Przejdź do treści głównej
Rząd pomarańczowych buteleczek z tabletkami na receptę z białymi nakrętkami i etykietami jest ustawiony na półce aptecznej, przy czym butelki na pierwszym planie są ostre, a te w tle rozmyte.
3 grudnia 2025

W debacie publicznej uzależnienia nadal mają wyraźnie zaznaczone granice. Mówimy o alkoholu, substancjach psychoaktywnych, coraz częściej także o uzależnieniach behawioralnych. Znacznie rzadziej natomiast przyglądamy się temu, co dzieje się na styku codzienności, farmacji i kultury samoleczenia. Tymczasem właśnie tam, w obszarze leków dostępnych bez recepty, rodzi się zjawisko, które z perspektywy klinicznej bywa trudne do uchwycenia, a społecznie niemal niewidoczne.

Jak podkreśla psychiatra Jacek Koprowicz, skala problemu uzależnień w ogóle, a lekozależności w szczególności, pozostaje znacząco niedoszacowana. Zwraca uwagę, że oficjalne statystyki obejmują jedynie niewielką część rzeczywistości, ponieważ wiele osób nigdy nie trafia do systemu leczenia:

„Wszystkie dane dotyczące uzależnień publikowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia są skrajnie niedoszacowane. To jest według mnie tylko czubek góry lodowej, dlatego że większość osób uzależnionych leczy się poza publicznym systemem albo w ogóle się nie leczy”.

W przypadku leków bez recepty ta niewidzialność problemu jest szczególnie wyraźna. Leki OTC funkcjonują bowiem w powszechnej świadomości jako bezpieczne, „lżejsze”, a przede wszystkim normalne. Są elementem codzienności, obecnym nie tylko w aptekach, ale też w reklamach, domowych apteczkach i języku potocznym.

Rynek OTC i kultura samoleczenia

Koprowicz zauważa, że w Polsce rynek tych preparatów rozwija się wyjątkowo dynamicznie, czemu towarzyszy niski poziom edukacji zdrowotnej:

„Polski rynek leków OTC jest bardzo duży, a nasze społeczeństwo wydaje się być wyjątkowo niewyedukowane zdrowotnie. Ludzie kupują wszystko, co się pokaże w reklamach telewizyjnych. Bardzo często nie zastanawiają się nad tym, czy dany objaw jest czymś fizjologicznym, czy rzeczywiście wymaga leczenia”.

To właśnie w tym miejscu pojawia się kluczowy mechanizm, który psychiatra określa mianem „potrzeby leku na wszystko”. W przywoływanej rozmowie opisuje pacjentkę, która każdą dolegliwość, każde odstępstwo od idealnego samopoczucia traktowała jako problem wymagający farmakologicznej interwencji:

„Ona żadnego zachowania fizjologicznego nie traktowała jako normy. Każdy objaw był dla niej czymś, co trzeba natychmiast wyeliminować. To jest taki konstrukt psychiczny, potrzeba leku na wszystko”.

Ten sposób myślenia nie pojawia się w próżni. Jest konsekwencją kultury, w której dyskomfort przestał być sygnałem, a stał się błędem wymagającym korekty. Leki bez recepty idealnie wpisują się w tę narrację, ponieważ są dostępne natychmiast i nie wymagają konfrontacji z pytaniem o przyczyny dolegliwości.

Reklama jako instrukcja reagowania na objaw

Reklama leków OTC nie tylko wzmacnia ten konstrukt, ale wręcz pomaga mu się utrwalić. Jej przekaz rzadko dotyczy przyczyn czy kontekstu dolegliwości. Zamiast tego koncentruje się na szybkim rozwiązaniu i obietnicy powrotu do pełnej sprawności. Koprowicz zwraca uwagę na sposób, w jaki reklama upraszcza relację pacjenta z lekiem, redukując ją do gestu zakupu:

„Zwróćmy uwagę, że w reklamach bardzo często nie pada nawet nazwa leku. Mówi się na przykład o ‘żółtym kremie z apteki’, żeby ludzie nie musieli zawracać sobie głowy nazwą. Chodzi o to, żeby zapamiętali kolor opakowania, obietnicę działania i poszli po to do apteki”.

Taka narracja nie zachęca do refleksji ani do rozmowy z lekarzem czy farmaceutą. Przeciwnie, utrwala przekonanie, że odpowiedź na dyskomfort jest prosta, szybka i dostępna od ręki. Psychiatra podkreśla przy tym, że nie wszyscy reagują na ten przekaz w ten sam sposób:

„Są osoby, które są bardzo podatne na sugestie. One zobaczą reklamę leku czy suplementu i natychmiast czują potrzebę, aby go zażyć. To nie jest jeszcze uzależnienie w sensie klasycznym, ale to jest już mechanizm, który może do uzależnienia prowadzić”.

