
Strach, bezsilność i ciągłe napięcie – tak często wygląda codzienność rodzin osób z uzależnieniem od narkotyków. W desperackiej próbie ratowania bliskiego pojawia się kontrola: sprawdzanie, pilnowanie, przejmowanie odpowiedzialności. Tymczasem doświadczenie terapeutyczne pokazuje, że to nie ona przynosi zmianę. Coraz częściej kluczowym słowem w pracy z rodzinami stają się granice – spokojne, jasne i konsekwentne. W tym artykule terapeutka uzależnień pracująca w nurcie terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach opowiada, dlaczego odejście od kontroli bywa pierwszym krokiem do realnej ulgi i dlaczego zmiana w rodzinie może rozpocząć się nawet wtedy, gdy osoba uzależniona nie jest jeszcze gotowa na leczenie.
Redakcja: Dlaczego w rodzinach osób z uzależnieniem od narkotyków kontrola wydaje się naturalna, ale rzadko przynosi ulgę?
Dorota Bąk: Kontrola pojawia się tam, gdzie pojawia się strach. W rodzinach osób z uzależnieniem od narkotyków ten strach jest wszechobecny: o zdrowie, życie, przyszłość, konsekwencje prawne, o to, „co będzie jutro”. Kontrola daje chwilowe poczucie działania – sprawdzanie telefonu, przeszukiwanie pokoju, liczenie pieniędzy, dzwonienie co godzinę. To są próby odzyskania wpływu w sytuacji, w której realnie ten wpływ został zachwiany.
Problem polega na tym, że kontrola działa krótkoterminowo i głównie na emocje osoby kontrolującej. Na moment obniża napięcie: „zrobiłem coś”, „nie siedzę bezczynnie”. Natomiast długofalowo kontrolowanie rzadko pomaga osobie używającej narkotyków. Często wręcz wzmacnia mechanizmy uzależnienia: ukrywanie, izolację, bunt albo wycofanie. Relacja zaczyna przypominać grę w kotka i myszkę, w której obie strony są coraz bardziej zmęczone.
Z perspektywy Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach mówimy wprost: jeśli coś jest robione od dawna i nie przynosi efektu, warto poszukać innego rozwiązania. Kontrola bywa zrozumiała, ale nie jest neutralna. Przesuwa ciężar odpowiedzialności z osoby uzależnionej na rodzinę. Bliscy zaczynają żyć „uzależnieniem kogoś”, a nie własnym życiem. Ulgę przynosi dopiero odejście od iluzji pełnej kontroli i skupienie się na tym, na co rodzina realnie ma wpływ: na swoje granice, decyzje, reakcje i sposób dbania o siebie.
Czym różni się stawianie granic od kontroli i jak rozpoznać, że rodzina już nie pomaga, tylko ratuje za wszelką cenę?
Różnica między granicą a kontrolą jest subtelna, ale fundamentalna. Kontrola dotyczy drugiej osoby: jej zachowań, decyzji, wyborów. Granica dotyczy mnie: tego, na co się zgadzam, a na co nie, i co zrobię, gdy ta granica zostanie przekroczona. Kontrola mówi: „Nie możesz brać, nie możesz wychodzić, musisz mi powiedzieć prawdę”. Granica mówi: „Nie chcę, aby narkotyki były w moim domu” albo „Nie będę finansować twojego używania”.
Rodzina zaczyna „ratować za wszelką cenę” wtedy, gdy koszty pomagania są coraz wyższe, a efekty coraz mniejsze. Gdy ktoś spłaca długi, tłumaczy przed pracodawcą, bierze na siebie konsekwencje prawne, kłamie innym członkom rodziny. Intencją jest pomoc, ale skutkiem bywa podtrzymywanie problemu. W TSR nie mówimy, że to „złe” czy „patologiczne” – mówimy, że to strategia, która kiedyś miała sens, ale dziś już nie działa.
Rozpoznanie tego momentu często przychodzi wtedy, gdy bliski zadaje sobie pytanie: „A co ze mną?”. Granice nie są karą ani szantażem. Są próbą przywrócenia równowagi w relacji. Paradoksalnie to właśnie granice częściej niż kontrola tworzą przestrzeń, w której osoba uzależniona może zacząć brać odpowiedzialność za siebie.
Jakie małe zachowania rodzin faktycznie wspierają osobę z uzależnieniem od narkotyków, nawet jeśli problem nadal trwa?
W TSR ogromną wagę przywiązujemy do małych kroków i wyjątków od problemu. Rodziny często nie doceniają tego, co już robią dobrze, bo są skupione na tym, co nie działa. Tymczasem wsparcie bardzo często nie polega na wielkich rozmowach czy ultimatach, ale na drobnych, konsekwentnych zachowaniach.
Wspierające jest na przykład oddzielanie osoby od problemu: „Nie zgadzam się na narkotyki, ale nadal zależy mi na tobie”. Wspierające jest zauważanie momentów trzeźwości, odpowiedzialności, nawet krótkich: punktualność, dotrzymanie słowa, jedna uczciwa rozmowa. To nie jest „nagradzanie za minimum”, tylko wzmacnianie tego, co chcemy widzieć częściej.
Pomaga też przewidywalność. Jasne komunikaty, bez ciągłego zmieniania zasad. Dla osoby z uzależnieniem chaos w relacjach często jest paliwem do dalszego używania substancji. Rodzina, która mówi spokojnie: „To są nasze zasady i one się nie zmieniają pod wpływem emocji”, daje więcej bezpieczeństwa niż ta, która krzyczy albo ratuje w panice.
