwagi, cierpliwość i zdolność do empatii są jak ograniczone konto. Praca, która je systematycznie i nadmiernie obciąża, pozostawia niewiele lub nic na pielęgnowanie związku. Pojawia się wyczerpanie emocjonalne, które łatwo przekształca się w drażliwość, wycofanie i unikanie zaangażowania w sprawy partnera.
„To był jeden z impulsów do rozpoczęcia badań” – mówi prof. Jędrzejko, opisując spotkania z osobami w kryzysie. „Terapeuci coraz częściej spotykają trzydziesto- i czterdziestolatków z kryzysami małżeńskimi, którzy nie wiedzą, jak żyć razem po latach «małżeństwa na odległość»”. Powstaje błędne koło: przemęczenie utrudnia bycie w relacji, a narastająca pustka i niezrozumienie w związku sprawiają, że praca – dająca jasne cele i poczucie kontroli – wydaje się atrakcyjniejszą przestrzenią do inwestowania czasu i emocji.
Nie pracoholizm, ale brak równowagi
Warto unikać ostrych etykiet. Często nie mamy do czynienia z klinicznym uzależnieniem, ale z głębokim zaburzeniem równowagi między życiowymi domenami. Badania, takie jak te autorstwa S. Hobfolla, pokazują, że ludzie dążą do utrzymania i ochrony swoich cennych zasobów. Giedy praca staje się głównym, a czasem jedynym źródłem poczucia wartości, sukcesu i bezpieczeństwa (również finansowego), jej ochrona może instynktownie przeważyć nad inwestycją w relację, której owoców nie widać od razu.
Jak zauważa Roman Solecki, psychoterapeuta, w kontekście poszukiwania sensu: „Viktor Frankl, twórca logoterapii, mówił o «duchowej pustce» – stanie, w którym człowiek nie widzi w swoim życiu nic wartościowego, żadnego celu. Ta pustka jest często podłożem, na którym rozwija się uzależnienie”. Choć mówi o substancjach, mechanizm jest podobny: praca może stać się „fałszywym wypełniaczem” pustki lub nudy w relacji, namiastką zaangażowania i spełnienia.
Budowanie „złotych wysp”
Czy można przerwać to błędne koło? Prof. Jędrzejko przyznaje, że to wyzwanie: „Da się z tego wyjść, ale to trudniejsze niż z wielu innych wzorców zachowań. Alkohol można odstawić. Kredytu – nie”. Dlatego badacze proponują metodę „złotych wysp” – wycinanie z kalendarza małych, ale nietykalnych fragmentów czasu w całości oddanych relacji.
Nie chodzi o tygodniowe wakacje, które mogą być nieosiągalne, ale o konsekwentne, drobne rytuały:
- Wieczór bez ekranów: Godzina, w której telefony i laptopy odkładane są do szuflady, a uwaga należy wyłącznie do siebie nawzajem.
- Spacer z intencją: 20 minut wspólnego marszu, podczas którego rozmawia się o czymkolwiek, co nie jest związane z pracą lub logistyką domu.
- Weekendowy rytuał: Stały, cotygodniowy punkt, jak wspólne śniadanie w sobotę lub niedzielna kawa, który staje się kotwicą tygodnia.
Kluczem jest traktowanie tych chwil nie jako luksusu, który można odwołać dla pilnego zadania, ale jako fundamentalnego elementu „zarządzania” związkiem, równie ważnego jak spotkanie czy deadline. To inwestycja w kapitał emocjonalny pary.
Inwestycja w przyszłość, a nie strach przed teraźniejszością
Przesłanie jest pełne nadziei, choć wymaga wysiłku. Aby chronić związek przed cichym rozkładem przez pracę, nie wystarczy czekać na wakacje. Trzeba aktywnie budować wspólną przestrzeń znaczeń i obecności, która będzie na tyle atrakcyjna i wzmacniająca, że będzie warta obrony przed zakusami kalendarza.
Jest to strategia, która nie wymaga rewolucji, lecz uważności i drobnych, konsekwentnych wyborów na korzyść „my”. Pokazuje, że najskuteczniejszą obroną przed staniem się jedynie menedżerami wspólnego gospodarstwa jest nieustanne inwestowanie w bycie dla siebie nawzajem partnerami, sojusznikami i azylem. W świecie, który wymaga od nas wiele, warto pamiętać, że najważniejszy projekt nie ma końcowego raportu, a jego sukces mierzy się jakością wspólnie przeżytych chwil.
Mogą Cię zainteresować:






Dodaj komentarz