
Kiedy „Mikołaj jedzie saniami” i przynosi „worek ze śniegu”, niewiele osób myśli o faktycznej treści tej świątecznej metafory. W eleganckim slangu imprezowym kryje się kokaina – narkotyk, który dzięki kulturze, językowi eufemizmów i popkulturowej legendzie zbudował wokół siebie najbardziej niebezpieczną z możliwych aur: aurę kontrolowanego, czystego i „klubowego” ryzyka. To właśnie ten parasol mitów, a nie sama substancja, czyni ją szczególnie zdradliwą. Rozbrajając go, odkrywamy, że pod płaszczykiem elegancji kryje się mechanizm uzależnienia tak silny, że specjaliści mówią wprost: nie pamiętamy przypadków jego skutecznego ograniczenia.
Mit pierwszy: „Czysta impreza” – czyli jak banknot i rurka budują iluzję bezpieczeństwa
„Uznawanie jej za 'czystą’, doskonałą na imprezę, to oswajanie z narkotykiem” – mówi psychoterapeuta uzależnień, Łukasz Krzysztoń. To klucz do pierwszego i najgroźniejszego mitu. Kokaina, wciągana przez nos za pomocą zwiniętego banknotu lub szklanej rurki, wydaje się dystansować od „brudnego” świata strzykawek i heroiny. To iluzja czystości, którą narkotyk zawdzięcza nie swojej naturze, ale sposobowi podania.
Nauka nie pozostawia złudzeń: bez względu na metodę, kokaina jest silnym inhibitorem wychwytu zwrotnego neuroprzekaźników, przede wszystkim dopaminy. Jej działanie na układ nagrody w mózgu jest natychmiastowe, intensywne i identycznie uzależniające. Rytuał wspólnego zażywania, będący pozorem wspólnoty, niesie zaś realne, fizyczne zagrożenia. „Wkładając do nosa banknot czy rurkę używaną przez innych, może dojść do zakażenia, na przykład wirusowym zapaleniem wątroby” – przestrzega Krzysztoń. Mikrouszkodzenia śluzówki nosa, tzw. „katar kokainowy”, stają się bramą dla patogenów, które przenoszą się przez drobinki krwi. Elegancki rytuał okazuje się działaniem wysokiego ryzyka biologicznego.
Mit drugi: „Dopalacz dla mistrzów” – supermoc, która jest tylko złudzeniem
Kolejny mit trafia w sedno potrzeb współczesnego świata: kokaina jako paliwo dla ambitnych. Wizerunek biznesmena, artysty czy finansisty, który „dowozi” projekty po nocnych sesjach z „śniegiem”, utrwalany przez popkulturę, jest potężnym kłamstwem. „Pacjenci zgłaszają, że to dla nich niesamowite uczucie, że będąc pod wpływem narkotyku, czują, jakby bardziej trzeźwo myśleli, mają wyostrzone zmysły” – opisuje terapeuta. To jednak uczucie jest zwodnicze.
Badania obrazowe mózgu pokazują, że pod wpływem kokainy dochodzi do gwałtownego i nienaturalnego wzrostu aktywności w obszarach związanych z poczuciem euforii i pewności siebie, przy jednoczesnym upośledzeniu ośrodków odpowiedzialnych za ocenę ryzyka i planowanie. Subiektywne poczucie „supermocy” i bystrości nie ma pokrycia w rzeczywistej efektywności. Co więcej, efekt ten jest niezwykle krótkotrwały. „Osoba zazwyczaj już 30-40 minut po pierwszej dawce, dobiera kolejną” – wskazuje Krzysztoń. Prawdziwym końcem tego mitu są słowa pacjentów na terapii: „stan ten był tylko pozorny i nie miał nic wspólnego z trzeźwym myśleniem”. Iluzja kontroli nad pracą szybko zamienia się w paniczne poszukiwanie kolejnej dawki, by uciec od nadchodzącego załamania nastroju.
Mit trzeci: „Raz na miesiąc nie zaszkodzi” – pułapka pierwszej linii
To mit, który słyszał każdy specjalista od uzależnień, a który kokaina obala z chirurgiczną precyzją. Przekonanie o kontrolowanym, rekreacyjnym używaniu jest fundamentem, na którym narkotyk buduje swoją pułapkę. „Podam takie typowe hasło po pierwszym razie: 'super, że się nie uzależniłem. Ciekawe, kiedy teraz będzie impreza?’” – przytacza Krzysztoń.
