
Ma 32 lata, żonę, dwoje dzieci i telefon, który nigdy nie milknie. Z pozoru życie wygląda normalnie – praca, obowiązki domowe, weekendy na świeżym powietrzu. Ale w środku on jest gdzie indziej: w mediach społecznościowych, w ekranie, który wciąga go na godziny. Uzależnienie od wirtualnego świata powoli odbiera mu rodzinę i poczucie własnej wartości.
6:15 – Budzik i ekran
Budzik zadzwonił, ale zanim podniesie się z łóżka, sięga po telefon. Powiadomienia: wiadomości od znajomych, komentarze, grupy, krótkie filmiki.
– Zawsze zaczynam dzień od sprawdzenia telefonu – mówi. – To jak kawa, tylko że nie daje energii, a napięcie.
Dzieci śpią, żona jeszcze leży obok. Nikt nie wie, że już od kilku minut on przerzuca się między ekranami, scrollując, reagując, komentując.
– To nie jest przyjemność. To potrzeba. Nie mogę przestać – przyznaje.
W tym momencie jego myśli przelatują do domu rodzinnego. Dorastał w domu pełnym pasji i energii, gdzie rodzice mieli własne życie, przyjaciół i wyjazdy, a on często musiał sam organizować czas. Miłość i bezpieczeństwo były obecne, ale nie zawsze czuł, że jego emocje są w centrum.
– Nauczyłem się dostosowywać i szukać przestrzeni, w której mogę kontrolować swoje życie – mówi. – Teraz szukam tego samego w ekranie telefonu.
6:45 – Poranne obowiązki
Wstaje, robi kawę, podaje śniadanie dzieciom. Żona pyta: „Możesz na chwilę odłożyć telefon?”
– Jasne – odpowiada automatycznie, ale „na chwilę” trwa pięć minut, potem znów ekran wciąga.
Dzieci pytają: „Tato, pobawisz się z nami?”
– Czuję się winny – mówi. – Chcę być tu dla nich, ale impulsy są silniejsze.
Ubieranie dzieci, pakowanie plecaków, przygotowywanie kanapek. Każdy ruch mechaniczny, ręce wciąż przy telefonie.
– To jak wyścig: chcę zrobić wszystko, ale mój umysł wciąż szuka ekranowego świata – przyznaje.
Dzieci proszą o pomoc w zadaniu domowym. On pomaga częściowo, ale myśli wracają do powiadomień.
– Widzę ich spojrzenia – mówi. – I wiem, że nie jestem tu w pełni.
Podczas śniadania dzieci opowiadają o planach w szkole, a on słucha jednym uchem, drugim przewija ekran. – To frustrujące – mówi. – Chcę z nimi być, ale nie potrafię oderwać się od telefonu.
8:00 – Droga do pracy
Wsiada do samochodu. Telefon w uchwycie. Na każdych światłach e-maile, powiadomienia, krótkie smsy. Każde kliknięcie daje chwilowe poczucie kontroli.
– To mój sposób, by poczuć się potrzebny – mówi. – W pracy widzą efekty mojej pracy. W domu? Rzadko.
Patrzy przez szybę na przechodniów, drzewa, samochody, ale jego wzrok zatrzymuje się na ekranie.
– W dzieciństwie wszystko było nieprzewidywalne. Rodzice mieli swoje życie, a ja musiałem sobie radzić sam – mówi. – Teraz w sieci mogę przewidzieć reakcje innych.
9:00 – Biuro
Laptop otwarty, telefon obok. E-maile, spotkania online. Każda przerwa to scrollowanie w mediach społecznościowych.
– Bez tego czuję niepokój – przyznaje. – To jak uzależnienie od adrenaliny.
Współpracownicy zauważają jego napięcie, ale nikt nie pyta wprost. On wie, że nie może przestać.
– To jedyna przestrzeń, w której czuję kontrolę – mówi.
