Przejdź do treści głównej
Mężczyzna delikatnie kładzie dłoń na ramieniu kobiety, dodając jej otuchy podczas terapii grupowej; dwie inne osoby siedzą w pobliżu, wszyscy zaangażowani w rozmowę w jasnym pomieszczeniu.
27 października 2025

Z jednej strony język potrafi wspierać godność i zmianę, tworząc przestrzeń na zrozumienie. Z drugiej – potrafi działać jak zatruta strzała, utrwalając odrzucenie i cementując bolesne piętno. Ta różnica to nie kwestia czepialstwa językowego, lecz fundamentalny wybór pomiędzy narracją, która stygmatyzuje, a narracją, która daje nadzieję. To, jak mówimy o uzależnieniu, ma realne, mierzalne konsekwencje – nie tylko opisuje rzeczywistość osoby zmagającej się z chorobą, lecz aktywnie ją współtworzy. Wpływa na to, jak człowiek patrzy na siebie w lustrze, jak społeczeństwo go ocenia, a wreszcie – jakie decyzje dotyczące zdrowia publicznego są podejmowane. W tym kontekście język przestaje być neutralnym narzędziem; staje się ramą poznawczą, która może albo zatrzasnąć drzwi do wyzdrowienia, albo je otworzyć.

„Alkoholik w języku to ktoś zdegenerowany”

Gdy rozmawiamy o uzależnieniu od alkoholu, słowa, których używamy, niosą ze sobą bagaż kulturowych skojarzeń i głęboko zakorzenionych stereotypów. Psychoterapeutka uzależnień Anna Bakuła w rozmowie z portalem Stopuzależnieniom.pl nie pozostawia złudzeń co do mocy niektórych określeń. „Określeniem bardzo stygmatyzującym jest alkoholik… Alkoholik w języku to ktoś zdegenerowany, niegodny uwagi. Brudas i pijak…” – mówi ekspertka, odsłaniając surową prawdę o tym, jak pewne słowa funkcjonują w zbiorowej wyobraźni.

To nie jest neutralny opis jednostki chorobowej, ale etykieta niosąca ze sobą cały szereg moralnych i społecznych oskarżeń o degenerację, brak wartości i brud. Takie słowo nie opisuje człowieka – redukuje go do karykatury, odzierając z godności i zamykając w klatce uprzedzeń. Etykieta „alkoholika” czy „narkomana” zabiera miejsce innym rolom i cechom: byciu ojcem, partnerem, pracownikiem, człowiekiem z pasjami i marzeniami. Wszystko to zostaje przysłonięte przez jeden, przytłaczający termin.

„Przez lata unikałem terapii jak ognia. Myślałem: «Jestem przedsiębiorcą, ojcem, facetem, który sobie radzi. A terapeuta to dla narkomanów». W mojej głowie «narkoman» to był ktoś w dresie na dworcu, kto stracił wszystko. To nie byłem ja. Moje używanie było «funkcjonalne», «kontrolowane». Oczywiście, że nie było. Ale ta etykieta działała jak parasol ochronny – skoro nie jestem tym, to mój problem nie jest taki. Przyznanie się do bycia «narkomanem» było równoznaczne z przyznaniem się do całkowitej klęski. To było zbyt upokarzające. Zgłosiłem się na leczenie dopiero, gdy fizycznie się załamałem, a lekarz w szpitalu powiedział: «Ma pan poważne zaburzenie związane z używaniem substancji, które niszczy panu organizm. Możemy to leczyć». Usłyszałem o «zaburzeniu», a nie o kimś, kim mam się stać. Usłyszałem «leczyć», a nie «naprawiać narkomana». To była różnica między poczuciem, że idę na świadectwo ułomności, a na konsultację medyczną. Ta pierwsza droga była dla mnie zablokowana przez jedno słowo.” Wojtek, 41 lat.

Samospełniająca się przepowiednia: jak język gasi nadzieję na zmianę

Konsekwencje takiego języka sięgają głęboko w psychikę osoby, która słyszy je na swój temat. Gdy etykieta „alkoholika” zaczyna dominować w sposobie, w jaki jest postrzegana, stopniowo może stać się centralnym aspektem jej własnej tożsamości. Człowiek przestaje widzieć siebie jako kogoś, kto ma problem, a zaczyna wierzyć, że jest problemem. To rozmycie granicy między osobą a chorobą jest szczególnie destrukcyjne. Osoba zaczyna wierzyć, że jest „zdegenerowana” i „niegodna uwagi”. To skutecznie podkopuje fundamenty poczucia własnej wartości i motywację do szukania pomocy.

Po co się leczyć, skoro i tak jest się moralnie zepsutym? Ten mechanizm jest samospełniającą się przepowiednią. język nie opisuje rzeczywistości, ale ją generuje, zamykając człowieka w błędnym kole wstydu i bezsilności.

„«Lekomanka». Brzmi jak jakaś histeryczka, słaba, nieporadna osoba, która nie potrafi przeżyć dnia bez tabletki. Kiedy mój partner tak mnie nazwał w gniewie, przestałam się przed nim tłumaczyć. Skoro on już mnie tak zdefiniował, to jakiekolwiek moje słowa o stresie w pracy, o chronicznym bólu pleców po wypadku, o rosnącym lęku – były tylko «wymówkami lekomanki». Stało się proste: ja jestem problemem. I po co «lekoman» idzie do lekarza? Po receptę. Tak myślałam. Bałam się, że w gabinecie usłyszę to samo. Szukałam pomocy dopiero, gdy trafiłam na artykuł o «zaburzeniu używania substancji». To brzmiało jak stan, a nie jak wyrok. Jak coś, z czym można pracować. «Lekomanka» to tożsamość. «Osoba z zaburzeniem» – to tymczasowy stan.” Aniela, 34 lata.

