
Siedemnastolatek z warszawskiego liceum, przyłapany na paleniu marihuany na terenie szkoły, stanął przed widmem wydalenia ze szkoły. Zamiast tego wybrał krótkoterminową terapię CANDIS — serię indywidualnych spotkań z terapeutą, które miały pomóc mu zrozumieć własne zachowania i odzyskać kontrolę nad życiem. To jego relacja o upadku, walce i nadziei.
Pierwszy dymek, który ciągnął dalej
Karol pamięta swoje pierwsze spotkanie z marihuaną jak dotąd niechcianą pamiątkę z wakacyjnej imprezy, na której wszyscy koledzy palili bez większych konsekwencji. „To miał być tylko jeden dymek, taka ciekawość, ciekawość, co to daje” — mówi. Wtedy nie myślał o uzależnieniu ani o tym, że coś, co ma być „niewinnym eksperymentem”, może przerodzić się w poważny problem. Dziś wie, że to był początek drogi, której później nie potrafił zatrzymać.
Na początku palił sporadycznie — w weekendy, na imprezach, kiedy chciał się odstresować. „To było jak zabawa, jak coś, co mnie wyróżniało i jednocześnie uspokajało. Każdy mówił, że to nic złego, że to tylko marihuana, że przecież nie heroina” — wspomina. Takie poglądy krążyły wśród jego rówieśników i wzmacniały przekonanie, że marihuana to coś, co nie uzależnia.
Z czasem jednak częstotliwość jego używania wzrosła. „Z tygodniowego dymka zrobiły się codzienne. Po lekcjach, późnym wieczorem… stało się to częścią mojej rutyny. Nawet nie zauważyłem, kiedy przestałem myśleć o tym jako o jednym papierosie, a zacząłem myśleć: „Mam to, bo mnie uspokaja” — mówi Karol. Codziennie chciał odetchnąć choć raz, zapomnieć o stresie, kłopotach w domu, o sprawdzianach. I marihuana dawała mu chwilowe ukojenie — ale cena tej ulgi była coraz wyższa.
Rodzice nie mieli pojęcia, jak bardzo Karol zagłębia się w używaniu marihuany. „Kłamałem, tłumaczyłem się zajęciami, spotkaniami z kolegami. Czułem się coraz bardziej odizolowany — wiedziałem, że robię coś, czego nie powinienem, ale nie potrafiłem przestać” — mówi. To zamknięcie w sobie, brak rozmowy, sprawiły, że uzależnienie rosło.
Złapany w szkole i przed wyborem
Pewnego październikowego dnia Karol został przyłapany na paleniu marihuany w toalecie szkolnej. W powietrzu unosił się charakterystyczny zapach, który nauczyciel od razu rozpoznał. „Poczułem, jak moje serce wali, jakbym zrobił coś strasznego. Wiedziałem, że to nie będzie zwykła rozmowa. To był moment, w którym wiele mogło się skończyć” — opowiada.
Dyrekcja szkoły dała mu dwie możliwości: wydalenie ze szkoły albo terapia. „To było jak wybór między piekłem a niebem. Wybrałem terapię, ponieważ mogłem zostać w szkole, kontynuować naukę, a jednocześnie próbować zrozumieć, co się ze mną dzieje. To było dla mnie coś, czego wcześniej nie brałem pod uwagę” — mówi.
Rodzice znaleźli dla niego miejsce w programie CANDIS, który koncentruje się na uzależnieniu od marihuany. Terapia ta kładzie nacisk na refleksję nad własnym zachowaniem, zrozumienie wzorców używania substancji oraz pracę nad motywacją do zmiany. Pacjent, wspólnie z terapeutą, ustala realistyczne cele i krok po kroku pracuje nad ich osiągnięciem.
Dla Karola ta terapia była szansą, ale zarazem ogromnym wyzwaniem. „Czułem się jak na rozdrożu. Z jednej strony strach, że zawiodę siebie i rodzinę, z drugiej nadzieja, że mogę wrócić do normalnego życia. Wybrałem terapię, bo wiedziałem, że nie chcę kończyć liceum przez coś, co miało być tylko zabawą” — mówi.
Pierwsze sesje — konfrontacja z prawdą
Na pierwszych sesjach terapeuta prosił Karola, by opowiedział o swoim używaniu marihuany — kiedy zaczął, jak często pali, co czuje przed i po, jakie sytuacje wywołują u niego chęć sięgnięcia. „To były proste pytania, ale za każdym razem, gdy odpowiadałem, czułem ciężar prawdy. Zrozumiałem, że palę marihuanę nie dlatego, że chcę się bawić, ale dlatego, że boję się stresu, presji, problemów w domu” — mówi.
W programie terapeuta pomagał mu rozpoznawać wzorce zachowań: co wyzwalał impuls do sięgnięcia po marihuanę, jakie emocje mu towarzyszyły, jakie były realne konsekwencje tego wyboru. Terapia opierała się na analizie myśli i zachowań oraz ich powiązań z używaniem substancji. Program wzmacniał motywację do zmiany i uczył praktycznych umiejętności radzenia sobie ze stresem.
Karol wspomina, że początkowo bał się szczerości. „Nie chciałem przyznać, że robię coś, co mi szkodzi. Myślałem, że mogę to kontrolować. A podczas terapii musiałem spojrzeć prawdzie w oczy”.