Dlaczego to tak niebezpieczne? Kokaina nie uzależnia „z czasem” – ona fundamentalnie przebudowuje priorytety układu nagrody od pierwszego użycia. Mózg, doświadczywszy sztucznego i gwałtownego zalania dopaminą, zapamiętuje tę ścieżkę jako niezwykle skuteczną. Naturalne źródła przyjemności – osiągnięcia, relacje, hobby – bledną. „Organizm zaczyna sztucznie wydzielać dopaminę i serotoninę. Nie wystarczy mu już wydzielanie z aktywności, które wcześniej dawały przyjemność” – wyjaśnia terapeuta. Definicja uzależnienia, jak przypomina, nie sprowadza się tylko do utraty kontroli nad substancją. „Chodzi o to, że człowiek, gdy ma kontakt z substancją, to staje się ona dla niego tak ważna, że traci kontrolę nad życiem, nad zachowaniami, traci wartości, które były dla niego ważne”. Dlatego próby ograniczenia się do „tylko w weekend” tak często kończą się niepowodzeniem.
Mit czwarty: „Otwiera serce i ciało” – intymność na kredyt
Mit o kokainie jako społecznej i seksualnej „podkładce” jest szczególnie perfidny. Narkotyk ma rozluźniać, czynić osobę bardziej charyzmatyczną, otwartą i poprawiać doznania intymne. Rzeczywistość jest mrocznym przeciwieństwem tego obrazu. Choć początkowa euforia może zmniejszać zahamowania, to szybko ustępuje miejsca nadpobudliwości, drażliwości i stanom lękowym. We wspólnym zażywaniu chodzi nie o głębię relacji, ale o wspólny rytuał dostępu do substancji, który zastępuje autentyczną więź.
W sferze seksualnej ryzyka są katastrofalne. „Po kokainie wzrasta ryzyko zarażenia HIV, również dlatego, że używki sprawiają, że stosunek może stać się bardziej agresywny, ciało jest mniej czułe na doznania, muszą być one silniejsze” – alarmuje Łukasz Krzysztoń. Połączenie z alkoholem, częste w tym kontekście, dodatkowo osłabia ocenę sytuacji i zwiększa skłonność do zachowań ryzykownych. Intymność „na kredyt” chemicznej euforii płaci się później wysoką ceną: załamaniem, wstydem, poczuciem winy i realnym zagrożeniem dla zdrowia.
Podsumowanie: Rozbroić mit, by zobaczyć pułapkę
Kokaina to więcej niż narkotyk – to precyzyjnie zaprojektowana pułapka na ludzki mózg, zamaskowana przez społeczną mitologię. Jej największym niebezpieczeństwem nie jest jednorazowe przedawkowanie, ale nieubłagana logika błędnego koła, które uruchamia.
„Kokaina wiąże się z podwójną motywacją – z jednej strony chcę więcej przyjemności, więc ją biorę. Z drugiej – zjazd po kokainie to gwałtowny spadek w dół, więc biorę, żeby uniknąć stanu depresyjnego” – tłumaczy terapeuta. To właśnie ta huśtawka, od euforycznego szczytu do depresyjnego dna, jest esencją uzależnienia. Kolejne dawki przestają dawać przyjemność, a stają się jedynym znanym sposobem na ucieczkę od psychicznego cierpienia, które same wywołały.
Rozbrajanie mitu o „eleganckiej imprezie” to nie moralizowanie, ale akt obrony przed systemowym oszustwem. To zrozumienie, że za slangiem, pozorami kontroli i chwilową euforią kryje się mechanizm zdolny w ekspresowym tempie przejąć ster nad życiem, zamieniając wartości, relacje i zdrowie w pościg za kolejną, coraz mniej satysfakcjonującą linią. Prawdziwa trzeźwość myślenia zaczyna się w momencie, gdy przestajemy wierzyć w „śnieg”, a zaczynamy widzieć chemiczną pułapkę.






Dodaj komentarz