Podczas porannych spotkań myśli uciekają w ekran telefonu – notuje w nim zadania i komentarze. Nawet gdy ktoś zwraca się do niego bezpośrednio, jego umysł jest wirtualnie obecny gdzie indziej.
– W pracy wszystko wygląda dobrze, a w środku jest chaos – przyznaje.
12:30 – Lunch w samotności
Siada w kantynie, wyjmuje telefon. Ogląda wiadomości, filmiki, komentarze. Ludzie wokół rozmawiają, on odseparowany.
– Czuję się wyobcowany – przyznaje. – Telefon to mój świat, w którym mogę poczuć się ważny i zauważony.
Dostrzega, że współpracownicy jedzą razem i śmieją się, rozmawiają. On odczuwa zazdrość i samotność jednocześnie.
– Czasem myślę, że w domu i w pracy nigdy nie byłem naprawdę widoczny – mówi.
15:00 – Myśli o domu
Wie, że żona i dzieci będą czekać. Ale impulsywnie sięga po telefon.
– To kompulsja – mówi. – Muszę odpowiadać, reagować, być „na bieżąco”.
– W dzieciństwie nauczyłem się przewidywać, kiedy mogę mówić, a kiedy lepiej milczeć – mówi. – Teraz staram się przewidywać reakcje online, bo w domu to nie działa.
17:00 – Powrót do domu
Dzieci wracają ze szkoły. Wita je uśmiechem, ale myśli krążą gdzie indziej. Żona patrzy z lekkim rozczarowaniem.
– Widzi mnie, ale nie naprawdę – mówi. – To moment, kiedy czuję, że coś w relacji jest złamane.
Kolacja. Dzieci pytają: „Dlaczego tata patrzy w telefon?”
– To wbija się w serce – przyznaje. – Wtedy rozumiem, jak bardzo tracę kontakt z rodziną.
Dzieci proszą, żeby tata pomógł im przy grze planszowej, a on odruchowo odrywa wzrok od ekranu, ale myśli wciąż wracają do powiadomień.
– Czuję się rozdarty – mówi. – Chcę być tu naprawdę, ale nie potrafię.
19:30 – Konfrontacja
Żona mówi wprost: „Jeśli się nie zmienisz, rozstaniemy się”. On początkowo wyśmiewa możliwość, że jest uzależniony od telefonu.
– Jak można być uzależnionym od czegoś, co jest częścią życia codziennego? – pyta sam siebie.
Dzieci siedzą cicho, patrzą w podłogę.
– Czuję, że je zawodzę – mówi. – To bolało bardziej niż cokolwiek w pracy.
20:00 – Cisza i refleksja
Dzieci śpią. Cisza w mieszkaniu. Telefon świeci powiadomieniami. W tym momencie rozumie, że problem jest poważniejszy niż myślał.
Pierwsza terapia
Terapia uświadamia mu, że problem jest realny.
– To uzależnienie behawioralne, mechanizm kompulsywny – mówi terapeuta. – Tak samo realny, jak alkoholizm.
Mężczyzna myśli: „Jak to możliwe? Przecież to tylko telefon, media społecznościowe”.
Terapia uczy go obserwować impulsy, zatrzymywać się w momentach napięcia, skupiać się na chwili, a nie na powiadomieniach.
– Uczę się, że mogę być „tu” bez uciekania w ekran – mówi. – Czasem odruch włączenia telefonu jest silniejszy niż ja, ale uczę się mówić sobie: „Nie teraz, później”.
22:00 – Koniec dnia
Dzieci śpią. On siada obok żony. Telefon wyłączony. Patrzy na nią. Od dawna tak naprawdę nie rozmawiali. Patrzą sobie w oczy. To trudniejsze niż sądził. Ona też nic nie mówi. On wyciąga rękę, ale ją cofa. Ona zerka na niego i się uśmiecha. Czują się trochę tak, jak na pierwszym spotkaniu. Nieporadnie, ale z nadzieją na więcej.
Mogą Cię zainteresować:






Dodaj komentarz