
Alkomat pokazuje ponad promil. Świadek przysięga, że nic nie pił. To nie żart ani wymówka pijanego kierowcy. To rzadka choroba, którą naukowcy właśnie zaczęli rozumieć. Nazywa się zespół autobrowaru.
Czym jest zespół autobrowaru
Zespół auto-browaru (ang. autobrewery syndrome, ABS) to zaburzenie, w którym organizm sam produkuje alkohol. Winne są bakterie żyjące w jelitach. Fermentują węglowodany z pożywienia i zamieniają je w etanol. Alkohol trafia prosto do krwi. Chory może być pijany, choć nie wypił ani kropli.
Niewielkie ilości alkoholu powstają w jelitach każdego człowieka. To normalny efekt trawienia. U osób z ABS proces wymyka się spod kontroli. Poziom etanolu we krwi rośnie na tyle, by wywołać realne upojenie – po zjedzeniu zwykłego posiłku bogatego w węglowodany.
Chorobę opisano po raz pierwszy w literaturze medycznej już dekady temu. Do niedawna traktowano ją jednak jako medyczną ciekawostkę. Część lekarzy, a nawet sądów, uznawała ją za wymówkę osób złapanych za jazdę po alkoholu. Naukowcy z Mass General Brigham i Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego postanowili to zmienić.
Co znaleźli naukowcy
Zespół zbadał 22 pacjentów z potwierdzonym ABS. Do porównania posłużyło 21 domowników pacjentów oraz 22 zdrowe osoby z grupy kontrolnej. Wyniki opublikowano w styczniu 2026 roku w czasopiśmie „Nature Microbiology”.
Próbki kału pobrane od pacjentów w trakcie ataku choroby produkowały w warunkach laboratoryjnych znacznie więcej etanolu niż próbki od domowników czy zdrowych osób. To ważne odkrycie. Otwiera drogę do prostego testu z kału, który mógłby ułatwić diagnozę.
Analiza genetyczna mikrobiomu jelitowego wykazała nadmiar bakterii z grupy Proteobacteria. Największą rolę odgrywają dwa gatunki: Escherichia coli oraz Klebsiella pneumoniae. To one najsilniej produkują alkohol. Naukowcy znaleźli też wzmożoną aktywność genów odpowiedzialnych za szlaki fermentacji, które prowadzą do powstawania etanolu.
W kale pacjentów wykryto również podwyższony poziom octanu. Jego stężenie korelowało z poziomem alkoholu we krwi. To kolejny trop, który może pomóc w przyszłej diagnostyce.
Współautorka badania, dr Elizabeth Hohmann z Mass General Brigham, podkreśla skalę problemu. Jak mówi, „auto-brewery syndrome to niezrozumiana choroba, do której mamy niewiele testów i metod leczenia”.
Leczenie? Przeszczep kału
Jeden z pacjentów przeszedł eksperymentalne leczenie – przeszczep mikrobioty kałowej (FMT). Polega ono na przeniesieniu zdrowych bakterii jelitowych od dawcy do organizmu chorego. Po pierwszym zabiegu objawy częściowo ustąpiły, ale wróciły. Po drugim przeszczepie, poprzedzonym inną antybiotykoterapią, pacjent pozostawał wolny od objawów przez ponad 16 miesięcy.
Diagnoza ABS wciąż jest trudna. Złotym standardem pozostaje monitorowany pomiar alkoholu we krwi pod nadzorem medycznym, trwający wiele godzin. Wielu pacjentów latami słyszy błędne diagnozy. Zanim usłyszą prawidłowe rozpoznanie, tracą pracę, prawo jazdy, a czasem i zaufanie bliskich.
Co z tego wynika
Choroba jest bardzo rzadka. Naukowcy podejrzewają jednak, że jest częściej niedodiagnozowana niż faktycznie rzadka. Powodem jest brak świadomości wśród lekarzy oraz stygmatyzacja pacjentów. Odkrycie konkretnych bakterii i szlaków metabolicznych może to zmienić. Otwiera drogę do prostszych testów i celowanego leczenia, na przykład przeszczepów mikrobioty czy antybiotykoterapii dopasowanej do konkretnego szczepu bakterii.
Jeśli ktoś regularnie doświadcza objawów upojenia bez spożywania alkoholu, warto to zgłosić lekarzowi. To może być trop prowadzący do rzadkiej, ale realnej choroby – a nie powód do wstydu.
Na podstawie: Hsu, C.L. et al., „Gut microbial ethanol metabolism contributes to auto-brewery syndrome in an observational cohort”, Nature Microbiology (2026), nature.com, oraz materiały prasowe Mass General Brigham.
Mogą Cię zainteresować:






Dodaj komentarz