Przejdź do treści głównej
Młody mężczyzna w słabo oświetlonym pokoju podaje skręconego papierosa innej osobie. Na stole przed nim znajduje się butelka, szklanka i kontroler do gry wideo. Tło jest zagracone notatkami i przedmiotami.
17 czerwca 2025

Adam ma 35 lat i za sobą kilkanaście lat używania różnych substancji psychoaktywnych. Alkohol, marihuana, amfetamina, kokaina, benzodiazepiny – nie wybierał konkretnego narkotyku, wybierał
haj. Dziś opowiada, czym jest uzależnienie i dlaczego najtrudniejsze było przyznanie, że problemem
nie jest jedna substancja.

Redakcja: Kiedy po raz pierwszy sięgnąłeś po substancje psychoaktywne i jak to się zaczęło?

Adam: Zaczęło się bardzo zwyczajnie i niewinnie, jak u wielu ludzi. Pierwszy był alkohol, jeszcze w
liceum, potem marihuana. Nie było w tym wtedy nic wyjątkowego – imprezy, znajomi, chęć bycia
częścią grupy. Substancje nie były celem, raczej dodatkiem do życia towarzyskiego. Przez długi czas
uważałem, że mam nad tym pełną kontrolę. Później pojawiły się kolejne doświadczenia: amfetamina
na imprezach, czasem coś „na poprawę nastroju”, czasem „na dłuższą noc”. Z czasem zauważyłem, że
nie przywiązuję się do jednego narkotyku. Brałem to, co było dostępne i co pasowało do sytuacji.
Alkohol na wyciszenie, stymulanty na energię, marihuana na uspokojenie, benzodiazepiny na sen. To
nie była świadoma strategia – raczej sposób reagowania na emocje i okoliczności. Nie liczyła się
substancja, tylko efekt. Chciałem coś zmienić w sobie tu i teraz – przyspieszyć, spowolnić, nie czuć,
poczuć więcej. Trzeźwość coraz częściej wydawała się stanem nie do zniesienia.

Kiedy zorientowałeś się, że nie chodzi już o eksperymentowanie?

To przyszło bardzo powoli. Długo mówiłem sobie, że nie mam problemu, bo przecież nie biorę
jednego narkotyku. Myślałem, że to mnie chroni. W rzeczywistości było dokładnie odwrotnie.
Zorientowałem się, że coś jest nie tak, kiedy zauważyłem, że planuję życie wokół substancji, ale
żadnej konkretnej. Jeśli nie było jednego, sięgałem po inne. Jeśli nie mogłem pić, brałem coś innego.
Jeśli byłem zbyt pobudzony, sięgałem po coś, co mnie wyciszy. To był ciągły taniec chemii w moim
organizmie. Coraz trudniej było mi powiedzieć, kim jestem bez tego. Trzeźwy byłem rozdrażniony,
niespokojny, pusty. To był moment, w którym zrozumiałem, że problemem nie jest konkretna
substancja, tylko moja relacja z rzeczywistością. Nie umiałem jej znieść bez „wsparcia”. Używanie
substancji dawała iluzję kontroli, bo zawsze mogłem powiedzieć: „to tylko dziś”, „to tylko to”, „to nie
to samo, co wczoraj”. A w rzeczywistości coraz bardziej się pogrążałem.
Jak wyglądało Twoje codzienne funkcjonowanie w czasie aktywnego używania?
Z zewnątrz mogłem wyglądać całkiem normalnie. Pracowałem, spotykałem się ze znajomymi,
bywałem „ogarnięty”. W środku jednak panował chaos. Każdy dzień był regulowany przez to, w jakim
jestem stanie i czym mogę go zmienić. Poranki często zaczynały się od kaca albo wyczerpania, które
„naprawiałem” kolejną substancją. Wieczory były planowane pod to, aby coś wziąć – cokolwiek, co
pozwoli mi nie czuć napięcia. Mój organizm był nieustannie przeciążony, a psychika coraz bardziej
rozchwiana. Pojawiły się problemy z pamięcią, koncentracją, nastrojem. Nie wiedziałem już, co jest
„mną”, a co skutkiem substancji. Relacje zaczęły się rozpadać, bo byłem nieprzewidywalny
emocjonalnie. Jednego dnia euforia, drugiego kompletne wycofanie. Używanie wszystkiego na raz
sprawia, że ciało i głowa nigdy nie mają szansy się ustabilizować. To ciągły rollercoaster, który na
dłuższą metę jest nie do zniesienia.
Czy próbowałeś ograniczać lub „kontrolować” używanie?
Tak, wielokrotnie. I to jest bardzo charakterystyczne dla każdego uzależnienia. Przestawałem brać
jedną substancję, ale w jej miejsce pojawiała się inna. Mówiłem sobie: „nie biorę już amfetaminy,
tylko piję”, albo: „nie piję, ale zapalę, to przecież łagodne”. To były pozorne zmiany, które miały mnie
uspokoić. W rzeczywistości mechanizm pozostawał ten sam: regulowanie chemią. Każda próba
kontroli kończyła się frustracją i poczuciem porażki. To pogłębiało wstyd i potrzebę ucieczki.

