Przejdź do treści głównej
Kobieta siedzi na drewnianej podłodze pod gołą ścianą, zakrywając twarz dłońmi. Pokój jest pusty i słabo oświetlony, tworząc nastrój smutku lub niepokoju.
17 sierpnia 2025

Miała 22 lata, studiowała i pracowała w sexworkingu. Substancje psychoaktywne nie były dla niej rozrywką, lecz narzędziem – sposobem na oddzielenie emocji od ciała, lęku od działania, wstydu od przetrwania. Narkotyki z czasem stały się tłem codzienności i jej głównym regulatorem. Poznajcie historię Agnieszki.

Studia, pieniądze i pierwsza granica, którą łatwo było przesunąć

Kiedy zaczynała studia, myślała, że sexworking będzie tylko chwilowym rozwiązaniem. Sposobem na utrzymanie się w dużym mieście, na niezależność finansową, na życie „bez proszenia”. Na początku stawiała granice jasno: konkretne godziny, konkretne zasady, zero używek. „Chciałam mieć nad tym kontrolę, być profesjonalna” – mówi Agnieszka. Problem pojawił się wtedy, gdy napięcie zaczęło przerastać możliwości psychiczne. Spotkania wymagały obecności, uważności, udawania zainteresowania i bliskości. Ciało było narzędziem pracy, ale emocje nie chciały się wyłączyć. Kiedy po raz pierwszy zaproponowano jej substancję „na rozluźnienie”, nie myślała o uzależnieniu. Myślała o tym, że będzie łatwiej. Że przestanie się spinać. Że szybciej minie. To był moment, w którym granica – wcześniej wyraźna – zaczęła się przesuwać niemal niezauważalnie.

Substancje jako narzędzie pracy i tarcza ochronna

Narkotyki nie były dla niej formą zabawy. Były funkcjonalne. Pomagały zdystansować się od ciała, zwiększały tolerancję na dotyk, skracały drogę do „zadaniowego” seksu. „Po nich było mi wszystko jedno. A to w tej pracy bywa ulgą” – przyznaje Agnieszka. Chemsex w jej przypadku nie miał klubowego charakteru. Odbywał się w mieszkaniach, hotelach, w zamkniętych przestrzeniach, gdzie seks, pieniądze i substancje tworzyły jeden układ. Z czasem zauważyła, że bez chemii nie jest w stanie pracować. Trzeźwa była zbyt obecna, zbyt wrażliwa, zbyt świadoma. Substancje odcinały emocje, ale też coraz mocniej wiązały ją z tym schematem. Używanie narkotyków stało się warunkiem wykonywania pracy, a nie dodatkiem.

Ciało jako projekt do zniesienia, nie do przeżywania

Z biegiem czasu ciało przestało być neutralne. Stało się polem walki. Między tym, co trzeba zrobić, a tym, co się czuje. Substancje pomagały wyłączyć sygnały – zmęczenie, wstręt, lęk. „Nie czułam, że to ja. To było jakieś ciało, które wykonuje ruchy” – tłumaczy Agnieszka. Po spotkaniach często następował zjazd: pustka, rozpad, poczucie winy. Wtedy znów sięgała po środki – żeby zasnąć, żeby nie myśleć, żeby nie wracać do tego, co się wydarzyło. Chemsex przestał być jednorazowym wsparciem, a stał się pełnym cyklem: pobudzenie – działanie – znieczulenie – powtórka. W tym układzie nie było miejsca na regenerację ani refleksję. Wszystko podporządkowane było przetrwaniu kolejnego dnia.

Izolacja i podwójne życie

Na uczelni była „normalną” studentką. Uczyła się, zaliczała egzaminy, miała znajomych. Nikt nie wiedział, jak wygląda jej drugie życie. Ta podwójność była źródłem ogromnego napięcia. „Czułam się jak oszustka w każdej z tych ról” – przyznaje. Sexworking pogłębiał izolację. Relacje spoza świata jej pracy stawały się coraz trudniejsze, bo wymagały autentyczności, której nie miała siły dawać. Jednocześnie relacje z klientami były pozbawione realnej bliskości. Została sama, z substancjami jako jedynym stałym elementem.

