Przejdź do treści głównej
nastolatek w bluzie z kapturem siedzi na chodniku, przygnębienie, nałóg, substancje odurzające, uzależnienie
30 listopada 2025

“Zdarzyło mi się poznać rodzinę, w której matka wolała powiedzieć znajomym, że syn siedzi w więzieniu, niż że jest w ośrodku leczenia uzależnień. Bo to pierwsze ‘mniej piętnuje’. To pokazuje, jak mocna jest społeczna ocena. To pokazuje, jak bardzo boimy się oceny. Jak mocno piętnuje się rodzica, kiedy w rodzinie pojawiają się tzw. narkotyki.” Rozmowa z Adamem Nykiem, współautorem książki “To nie moje. Jak rozmawiać z dziećmi o narkotykach, żeby to miało sens”, specjalistą terapii uzależnień.

Redakcja: W swojej książce mówi Pan, że każde dziecko w dzisiejszym świecie prędzej czy później zetknie się z tzw. narkotykami.

Adam Nyk: Tak. I to jest fakt, który powinien wybrzmieć głośno. Nie mówię, że każde dziecko będzie uzależnione. Mówię, że zetknie się – zobaczy, jak ktoś pali trawkę, będzie na imprezie, gdzie pojawi się alkohol, usłyszy o dopalaczach, zobaczy memy, treści w internecie. Ale żyjemy w świecie, gdzie ekspozycja jest nieunikniona. Kiedyś rodzicom wydawało się, że mogą stworzyć dziecku „szklany klosz”. Dziś – niemożliwe. Internet otworzył okno na świat, ale nie sprawił, że dzieci mają więcej kontaktu z ludźmi. Wręcz przeciwnie – żyją bardziej samotnie. Place zabaw są puste, bo dzieci mają przepełnione kalendarze. Ich relacje coraz częściej są cyfrowe. To rodzi samotność, przeciążenie i lęk.

Wielu rodziców reaguje poczuciem winy: „Co ja zrobiłam źle?”

To pierwsza reakcja – szukanie winy w sobie. Usłyszałem to setki razy. Nawet bardzo świadomi, wykształceni dorośli czują w pierwszym odruchu, że porażka dziecka jest ich winą. Problem w tym, że wpływ świata zewnętrznego jest dziś ogromny. Większy niż kiedykolwiek. To nie jest tylko kwestia tego, jak wychowujemy. To również internet, rówieśnicy, presja sukcesu, kultura instant. To nie zwalnia rodziców z odpowiedzialności, ale też nie powinno ich obarczać winą tam, gdzie działa cały system.

Mówi Pan również dużo o technologii jako źródle napięcia i problemów.

Bo nią jest. Telefon stał się współczesną tarczą. Kiedy nie wiemy, jak wejść w rozmowę, jak znieść kontakt wzrokowy – sięgamy po ekran. To dotyczy i młodych, i dorosłych. Jest też inny aspekt: przebodźcowanie. Gdyby codziennie śledzić wszystkie newsy, tragedie, katastrofy, wypadki, wojny – można wpaść w depresję. A przecież wielu ludzi tak właśnie żyje: w ciągłym napięciu informacyjnym. Żeby funkcjonować zdrowo, czasem trzeba wyłączyć telefon – dosłownie. Dlatego mówię rodzicom: jeśli chcemy, by dzieci odłożyły telefony, sami musimy pokazać, że potrafimy to robić. Dorośli powinni modelować zachowania. Jeśli oczekuję, że dziecko odłoży telefon, a sam przeglądam go przy obiedzie – to się nie uda.

Kiedy zacząć rozmowę o substancjach? I jak ją prowadzić?

Zacząć wtedy, gdy pojawia się ciekawość. Jeśli dziecko usłyszy w wiadomościach o przemytach kokainy i zapyta: „Co to jest kokaina?”, a my odpowiemy: „Kiedyś ci wytłumaczę”, to gwarantuję, że ono tę wiedzę i tak zdobędzie – ale nie od nas. Od kolegów, z internetu, z podwórka. I niekoniecznie będzie to wiedza, której byśmy chcieli.

