Przejdź do treści głównej
stygmatyzacja a leczenie
16 listopada 2025

Paweł ma 38 lat, dobrą pracę, rodzinę i opinię faceta, który „ogarnia życie”. Alkohol był obecny od
lat, ale długo nikt — łącznie z nim samym — nie nazywał go problemem. Do momentu, w którym
jego kilkuletni syn znalazł go nieprzytomnego na podłodze w łazience.
„Przez długi czas naprawdę wierzyłem, że to mnie nie dotyczy”
Paweł przez lata funkcjonował dokładnie tak, jak wymagało tego jego otoczenie. Praca w branży
technicznej, projekty, terminy, odpowiedzialność. Po pracy piwo. Potem dwa. Potem weekendy z
alkoholem jako stałym elementem odpoczynku. Nie pił rano, nie zawalał obowiązków, nie miał
problemów z prawem. W jego głowie to wystarczało, aby mówić: „nie jestem alkoholikiem”. Alkohol
był dla niego sposobem na odreagowanie napięcia, na wyłączenie głowy, na chwilowe poczucie ulgi.
Im większa presja w pracy i w domu, tym częściej sięgał po butelkę. Z czasem zauważył, że nie potrafi
już „odpocząć” bez alkoholu, ale nadal to bagatelizował. Tłumaczył sobie, że każdy ma coś, że
przecież nie pije sam, że to normalne. Jego żona coraz częściej zwracała uwagę, że pije za dużo, że
jest nieobecny, drażliwy. Paweł reagował złością albo ironią. W jego świecie to ona przesadzała. On
przecież pracował, utrzymywał rodzinę, był odpowiedzialny. Alkohol był jego prywatną sprawą.
„Granica przesuwała się razem ze mną”
Z czasem alkohol przestał być dodatkiem do życia, a stał się jego osią. Paweł zaczął planować
wieczory tak, aby móc się napić. Jeśli wiedział, że następnego dnia nie musi wcześnie wstawać, pił
więcej. Jeśli miał stresujący dzień — pił szybciej. Przestał liczyć ilość. Liczyło się tylko to uczucie
momentu, w którym napięcie opadało. Coraz częściej zdarzały się luki w pamięci, urwane rozmowy,
poranki z poczuciem wstydu. Obiecywał sobie, że zwolni, że zrobi przerwę. Czasem udawało się na
kilka dni. Potem wracał do starych nawyków. Paweł był mistrzem racjonalizacji. Zawsze miał
argument: zasłużyłem, inni piją więcej, to nie jest takie straszne. Jednocześnie coraz bardziej oddalał
się od żony i dzieci. Był fizycznie obecny, ale emocjonalnie nieosiągalny. Alkohol był jego
schronieniem i jego więzieniem.
„Tamtego dnia piłem szybciej niż zwykle”
To był zwykły wieczór. Paweł wrócił z pracy zmęczony i poirytowany. Wypił kilka mocnych drinków w
krótkim czasie, praktycznie na pusty żołądek. Pamięta, że poszedł do łazienki. Potem — nic. Stracił
przytomność. Upadł, uderzył głową o krawędź pralki. Leżał na podłodze nieprzytomny. To jego
sześcioletni syn znalazł go kilka minut później. Dziecko myślało, że tata śpi. Wołało. Szarpało. W
końcu zaczęło krzyczeć. Żona wezwała pogotowie. Paweł trafił do szpitala z urazem głowy i zatruciem
alkoholowym. Lekarze powiedzieli wprost: miał szczęście. Ale ten obraz — syn stojący w drzwiach
łazienki — wraca do Pawła do dziś. To był moment, którego nie dało się już wyprzeć ani zagadać.
„Najgorsze nie było to, co się stało, tylko to, co zobaczyłem potem”
Po wyjściu ze szpitala Paweł zobaczył coś, czego wcześniej nie chciał widzieć. Strach w oczach żony.
Milczenie dzieci. Atmosferę, w której nikt już nie udawał, że wszystko jest w porządku. Była cisza i
dystans. Ale to uderzyło go mocniej niż jakakolwiek awantura. Po raz pierwszy zobaczył, że jego picie
nie jest abstrakcyjnym problemem, tylko realnym zagrożeniem dla jego rodziny. Ale jeszcze bardziej
przeraziła go myśl, że jego syn zapamięta go tylko jako kogoś półprzytomnego i zalanego krwią na
podłodze. Ten obraz zniszczył resztki iluzji kontroli. Paweł mówi, że to był moment, w którym coś w
nim pękło. Nie było już miejsca na negocjacje z samym sobą.