Badania nie kłamią: stygmatyzujący język zniechęca do leczenia

Ten proces nie pozostaje w sferze teorii. Przegląd badań z sześciu krajów, obejmujący trzynaście analiz, dostarcza twardych dowodów na społeczny wymiar tego zjawiska. Badania te wykazują, że język pełen moralnych ocen, taki jak „ćpun” czy właśnie „alkoholik” utrwala krzywdzące stereotypy w społeczeństwie. Oraz ma bezpośredni, negatywny wpływ na gotowość osób zmagających się z uzależnieniem do podjęcia leczenia.

Słowa, które stygmatyzują, działają jak bariera psychologiczna. Wzmacniają wewnętrzny wstyd i poczucie winy. Sprawiają, że proszenie o pomoc jawi się jako przyznanie się do bycia „tym złym”, „tym gorszym”. To zniechęcenie do szukania wsparcia ma dalej idące reperkusje . Jak wskazuje analiza badań, wpływa nawet na kształtowanie polityk publicznych i społeczne poparcie dla programów terapeutycznych. Społeczeństwo przyzwyczajone do języka moralnego potępienia może bowiem postrzegać uzależnienie nie jako chorobę wymagającą leczenia, ale jako indywidualną słabość charakteru, na którą nie warto przeznaczać środków.

„Kiedy rodzice po raz pierwszy krzyknęli na mnie «narkoman», poczułem, jakby zatrzasnęły się wszystkie drzwi. Nie byłem już ich synem, który się pogubił i potrzebuje pomocy. Byłem «narkomanem». To słowo nie opisywało mojego problemu. Ono go cementowało. Skoro już byłem «tym», to po co miałbym walczyć? Chciałem być chory, który może wyzdrowieć.” Marek, 31 lat.

„Osoba z zaburzeniem”

Odpowiedzią na tę szkodliwą dynamikę nie jest milczenie czy bagatelizowanie problemu, lecz świadome przejście na język, który opisuje, a nie osądza. Kluczowa zmiana polega na oddzieleniu osoby od choroby, na mówieniu o „zaburzeniu”, a nie o „moralnym upadku”. „Dlatego koncepcje terapeutyczne zmierzają dziś ku używaniu języka opisowego i neutralnego, np. «osoba z zaburzeniem używania substancji», nie «alkoholik»” – wyjaśnia Anna Bakuła.

Ta pozornie subtelna zmiana słów ma ogromną moc. Fraza „osoba z zaburzeniem używania alkoholu” nie tylko brzmi bardziej neutralnie. Przede wszystkim przywraca człowieczeństwo. Na pierwszym planie stoi „osoba”, a jej choroba jest tylko jednym z jej atrybutów, a nie definicją. Taki język redukuje ładunek moralizatorski, skupiając się na medycznym i psychologicznym wymiarze sytuacji. Stwarza przestrzeń na empatię, zrozumienie. I, co najważniejsze, na nadzieję, że zmiana jest możliwa, ponieważ problem nie stanowi esencji człowieczeństwa. Jest czymś, z czym można się zmierzyć i co można leczyć.

Zmiana języka w debacie publicznej, w mediach i w codziennych rozmowach to zatem nie przejaw nadmiernej wrażliwości czy tzw. politycznej poprawności. To realne narzędzie zmiany społecznej, które może przełamać błędne koło wstydu i milczenia. Słowa, które wybieramy, mają moc budowania mostów lub wznoszenia murów. Mogą utrwalać stygmat, który odcina od pomocy. Lub tworzyć narrację włączającą, która zaprasza do szukania wsparcia i wierzy w możliwość powrotu do zdrowia. W świecie uzależnień wstyd bywa największą przeszkodą na drodze do leczenia. Zatem wybór odpowiednich słów może być pierwszym, najpotężniejszym krokiem ku wyzdrowieniu . Krokiem, który zaczyna się od zwykłej, ludzkiej rozmowy.

Zostaw swój komentarz:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mogą Cię zainteresować:

dzieci eksperymenty nauka laboratorium warsztaty naukowe

Trwają zapisy na „Eksperymenty na Śródmieściu”: bezpłatne zajęcia dla dzieci z Fundacją RoRo

rodzina na dywanie szczęśliwi uśmiechnięci rodzice chłopiec i dziewczynka dom

„Przystań Mokotów”: Kompleksowe wsparcie dla rodzin w jednym miejscu

Starsza kobieta wygląda na zmartwioną, opierając głowę na dłoni, podczas gdy starszy mężczyzna stoi obok niej, delikatnie kładąc dłoń na jej ramieniu.

Telefon Pomocy dla Starszych – bezpłatne wsparcie informacyjne i poradnicze

Starszy mężczyzna siedzi i podpiera się o laskę

Fundacja Projekt Starsi: bezpłatna pomoc starszym doświadczającym przemocy

The owner of this website has made a commitment to accessibility and inclusion, please report any problems that you encounter using the contact form on this website. This site uses the WP ADA Compliance Check plugin to enhance accessibility.