Uzależnienie behawioralne w białym opakowaniu

W tym kontekście szczególnie istotne jest rozróżnienie między uzależnieniem farmakologicznym a uzależnieniem behawioralnym. Koprowicz podkreśla, że w przypadku wielu leków OTC kluczową rolę odgrywa nie tyle sama substancja, co powtarzalny schemat sięgania po nią w odpowiedzi na napięcie, lęk czy dyskomfort. Odnosząc się do środków przeczyszczających, mówi wprost:

„Ludzie uzależniają się od różnych leków, nawet od środków przeczyszczających. Tu mamy do czynienia z pewnym uzależnieniem behawioralnym, często związanym z kultem pięknego, szczupłego ciała”.

Tak rozumiana lekozależność nie przypomina stereotypowego obrazu nałogu. Nie wiąże się z marginalizacją ani łamaniem prawa. Przeciwnie, bywa społecznie akceptowana, a nawet wzmacniana przez komunikaty kulturowe. To właśnie dlatego, jak podkreśla Koprowicz, moment przejścia od „używania” do „nadużywania” bywa niezauważony:

„Osoba uzależniona najpierw żyje, żeby brać, a później bierze, żeby żyć. Tylko że w przypadku leków bardzo długo nikt nie widzi w tym problemu, bo wszystko odbywa się legalnie”.

Naukowe uzupełnienie: co mówią badania

Badania z zakresu zdrowia publicznego i psychofarmakologii potwierdzają wiele obserwacji klinicznych przywoływanych przez dra Koprowicza. Przeglądy systematyczne wskazują, że nadużywanie leków bez recepty dotyczy przede wszystkim preparatów przeciwbólowych, środków na przeziębienie i kaszel oraz leków o działaniu sedatywnym. Kluczowym czynnikiem ryzyka okazuje się nie tylko skład farmakologiczny, lecz także łatwa dostępność, niski koszt oraz brak społecznego piętna.

Badacze podkreślają również znaczenie mechanizmu uczenia się poprzez ulgę. Każdorazowe szybkie zmniejszenie dyskomfortu wzmacnia zachowanie polegające na sięganiu po lek, co z czasem może prowadzić do utrwalenia nawyku i rozwoju zależności psychicznej. W literaturze opisuje się ten proces jako klasyczne warunkowanie instrumentalne, w którym tabletka staje się narzędziem regulacji emocji i doznań cielesnych.

Istotną rolę odgrywa także reklama. Analizy dotyczące marketingu farmaceutycznego pokazują, że ekspozycja na przekazy reklamowe zwiększa skłonność do samoleczenia, obniża percepcję ryzyka i wzmacnia przekonanie, że objawy wymagają natychmiastowej farmakologicznej interwencji. Choć większość badań dotyczy leków na receptę, mechanizmy psychologiczne pozostają podobne w przypadku OTC.

Zamiast puenty

Felieton o lekach bez recepty nie jest opowieścią o złej farmacji ani o braku odpowiedzialności jednostki. Jest raczej próbą opisania kultury, w której dyskomfort stał się wrogiem, a tabletka uniwersalną odpowiedzią. W takiej kulturze uzależnienie nie pojawia się nagle. Ono raczej powoli wnika w codzienność, ucząc, że zamiast pytać o sens objawu, lepiej go jak najszybciej uciszyć.

Zostaw swój komentarz:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mogą Cię zainteresować:

dzieci eksperymenty nauka laboratorium warsztaty naukowe

Trwają zapisy na „Eksperymenty na Śródmieściu”: bezpłatne zajęcia dla dzieci z Fundacją RoRo

rodzina na dywanie szczęśliwi uśmiechnięci rodzice chłopiec i dziewczynka dom

„Przystań Mokotów”: Kompleksowe wsparcie dla rodzin w jednym miejscu

Starsza kobieta wygląda na zmartwioną, opierając głowę na dłoni, podczas gdy starszy mężczyzna stoi obok niej, delikatnie kładąc dłoń na jej ramieniu.

Telefon Pomocy dla Starszych – bezpłatne wsparcie informacyjne i poradnicze

Starszy mężczyzna siedzi i podpiera się o laskę

Fundacja Projekt Starsi: bezpłatna pomoc starszym doświadczającym przemocy

The owner of this website has made a commitment to accessibility and inclusion, please report any problems that you encounter using the contact form on this website. This site uses the WP ADA Compliance Check plugin to enhance accessibility.