„Przestałem pić, ale to był dopiero początek”
Paweł odstawił alkohol natychmiast po wyjściu ze szpitala. Pierwsze tygodnie były koszmarem.
Bezsenność, drażliwość, lęk, huśtawki nastrojów. Zrozumiał, że alkohol nie był dodatkiem do życia,
tylko fundamentem, na którym wszystko się opierało. Bez niego został z emocjami, z którymi nie
wiedział co zrobić. Trafił na terapię uzależnień. Na początku był pełen wstydu i oporu. Mówił
niewiele. Słuchał. Z czasem zaczął rozumieć, że alkohol był sposobem radzenia sobie z napięciem, z
poczuciem niewystarczalności, z lękiem przed porażką.
„Uczę się czuć, zamiast się znieczulać”
Największą zmianą, jaką przyniosła terapia, jest dla Pawła nauka regulowania emocji. Zamiast sięgać
po alkohol, uczy się zatrzymywać, nazywać to, co czuje, szukać wsparcia. To proces powolny i
niekomfortowy. Są dni, w których napięcie jest ogromne. Są momenty, w których pojawia się myśl:
jedno piwo by pomogło. Paweł nauczył się, że te myśli są sygnałem, a nie rozkazem. Korzysta z
pomocy terapeuty, grupy wsparcia, zmienia codzienne rytuały. Alkohol nie zniknął z jego głowy, ale
przestał rządzić jego zachowaniem. To ogromna różnica.
„Najtrudniejsze było spojrzenie w oczy własnym dzieciom”
Relację z dziećmi odbudowuje powoli. Paweł nie próbuje przyspieszać tego procesu. Wie, że zaufanie
zostało nadwyrężone. Rozmawia z synem o tamtym dniu, na tyle, na ile pozwala wiek dziecka.
Przeprosił. Wprost. Bez tłumaczeń. Dla niego to było jedno z najtrudniejszych doświadczeń —
przyznać się do słabości przed własnym dzieckiem. Ale też jedno z najważniejszych. Paweł mówi, że
trzeźwość nauczyła go pokory. I obecności.
„Nie wiem, kim będę dalej. Ale wiem, kim już nie chcę być”
Dziś Paweł nie pije od kilkunastu miesięcy. Nie mówi, że wygrał. Mówi, że jest w drodze. Alkohol nie
zniknął jako temat, ale przestał być rozwiązaniem. Paweł wie, że tamta noc mogła skończyć się
inaczej. Ale zamiast myśleć o niej jak o tragedii, myśli o niej jak o brutalnym, ale koniecznym
przebudzeniu. „Nie umarłem” — mówi. „Ale coś musiało umrzeć, żebym mógł zacząć żyć”.

Zostaw swój komentarz:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mogą Cię zainteresować:

Mężczyzna leży na kanapie z ręką zakrywającą oczy, trzymając puszkę. Na piersi ma przewieszony stanik. Wokół niego znajdują się puste butelki, pudełko po pizzy i inny imprezowy bałagan, sugerujący chaotyczne następstwa.

Młodzi dorośli piją więcej alkoholu, gdy łączą go z marihuaną

Młodzi ludzie z alkoholem i telefonami w rękach

„Picie na pusty żołądek” — jak jedzenie wpływa na upojenie i negatywne skutki picia alkoholu

Osoba w niebieskiej koszuli trzyma się za brzuch, a grafika przedstawiająca przewód pokarmowy jest podświetlona na czerwono, co sugeruje ból żołądka lub jelit.

Mikrobiom jelitowy a choroby wątroby związane z alkoholem. Wyniki badań

Ręka trzyma dużą wycinankę z papieru w kształcie dymka, przedstawiającą szkic ludzkiej głowy z profilu z mózgiem w środku i rozchodzącymi się od niego liniami, a wszystko to na różowym tle.

Oto, co się dzieje w mózgu dzień po upiciu się. Nawet jeśli nie czujesz kaca

The owner of this website has made a commitment to accessibility and inclusion, please report any problems that you encounter using the contact form on this website. This site uses the WP ADA Compliance Check plugin to enhance accessibility.