Drugi moment krytyczny: przejście do szkoły średniej. To zmiana środowiska, nowych grup rówieśniczych. Trzeba przygotować dziecko, że zetknie się z alkoholem, marihuaną, a może i innymi substancjami. I musi wiedzieć, co z tym zrobić. Czego unikać? Straszenia. Mówienia: „Zapalisz trawkę, zaczniesz brać heroinę”. Bo kiedy zobaczy rówieśników, którzy okazjonalnie palą i wcale nie lądują w ośrodkach – przestanie ufać rodzicom.

Czy istnieją czynniki ochronne? Co tak naprawdę chroni dziecko?

Istnieją — i jest ich kilka, choć wszystkie sprowadzają się do jakości relacji między dzieckiem a dorosłym. Na pierwszym miejscu postawiłbym uważność i dialog, czyli codzienną gotowość do słuchania i rozmowy. Bardzo ważne są też jasne granice oraz poczucie bezpieczeństwa emocjonalnego, które buduje się nie słowami, ale konsekwentną obecnością. Ogromną rolę odgrywają również zainteresowania i pasje. To one stają się „kotwicą”, do której dziecko może wrócić, kiedy pojawiają się trudności czy pokusy. Jeśli młody człowiek ma coś, co naprawdę go wciąga — sport, muzykę, cokolwiek, co sprawia mu radość — łatwiej mu odnaleźć równowagę, nawet jeśli zetknie się z ryzykiem.

Nie da się przecenić także wspomnianego przeze mnie wcześniej modelowania zachowań przez dorosłych. Dzieci obserwują nas znacznie uważniej, niż nam się wydaje. Jeśli mówię: „Rozmawiajmy szczerze”, a chwilę później przy dziecku krzyczę na partnera, to mój przekaz natychmiast traci sens. Spójność między słowami a czynami jest jednym z najważniejszych czynników ochronnych.

Kolejnym jest emocjonalna stabilność domu. Sytuacje okołorozwodowe, konflikty, wciąganie dziecka w problemy dorosłych — wszystko to obciąża młodego człowieka znacznie bardziej, niż nam się wydaje. I jeszcze coś: rodzice często działają tak, jak kiedyś działano wobec nich. To nie wynika ze złej woli. Ale przekonanie, że „skoro na mnie działał krzyk i kary, to na moje dziecko też zadziała”, bywa bardzo krzywdzące. Dzieci są dziś inne, świat jest inny — dlatego największym błędem jest brak elastyczności.

Jak wygląda w praktyce dobra rozmowa, która nie ocenia?

Dobra rozmowa to dialog, nie wykład. Nie chodzi o robienie z dziecka przyjaciela – bo rodzic nie jest przyjacielem. Chodzi o przestrzeń, która pozwala mówić szczerze, w której obie strony mogą mówić bez lęku, że zostaną wyśmiane lub ocenione. Rodzice często bagatelizują problemy, które są dla dziecka ogromne – konflikt rówieśniczy, wyśmianie, odrzucenie. Dla dorosłego to nic. Dla dziecka – katastrofa. I jeśli powie: „Nie przesadzaj”, „To głupota”, „Za moich czasów…”, to zamyka kanał komunikacji.

Wspomina Pan też o obowiązkach – o tym, że dzieci często ich nie mają.

Bo dorośli wyręczają dzieci w niemal wszystkim. Jeśli dwulatek potrafi wyjąć klocki z pudełka, to potrafi je też tam wsadzić. Jeśli nastolatek nigdy nie obsługiwał pralki, to skąd ma umieć? A potem w ośrodku uczymy młodzież… jak prać, jak gotować, jak sprzątać.

Dzieci potrafią cieszyć się z najprostszych rzeczy. Ugotowanie zupy może być dla nich źródłem dumy większym niż tysiąc lajków. Tylko muszą dostać szansę, by czegokolwiek spróbować.

Jaka jest w tym wszystkim rola szkoły?

Znam szkoły – zarówno publiczne, jak i prywatne – gdzie pedagog jest blisko dzieci i reaguje, kiedy coś się dzieje. Ale znam też szkoły, które wolą „pozbyć się problemu”. Gdy tylko pojawia się cień podejrzeń, zapraszają rodziców i sugerują zmianę placówki. Dla statystyk, dla „świętego spokoju”. Rodzice, bojąc się powtarzania roku, stosują się. Problem znika ze szkoły, ale nie z życia dziecka.

A gdzie rodzic może szukać wsparcia?