Najtrudniejsze było przyznanie, że nie chodzi o ilość ani o rodzaj, tylko o sam fakt, że bez substancji
nie potrafię funkcjonować. To było bardzo bolesne odkrycie, bo odbierało mi wszystkie wymówki.
Jak ta sytuacja wpłynęła na Twoje relacje z innymi ludźmi?
Zniszczyła je powoli, ale skutecznie. Ludzie czuli, że nie mogą na mnie liczyć, że jestem emocjonalnie
nieobecny albo przesadnie intensywny. Zaczęły się konflikty, niedotrzymywanie obietnic, izolacja.
Wstydziłem się tego, jak żyję, więc coraz bardziej się zamykałem. Najbliżsi widzieli, że coś jest nie tak,
ale nie potrafili tego nazwać. A ja nie potrafiłem przyznać, że problem jest tak szeroki.
Co było momentem, w którym zdecydowałeś się na leczenie?
Byłem po prostu kompletnie wyczerpany. Fizyczne i psychiczne. Obudziłem się pewnego dnia i
zrozumiałem, że nie mam już siły. Każda substancja, która kiedyś coś mi dawała, przestała działać.
Została pustka, lęk i strach przed samym sobą. Wiedziałem, że jeśli czegoś nie zmienię, to albo się
zabiję, albo stracę wszystko. To był moment, w którym po raz pierwszy powiedziałem: „nie ogarniam,
potrzebuję pomocy”.
Jak wyglądało Twoje leczenie?
Najpierw detoks, potem terapia stacjonarna. Pracowaliśmy nad mechanizmami, a nie nad listą
narkotyków. Uczyłem się rozpoznawać emocje, napięcie, impulsy. Uczyłem się trzeźwego życia od
podstaw. To było trudne, bo mój organizm i psychika były przyzwyczajone do ciągłej stymulacji lub
tłumienia. Terapia dała mi język do opisywania tego, co się ze mną dzieje, i narzędzia do radzenia
sobie bez chemii.
Co zmieniło się w Twoim życiu po terapii?
Zmieniło się wszystko, choć powoli. Trzeźwość przestała być karą, a zaczęła być przestrzenią. Uczę się
życia bez chodzenia na skróty. Emocje są intensywne, ale prawdziwe. Powoli odbudowuję relacje.
Najważniejsze jest to, że dziś wiem, kim jestem bez substancji. To nie jest łatwe, ale jest uczciwe. I po
raz pierwszy od lat czuję spokój, który nie pochodzi z zewnątrz.

Zostaw swój komentarz:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mogą Cię zainteresować:

Różowy zakreślacz podkreśla słowo "ADHD" na wydrukowanej stronie, zwracając uwagę na ten termin w większym tekście na temat zaburzeń koncentracji uwagi.

ADHD i używanie substancji psychoaktywnych. “Impulsywność to nie wszystko”

Młody mężczyzna w słabo oświetlonym pokoju podaje skręconego papierosa innej osobie. Na stole przed nim znajduje się butelka, szklanka i kontroler do gry wideo. Tło jest zagracone notatkami i przedmiotami.

Ryzyko do potęgi. Alkohol wyłącza hamulce, a marihuana postrzeganie sytuacji

Szklanka whisky, otwarta buteleczka z tabletkami i rozsypane tabletki leżą na dywanie. W tle na podłodze leży nieprzytomna osoba, co sugeruje możliwe przedawkowanie lub zatrucie.

Niebezpieczne połączenia. Przez nieświadomość można stracić zdrowie

Osoba o krótkich brązowych włosach, w okularach i ciemnej koszuli z długim rękawem, trzyma pojedynczą czerwoną pigułkę w otwartej lewej dłoni. Tło stanowi drewniana podłoga widziana z góry.

Młodzi odurzają się lekami bez recepty. Drastyczny wzrost zatruć

The owner of this website has made a commitment to accessibility and inclusion, please report any problems that you encounter using the contact form on this website. This site uses the WP ADA Compliance Check plugin to enhance accessibility.