Czy stawianie granic nie pogorszy sytuacji? Jak odpowiada Pani na ten lęk?
Ten lęk jest absolutnie zrozumiały. Rodziny boją się, że granice doprowadzą do zerwania relacji, eskalacji używania substancji albo tragedii. W pracy TSR nie bagatelizujemy tych obaw. Zamiast tego pytamy: „A co się dzieje teraz?” i „Czy obecna strategia rzeczywiście chroni was i waszego bliskiego?”.
Granice mogą chwilowo zwiększyć napięcie. To prawda. Ale brak granic oznacza często długotrwałe cierpienie wszystkich stron. Granice nie są decyzją „przeciwko” komuś, tylko „za” czymś: za bezpieczeństwem, za szacunkiem, za realną odpowiedzialnością.
Ważne jest też tempo. Granice wprowadzane z dnia na dzień, bez przygotowania, mogą być trudne. Dlatego w TSR pracujemy nad tym, by były możliwe do utrzymania, realistyczne i zgodne z wartościami rodziny. Dobra granica to taka, którą naprawdę jesteśmy w stanie konsekwentnie utrzymać.
Jak wygląda „dobra granica” w kontekście używania narkotyków?
Dobra granica jest konkretna, jasna i dotyczy zachowań, a nie ocen. Zamiast: „Nie chcę, żebyś taki był”, mówimy: „Nie zgadzam się na używanie narkotyków w domu”. Zamiast: „Jeśli mnie kochasz, przestaniesz brać”, mówimy: „Jeśli będziesz pod wpływem, nie będziesz mógł tu nocować”.
Granica nie zawiera gróźb ani moralizowania. Zawiera informację, co zrobię ja, a nie co „ty musisz”. To ogromna różnica. W TSR podkreślamy też, że granice są po to, by chronić relację, a nie ją niszczyć. One porządkują sytuację, zamiast utrzymywać ją w ciągłym napięciu.
Jaką różnicę może zrobić rodzina, nawet jeśli bliski nie chce leczenia?
Rodzina często nie docenia swojej roli, jeśli osoba z uzależnieniem „nie chce się leczyć”. Tymczasem zmiana systemowa zaczyna się wtedy, gdy choć jedna osoba zaczyna funkcjonować inaczej. Gdy rodzina przestaje reagować automatycznie, ratować, kontrolować – zmienia się cały układ.
W TSR mówimy: nie czekaj, aż druga osoba się zmieni, abyś ty mógł zacząć żyć inaczej. Rodzina, która odzyskuje spokój, strukturę i jasność granic, często nieświadomie wysyła bardzo silny komunikat: „Zmiana jest możliwa”. I bardzo często to właśnie ta zmiana staje się początkiem decyzji o leczeniu.
Jak praca nad granicami pomaga rodzinom odzyskać poczucie wpływu bez obwiniania siebie?
Granice przesuwają punkt ciężkości z winy na odpowiedzialność. Zamiast pytać: „Co zrobiliśmy źle?”, rodzina zaczyna pytać: „Co możemy zrobić inaczej od dziś?”. To ogromna zmiana perspektywy. Poczucie winy paraliżuje, a odpowiedzialność daje ruch.
Rodzice dorosłych dzieci często latami żyją w przekonaniu, że „gdyby byli lepsi”, problem by nie powstał. Praca w TSR pozwala zobaczyć, że uzależnienie ma wiele przyczyn, a rodzina może być częścią rozwiązania, nawet jeśli nie była idealna.
Jedna myśl dająca nadzieję dla rodzin osób z uzależnieniem od narkotyków…
Najważniejsza myśl, jaką zostawiam rodzinom, brzmi: nie musicie wiedzieć, jak skończy się ta historia, aby zacząć żyć lepiej już teraz. Zmiana nie wymaga perfekcji, tylko pierwszego, możliwego kroku. Granice, spokój, konsekwencja i dbanie o siebie naprawdę robią różnicę – nawet wtedy, gdy na pierwszy rzut oka nic się jeszcze nie zmienia.
Dziękuję za rozmowę.
Dorota Bąk – certyfikowana specjalistka psychoterapii uzależnień, absolwentka Studium Terapii Uzależnień Instytutu Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Z Klientami pracuje w nurcie Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach. Jest realizatorką Programu CANDIS, który jest ambulatoryjnym programem terapeutycznym skierowanym do osób z uzależnieniem od przetworów konopi, realizatorką programu wcześniej interwencji FreD Goes Net skierowanego do młodzieży używającej substancji psychoaktywnych. Ukończyła także szkolenie przygotowujące do prowadzenia Programu Ograniczania Picia (POP) zgodnie z wymogami PARPA oraz szkolenie Psychoterapia Uzależnień Dzieci i Młodzieży współfinansowane przez Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom. W latach 2021-2023 pracowała z młodzieżą używającą substancji psychoaktywnych w Poradni Leczenia Uzależnień dla Dzieci i Młodzieży Mazowieckiego Centrum Neuropsychiatrii w Warszawie. Aktualnie związana z Fundacją UNA, gdzie prowadzi terapię indywidualną i grupową dla osób dorosłych i młodzieży zmagających się z uzależnieniem, grupy wsparciowo-warsztatowe, warsztaty psychoedukacyjne oraz koordynuje projekty dotyczące uzależnień.
Mogą Cię zainteresować:

Fundacja DRS: Trening kompetencji psychospołecznych dla dzieci nieśmiałych w wieku 10-11 lat





Dodaj komentarz