Nie zawsze odpowiedzią jest „wysłać dziecko do terapeuty”. Bardzo często to rodzice powinni najpierw porozmawiać z psychologiem – o swoich obawach, błędach, o tym, jak rozmawiają, co mogą zmienić. Rodzice często mówią: „To my mamy iść do psychologa? Przecież to z dzieckiem jest problem”. A bardzo często problem zaczyna się w systemie rodzinnym, w dynamice domu, nie w dziecku. Taki emocjonalny chaos odbija się na młodym człowieku bardziej niż same substancje psychoaktywne. Na przykład rodzice rozgrywają rozwód przez dziecko. Oczekują od niego lojalności albo każą mu być pośrednikiem. To zjada młodego człowieka od środka.

Co było dla Pana najtrudniejsze podczas pracy nad książką?

Dwa obszary. Pierwszy – odpowiedzialność. Bardzo zależało mi, by nie pouczać. Nie moralizować. Mówić prostym, lecz nie prostackim językiem. Opierać się wyłącznie na doświadczeniu, a nie na teoriach. Drugi – emocje. W książce pojawia się wiele historii z mojej pracy. Dużo trudnych, bolesnych, czasem bardzo intymnych. Trzeba było je uporządkować, nadać im ramę. I tu ogromną zasługę ma Ewa, współautorka książki – potrafiła nadać tej książce strukturę. Bez niej byłaby to magma wspomnień. Po premierze odezwało się do mnie wielu rodziców. Dziękowali za to, że nie czuli się ocenieni. To dla mnie najcenniejszy sygnał, bo w świecie, który bezlitośnie ocenia, ktoś musi powiedzieć rodzicom: „Masz prawo nie wiedzieć. Masz prawo się bać. Najważniejsze, że chcesz coś zrobić”.

To bardzo ważne, bo wciąż istnieje tabu wokół problemów dzieci.

Zgadza się. Zdarzyło mi się poznać rodzinę, w której matka wolała powiedzieć znajomym, że syn siedzi w więzieniu, niż że jest w ośrodku leczenia uzależnień. Bo to pierwsze „mniej piętnuje”. To pokazuje, jak mocna jest społeczna ocena. To pokazuje, jak bardzo boimy się oceny. Jak mocno piętnuje się rodzica, kiedy w rodzinie pojawiają się tzw. narkotyki. A przecież nikt nie robi dziecku krzywdy celowo. Rodzice działają tak dobrze, jak potrafią. Na szczęście świadomość się zmienia. Ale wciąż mamy ogromną łatwość oceniania innych – mimo że nie wiemy nic o ich życiu.

Na koniec: co chciałby Pan, aby zapamiętali czytelnicy?

Że rozmowa, która się nie odbyła jest gorsza od trudnej rozmowy. Błędy są normalne, a my możemy uczyć się razem z dzieckiem. I że im więcej o tym mówimy, tym mniej się tego boimy.

Adam Nyk – specjalista terapii uzależnień, kierownik Rodzinnej Poradni Profilaktyki i Terapii Uzależnień w Warszawie. Absolwent socjologii na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Posiada wieloletnie doświadczenie w pracy z osobami uzależnionymi, które zdobywał jako terapeuta w ośrodkach „MONAR” w Krakowie, Wyszkowie oraz w placówkach dla osób z HIV/AIDS. Od 2002 roku pracuje także w Areszcie Śledczym Warszawa – Służewiec. W latach 2005–2008 współprowadził audycję radiową „Zostaw wiadomość” poświęconą profilaktyce uzależnień.

Zostaw swój komentarz:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mogą Cię zainteresować:

Mężczyzna biegnie po parku w blasku słońca jesienią

“Dobre nawyki, drobne rytuały potrafią działać jak bufor, który chroni przed powrotem do nałogu”

Dłonie, które trzymają dwa puzzle

Jak zmieniają się relacje z bliskimi na początku trzeźwienia

soba stojąca na skale z rozłożonymi rękami, patrząca na malowniczą dolinę otoczoną zielonymi górami i lekką mgłą, o wschodzie lub zachodzie słońca.

Nie piję i co dalej? 13 wskazówek na start od specjalistki psychoterapii uzależnień

Ręce kilku osób

Logoterapia w leczeniu uzależnień: „To spotkanie osoby z osobą, nie techniki z objawem” cz. 2

The owner of this website has made a commitment to accessibility and inclusion, please report any problems that you encounter using the contact form on this website. This site uses the WP ADA Compliance Check plugin to enhance accessibility.