Moment, w którym ciało powiedziało „dość”

Kryzys przyszedł fizycznie. Bezsenność, ataki lęku, derealizacja. Organizm przestał reagować tak, jak wcześniej. Potrzebowała coraz więcej, aby osiągnąć ten sam efekt. Jednocześnie coraz mniej była w stanie znieść. „Pamiętam moment, kiedy spojrzałam w lustro i nie wiedziałam, kim jestem” – mówi. Pojawił się strach, że jeśli tak dalej pójdzie, straci zdrowie albo życie. To było powolne osuwanie się w stan, w którym każda opcja wydawała się zła. Pracować – znaczy brać. Nie pracować – znaczy nie mieć z czego żyć. Substancje przestały pomagać, a zaczęły tylko podtrzymywać system.

Terapia – pierwsza przestrzeń bez oczekiwań

Decyzja o terapii była aktem desperacji. Bała się oceniania – jako kobieta, jako sexworkerka, jako osoba używająca narkotyków. Tymczasem pierwsze spotkania nie dotyczyły ani seksu, ani substancji. Dotyczyły granic, zmęczenia, lęku. „Po raz pierwszy ktoś zapytał, jak ja się z tym mam” – mówi. Terapia pokazała jej, że narkotyki nie były „złym wyborem”, tylko strategią radzenia sobie w sytuacji przeciążenia. Nieskuteczną, ale zrozumiałą. To zdjęło część wstydu, który przez długi czas pchał ją głębiej w uzależnienie.

Oddzielanie pracy od regulowania emocji

Jednym z kluczowych elementów terapii była praca nad tym, by substancje przestały być jedynym sposobem radzenia sobie z emocjami. Uczyła się rozpoznawać napięcie wcześniej, zanim osiągnie poziom nie do zniesienia. Pracowała nad relacją z ciałem – nie jako narzędziem, ale jako sygnałem. To był proces długi i trudny, pełen ambiwalencji. „Czasem miałam wrażenie, że trzeźwość jest zbyt intensywna” – przyznaje. Ale z czasem pojawiły się inne strategie: przerwy, zmiana formy pracy, wsparcie. Chemsex przestał być koniecznością, a stał się czymś, co można nazwać i zatrzymać.

Odzyskiwanie sprawczości

Największą zmianą było odzyskanie poczucia wyboru. Nie natychmiast, nie idealnie, ale realnie. Zrozumiała, że jej historia nie sprowadza się do używek ani do pracy w charakterze seksworkerki. „Przez długi czas myślałam, że muszę być twarda. Teraz wiem, że mogę być uważna” – mówi. Terapia pomogła jej zobaczyć siebie poza schematem użycia i wytrzymałości. To nie oznaczało prostych odpowiedzi, ale dało fundament pod zmianę.

Życie bez iluzji, ale z granicami

Agnieszka wznowiła studia. Nadal pracuje, choć inaczej niż wcześniej. Substancje nie zniknęły magicznie z jej historii, ale przestały nią rządzić. „Najważniejsze, że nie muszę już się od siebie odcinać, aby funkcjonować” – mówi. Używanie substancji było próbą przetrwania w świecie, który wymagał zbyt wiele. Terapia pozwoliła jej zbudować życie, w którym nie trzeba już płacić własnym ciałem i zdrowiem za chwilową ulgę.

Zostaw swój komentarz:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mogą Cię zainteresować:

życie u boku osoby z uzależnieniem

„Serce mu stanęło na chwilę. Ja stanęłam na zawsze”

warsztaty dla warszawskich rodziców

„Zatrzymuję się w pół kroku. Tego nikt mnie nie nauczył”

kac moralny

„Ratowałam go, aż prawie straciłam własne życie”

Kobieta z kręconymi brązowymi włosami i odważnym pomarańczowym makijażem oczu patrzy zamyślona przez okno, opierając dłoń na ustach. Ma na sobie biały top, a w tle widać beżowe zasłony.

„Żyłam z nim, a gubiłam siebie” – rozmowa z kobietą w cieniu uzależnienia partnera

The owner of this website has made a commitment to accessibility and inclusion, please report any problems that you encounter using the contact form on this website. This site uses the WP ADA Compliance Check plugin to enhance accessibility.