Terapeuta zachęcał go też do zapisywania myśli i uczuć, które pojawiały się między sesjami. „Kiedy widzisz na papierze swoje myśli, to tak jakbyś spojrzał na nie z boku. To pomaga zrozumieć, co naprawdę się dzieje w twojej głowie”.
Ucieczka w dym — mechanizm, którego się nie zauważa
Dla Karola marihuana była przede wszystkim ucieczką od emocji, których nie potrafił nazwać ani zrozumieć. „Nie paliłem, bo chciałem się dobrze bawić. Paliłem, bo bałem się tego, co czuje. Byłem zestresowany w domu, obawiałem się ocen, niepewności przyszłości. Marihuana dawała chwilowe uspokojenie” — opowiada.
Podczas terapii musiał się zmierzyć z tym, co kryło się za jego pragnieniem „odetchnąć”. Terapia pomagała zrozumieć, że za każdym sięgnięciem po marihuanę stoi jakaś potrzeba — często potrzeba ucieczki, chęć uniknięcia negatywnych emocji albo chęć poczucia kontroli nad własnym stresem.
„Wieczorami moje myśli krążyły wokół tego, co złego może się wydarzyć następnego dnia. I to było jak spirala — im więcej się martwiłem, tym bardziej chciałem się uspokoić. A potem znów następował stres, i znów chce się od tego uciec. Zrozumienie tego mechanizmu było dla mnie przełomowe” — mówi.
To była praca nad sobą krok po kroku — nie jednorazowe oświadczenie „przestanę palić”, ale zrozumienie, skąd bierze się potrzeba palenia i jak ją zastąpić zdrowszymi strategiami radzenia sobie.
Pierwsze sukcesy — małe kroki, wielkie zmiany
Po kilku tygodniach terapii Karol zaczął zauważać pierwsze zmiany w codziennym życiu. „Pierwsze dni, kiedy nie sięgałem po marihuanę, były najtrudniejsze. Czułem silną pokusę, ale zacząłem stosować techniki, których się nauczyłem — oddech, przerwanie myśli, rozmowę z samym sobą. To działało” — mówi.
Z czasem zaczął lepiej spać, miał więcej energii rano i zauważył, że jego myśli są mniej chaotyczne. „To chyba pierwszy moment, kiedy poczułem, że mogę odzyskać kontrolę nad sobą. Nie było łatwo. Ale te małe sukcesy dawały siłę, żeby iść dalej”.
Terapeuta wspierał go także w budowaniu realistycznych celów — jak unikać sytuacji, które prowadziły do używania marihuany, jak planować czas, jak radzić sobie z presją szkolną i oczekiwaniami innych. Z czasem Karol zaczął wdrażać te strategie w codziennym życiu.
Najważniejsza była zmiana podejścia — z myślenia: „Muszę przestać”, na: „Chcę zrozumieć, dlaczego to robię i Chcę znaleźć inne sposoby radzenia sobie”.
Reakcje bliskich — wsparcie i zrozumienie
Reakcje rówieśników i rodziny na zmiany, które następowały w życiu Karola, były mieszane. Niektórzy znajomi obserwowali jego decyzję bez zrozumienia — „Niektórzy mówili: „Po co ci ta terapia? Przecież to tylko marihuana” — wspomina.
Jednak kilku bliskich przyjaciół zaczęło dostrzegać, że coś w jego życiu się zmienia — i okazywali wsparcie. „To moi prawdziwi przyjaciele — ci, którzy zostali, mimo że byłem mniej dostępny na imprezy czy spotkania, gdzie były narkotyki” — mówi.
Największą zmianę przyniosła reakcja rodziny. Początkowo rodzice byli zaskoczeni i rozczarowani, kiedy dowiedzieli się o problemie. Ale wspólne rozmowy, otwartość i zrozumienie pomogły im odbudować relacje, które wcześniej były nadwyrężone przez kłamstwa i ukrywanie prawdy. „To było dla mnie ważne — widzieć, że oni wierzą we mnie, nawet jeśli popełniam błędy. Wsparcie bliskich naprawdę robi różnicę”.
Karol podkreśla, że wsparcie sięgało dalej niż same rozmowy. „Rodzice pomagali mi organizować czas, rodzinnie planowaliśmy aktywności i zajęcia, które pozwalały mi unikać sytuacji ryzykownych”.
Każdy dzień bez dymu — codzienność, która zyskuje sens
Dziś, po kilku miesiącach od rozpoczęcia terapii, Karol żyje inaczej — bardziej świadomie. „Na początku myślałem, że życie bez marihuany będzie nudne. A teraz okazało się, że to życie ma sens. Wstaję rano, planuję dzień, mam energię do nauki, do sportu, do spotkań bez używek” — mówi.
Relacje z bliskimi i rówieśnikami są bardziej szczere i oparte na prawdziwych rozmowach, a nie ucieczce w dym. „Najważniejsze jest to, że zacząłem ufać sobie i innym. Kiedyś ukrywałem swoje uczucia i myśli. Teraz staram się o nich rozmawiać, a nie je tłumić”.
Unikanie sytuacji, które wcześniej prowadziły do używania marihuany, stało się świadomym wyborem. „Nie chodzę tam, gdzie pali się trawę. Nie mówię, że nigdy nie spotkam starych znajomych, ale teraz wiem, jak stawiać granice i jak dbać o siebie”.
Mogą Cię zainteresować:






Dodaj komentarz